Być może nie na każ­dym ta ani­ma­cja robi tak wiel­kie wra­że­nie jak na rodzi­cach. A tak się aku­rat skła­da, że nim jestem. Gro­bo­wiec świe­tli­ków (Hota­ru no haka) to chy­ba naj­smut­niej­sza ani­ma­cja zro­bio­na przez Stu­dio Ghi­bli. Bo chy­ba nie ma nic smut­niej­sze­go niż dzie­ci pozo­sta­wio­ne same sobie pod­czas woj­ny i przez nią poszko­do­wa­ne.

Bohaterowie

Głów­ny­mi posta­cia­mi w ani­me są kil­ku­na­sto­let­ni Seita i jego młod­sza sio­stra Set­su­ko. Jest to rodzeń­stwo miesz­ka­ją­ce w Kobe. Ich mat­ka cho­ru­je na ser­ce, rpzez co musi uni­kać cięż­szych prac jak np. nosze­nie cię­ża­rów, a ojciec jest ofi­ce­rem w Nip­pon Kaigun. Seita przej­mu­je więc obo­wiąz­ki gło­wy rodzi­ny, zapew­nia­jąc bez­pie­czeń­stwo nie tyl­ko sio­strze i mat­ce, ale nawet zapa­som żyw­no­ści. W tym wie­ku to nie­by­wa­łe cecho­wać się taką roz­myśl­no­ścią i poczu­ciem obo­wiąz­ku wobec rodzi­ny. Ojciec jest dla chłop­ca wiel­kim wzo­rem. Woj­na jed­nak spra­wia, że moral­ność chłop­ca jest wysta­wia­na na pró­bę. By prze­żyć, musi kła­mać, wyprze­da­wać ostat­nie domo­we pamiąt­ki, kraść czy żebrać.
Set­su­ko to typo­we dziec­ko. Nie zda­je sobie spra­wy z trud­nej sytu­acji. Chce się bawić, śmiać, tań­czyć, łapać świe­tli­ki i trzy­mać je w sło­ju. Tru­dy woj­ny nauczy­ły ją wpraw­dzie, że pod­czas bom­bar­do­wa­nia trze­ba zakryć twarz, by ochro­nić się przed odłam­ka­mi, jed­nak nie rozu­mie umie­ra­nia. Takie czy­ste, nie­ska­la­ne złem i gnie­wem dzie­ci to naj­więk­sze ofia­ry całe­go kon­flik­tu.

Fabuła

Reży­se­rem i auto­rem sce­na­riu­sza jest Isao Taka­ha­ta. Jego fil­my jak Powrót do marzeń czy Księż­nicz­ka Kaguya od razu rzu­ca­ją się w oczy jeśli cho­dzi o kre­skę lub nawet tema­ty­kę, bo zupeł­nie nie przy­po­mi­na­ją baj­ko­wej i nie­co fan­ta­stycz­nej wizji ser­wo­wa­nej przez Hay­ao Miy­za­kie­go w Spi­ri­ted Away czy choć­by Moim przy­ja­cie­lu Toto­ro.

Akcja fil­mu osa­dzo­na jest w realiach II woj­ny świa­to­wej w bom­bar­do­wa­nym mie­ście Kobe. Było to wów­czas jed­no z naj­licz­niej­szych miast Japo­nii. Pod­czas jed­ne­go z nich zbom­bar­do­wa­na jest dziel­ni­ca, w któ­rej miesz­ka Seita i Sat­su­ko. Wszyst­kie domy są zrów­na­ne z zie­mią, w mie­ście wybu­cha­ją poża­ry od bomb zapa­la­ją­cych, oczy gry­zie dym, skó­ra pie­cze od popa­rzeń. Jest mnó­stwo ran­nych, w tym tak­że mat­ka dzie­ci. Ojciec jest na fron­cie, pły­wa w mary­nar­ce wojen­nej. Dzie­ci są wysła­ne do rodzi­ny na wieś, choć tak napraw­dę ich nikt tam nie chce. Seita, po któ­rejś z kolei uwa­dze, że sta­no­wią tyl­ko pro­blem, wyno­si się od nie­przy­chyl­nych krew­nych i posta­na­wia zaopie­ko­wać się sio­strą na wła­sną rękę. Zamiesz­ku­ją opusz­czo­ny bun­kier w oko­li­cach mia­sta. Począt­ko­wo życie na wła­sną rękę jest pięk­ne, peł­ne świa­tła świe­tli­ków, rado­sne­go huś­ta­nia się na huś­taw­ce i wspól­ne­go goto­wa­nia, jed­nak z dnia na dzień woj­na wkra­da się coraz moc­niej w ich życie: bra­ku­je jedze­nia, pie­nię­dzy, wresz­cie zaczy­na­ją się cho­ro­by i przy­cho­dzi śmierć. Pierw­sze umie­ra­ją świe­tli­ki, któ­re w nocy sta­no­wi­ły roz­świe­tle­nie pomiesz­czeń w bun­krze.

Kreska

Tema­ty­ka fil­mu pod­po­wia­da, że w gra­fi­ce powin­ni­śmy raczej sp

otkać cięż­ki kli­mat, czerń, sza­ro­ści. A tu zdzi­wie­nie, bo dosta­je­my do dys­po­zy­cji weso­łe świe­tli­ki, peł­ną pale­tę barw wio­sny, drżą­ce od gorą­ca powie­trze. Woj­na widzia­na oczy­ma dzie­ci to nie tyl­ko bom­by i śmierć, ale to tak­że weso­łe chwi­le. I to wła­śnie ide­al­nie uchwy­ci­li gra­fi­cy.

 

Podsumowanie

Jest to nie tyl­ko smut­na histo­ria o śmier­ci dzie­ci pozo­sta­wio­nych samym sobie pod­czas II Woj­ny Świa­to­wej. To pięk­na opo­wieść o ich miło­ści, o wal­ce o lep­sze jutro, o potę­dze wia­ry, że b

ędzie lepiej. Film uka­zu­je nie­moż­li­we do poję­cia prze­ze mnie, jako oso­bę prze­siąk­nię­tą kul­tu­rą zacho­du, poczu­cie odpo­wie­dzial­no­ści zbio­ro­wej czy hono­ru. Naj­bar­dziej rzu­ca się w oczy już w pierw­szych minu­tach rzu­co­ne do umie­ra­ją­ce­go na dwor­cu kole­jo­wym chłop­ca sło­wa jed­ne­go z prze­chod­niów:

Ame­ry­ka­nie będą tu lada dzień. Ci nędza­rze nam tyl­ko wsty­du przy­nio­są!”.

Na szybko
  • 10/10
    Fabu­ła — 10/10
  • 10/10
    Kre­ska — 10/10
  • 9/10
    Boha­te­ro­wie — 9/10
  • 10/10
    Dopro­wa­dze­nie do łez — 10/10
9.8/10

Moni zda­niem:

To nie jest film dla dzie­ci! Cho­ciaż to Stu­dio Ghi­bli, to nie poka­zuj­cie tego nie­let­nim. Woj­na i śmierć to nie są tema­ty łatwe nawet dla doro­słych. Jed­nak jest to ani­me, któ­re każ­dy znać powi­nien, choć­by dla­te­go, że to naj­pięk­niej­szy dra­mat wojen­ny jaki znam. Jakim cudem to Osca­ra nie dosta­ło?