Komik­sy dla dzie­ci powin­nam mieć daw­no za sobą, ale obok Hil­dy i noc­ne­go olbrzy­ma nie da się przejść obo­jęt­nie. Tak było i tym razem. Ocza­ro­wa­ła mnie już sama okład­ka, a póź­niej było już tyl­ko lepiej. Zako­cha­łam się. Tak jak Jor­gen, cał­kiem upar­ty i zako­cha­ny tytu­ło­wy olbrzym.

Bohaterowie

Hil­da to mała dziew­czyn­ka, miesz­ka­ją­ca gdzieś na koń­cu świa­ta w lesie ze swo­ją mamą. To bar­dzo odważ­ne, rezo­lut­ne i cie­kaw­skie dziec­ko. W sumie jak wszyst­kie dzie­ci, jed­nak ją coś wyróż­nia: potra­fi komu­ni­ko­wać się chy­ba z każ­dym stwo­rze­niem na Zie­mi. Widzial­nym i nie­wi­dzial­nym, nie­wiel­kim i gigan­tycz­nym. Do tego nie ma dla niej rze­czy nie­moż­li­wych i jeśli ma jakiś cel to będzie dąży­ła do jego reali­za­cji. Towa­rzy­szy jej wier­ny zwier­za­czek Rożek, praw­do­po­dob­nie skrzy­żo­wa­nie lisa z jele­niem.

Hil­da i noc­ny olbrzym to dru­gi tom histo­rii dziew­czyn­ki, dla­te­go część posta­ci, jak. np. Rożek czy troll są już dobrze zna­ne i nie potrze­bu­ją omó­wie­nia.

Fabuła

Ano­ni­mo­we zawia­do­mie­nia przy­cho­dzą do domu Hil­dy. Nie było­by nic w tym dziw­ne­go, gdy­by nie miesz­ka­nie na kom­plet­nym odlu­dziu oraz for­mat wia­do­mo­ści: listy są mniej­sze niż pacz­ka zapa­łek. Kto może nie lubić spo­koj­nej rodzi­ny? Może ktoś, kogo spo­kój taka nawet spo­koj­na rodzi­na może zakłó­cić? Powiedz­my elfy, któ­rym w środ­ku mia­sta ktoś wybu­do­wał wiel­ki dom i dzień w dzień gło­śno mówi czy pali w nocy świa­tło unie­moż­li­wia­jąc sen. Sęk w tym, że są oni widocz­ni tyl­ko pod pew­ny­mi, bar­dzo restryk­cyj­ny­mi warun­ka­mi.

Nie­chęć malu­chów przy­bie­ra na sile i Hil­da jest zmu­szo­na szu­kać pomo­cy. Wraz z jed­nym z malu­chów podą­ża od bur­mi­strza do pre­zy­den­ta, by móc dalej miesz­kać w dom­ku na skra­ju lasu. Do tego jesz­cze napo­ty­ka cho­dzą­ce­go nocą olbrzy­ma. Co on tu robi? Czy cze­goś albo kogoś szu­ka?

Kreska

Nie wyobra­żam sobie, żeby kto­kol­wiek nie doce­nił tej typo­wo komik­so­wej kre­ski Luke’a Pear­so­na. To jak budu­je napię­cie, emo­cje czy atmos­fe­rę jest rewe­la­cyj­ne. Jak zwró­cił uwa­gę Paul Gra­vett, autor “1001 komik­sów, któ­re musisz prze­czy­tać przed śmier­cią”:

Lawi­ru­jąc mię­dzy Tove Jans­son a Hay­ao Miy­aza­kim, Pear­son osią­ga tu jesz­cze więk­sze mistrzo­stwo, two­rząc kadry tak żywe i cza­row­ne, jak w naj­lep­szych, uni­wer­sal­nych komik­sach fran­cu­sko-bel­gij­skich. Hil­da to nie­ustra­szo­na boha­ter­ka, któ­ra ide­al­nie wpi­su­je się w znie­wa­la­ją­cy folk­lor XXI wie­ku”.

Podsumowanie

Mimo duże­go for­ma­tu komik­su czy­ta się go w kil­ka minut, dosłow­nie poże­ra. Język jest łatwy, więc ide­al­nie nada­je się dla dzie­ci. To ide­al­na opo­wieść o tym, że każ­dy, bez wzglę­du na to jak wyglą­da, ma takie same pra­wa do życia. Pear­son trak­tu­je swo­je­go czy­tel­ni­ka poważ­nie i nie znaj­dzie się tu tej infan­tyl­niej czę­sto manie­ry, któ­rą kar­mią nas komik­sy dla dzie­ci. Poka­za­na jest za to nie­wy­dol­ność rzą­dzą­cych czy nawet rodzi­ców.

 

Na szybko
  • 10/10
    Fabu­ła — 10/10
  • 10/10
    Kre­ska — 10/10
  • 10/10
    Boha­te­ro­wie — 10/10
  • 7/10
    Czcion­ka — 7/10
  • 1/10
    Licz­ba tomów — 1/10
9/10

Moni zda­niem:

Ide­al­na książ­ka zarów­no dla mło­de­go, jak i sta­re­go czy­tel­ni­ka. Spój­ne przy­go­dy, masa emo­cji, zwro­ty akcji niczym w lite­ra­tu­rze sen­sa­cyj­nej, barw­ne posta­ci. Każ­dy chciał­by być takim dziec­kiem jak Hil­da.