Nie wiem, czy to zasłu­ga nie­po­lskich twór­ców komik­su, bo Jan Kar­ski, czło­wiek któ­ry odkrył holo­kaust to twór wło­skich auto­rów, czy raczej histo­ria jest na tyle barw­na, że moż­na z niej zro­bić coś mniej pate­tycz­ne­go. Nie­mniej komiks Mar­co Riz­zo i Leilio Bonac­cor­so to bar­dzo reali­stycz­ny obraz zwy­kłe­go czło­wie­ka, któ­ry stał się boha­te­rem.

Bohaterowie

Jan Kar­ski, a wła­ści­wie Kozie­lew­ski, to wykła­dow­ca histo­rii na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Karie­rę nauko­wą i bywa­nie na salo­nach prze­ry­wa jed­nak mobi­li­za­cja woj­sko­wa. Jano­wi nie uda­ło się nawet dotrzeć do koszar – jego pociąg został zbom­bar­do­wa­ny, a on sam tra­fił w ręce bol­sze­wi­ków i wywie­zio­ny na Sybir. W ramach wymia­ny jeń­ców tra­fia w ręce nie­miec­kie. Ani łagry, ani wizja roz­strze­la­nia przez nazi­stow­ski plu­ton nie odbie­ra­ją mu odwa­gi i nie­złom­no­ści – uda­je mu się uciec z nie­miec­kie­go trans­por­tu i wró­cić do War­sza­wy do sio­stry. To ona wcią­ga go w kon­spi­ra­cję. Zaczy­na pro­sto – od podró­ży do Lwo­wa, Buda­pesz­tu i Pary­ża z taj­ny­mi mate­ria­ła­mi. Te podró­że były uda­ne, jed­nak pod­czas kolej­nej podró­ży do sto­li­cy Fran­cji zosta­je zła­pa­ny przez gesta­po. Ich spo­so­by tor­tu­ro­wa­nia potra­fi­ły zła­mać nawet jego. Nie, nie wydał on swo­ich towa­rzy­szy, wolał tar­gnąć się na swo­je życie. A ma dla kogo żyć – na wol­no­ści cze­ka na nie­go uko­cha­na kon­spi­ra­tor­ka Danu­ta. Co będzie jeśli stra­ci i ją? Czy to już nie za dużo jak na jed­ne­go czło­wie­ka? A może brak nadziei spra­wia, że może on zro­bić coś zupeł­nie sza­lo­ne­go – spraw­dzić zała­du­nek Żydów trans­por­to­wa­nych do Oświę­ci­mia, zoba­czyć to na wła­sne oczy i zdać raport?

Fabuła

Na komiks sce­na­riu­sza Mar­co Riz­zo skła­da się sie­dem roz­dzia­łów oraz pro­log wpro­wa­dza­ją­cy czy­tel­ni­ka w histo­rię. Każ­da z czę­ści to inna część życio­ry­su Kar­skie­go, jed­nak zazę­bia­ją się one wręcz ide­al­nie. Zaczy­na­my polo­wi, czy­li od poj­ma­nia Kozie­lew­skie­go przez woj­ska radziec­kie, póź­niej wywóz­kę do łagrów i wydo­sta­nie się z nich, bra­wu­ro­wą uciecz­kę z trans­por­tu jeń­ców wyda­nych przez bol­sze­wi­ków Niem­com w ramach wymia­ny za więź­niów ukra­iń­skich ruskich i bia­ło­ru­skich.

Ale oka­zu­je się, że i Pola­ków uro­dzo­nych na tere­nach III Rze­szy nie­ko­niecz­nie Niem­cy potrze­bu­ją. Jan szyb­ko zda­je sobie z tego spra­wę i ucie­ka z trans­por­tu. Zosta­je postrze­lo­ny, jed­nak uda­je mu się uzy­skać azyl u Pola­ków, wyle­czyć rany i ruszyć w dro­gę do War­sza­wy. Nie jest to jed­nak mia­sto, któ­re zapa­mię­tał. Teraz na uli­cach rzą­dzą Niem­cy i strach wycho­dzić poza wła­sne miesz­ka­nie. Ale Jan chce wal­czyć o wol­ność Pol­ski? Tyl­ko jak? Wyda­je się, ze jedy­nym roz­sąd­nym wyj­ściem jest kon­spi­ra­cja i wła­śnie tak może on przy­słu­żyć się kra­jo­wi. Jako emi­sa­riusz spo­rzą­dza on rapor­ty i prze­no­si cen­ne mikro­fil­my do Lwo­wa, Pary­ża czy Buda­pesz­tu. Nara­ża swo­je życie, ale nawet nie­ludz­kie tor­tu­ry po zła­pa­niu pod­czas jed­nej z akcji nie są w sta­nie wymu­sić nie­go zeznań z kim współ­pra­cu­je.

 

Woj­na i pra­ca w kon­spi­ra­cji mie­wa jed­nak dobre stro­ny. To wła­śnie w pod­zie­miu ponow­nie spo­ty­ka Danu­tę, tą samą, do któ­rej wzdy­chał przed powo­ła­niem do woj­ska. Miłość roz­kwi­ta. Wspól­ne akcje, wyjaz­dy czy choć­by rekon­wa­le­scen­cja na wsi i pro­wa­dze­nie kon­spi­ra­cyj­nej dru­kar­ni zbli­ża­ją ich do sie­bie. Ale woj­na spra­wia, że ilu­zja nor­mal­no­ści pęka szyb­ciej niż mydla­na bań­ka. Jan musi ucie­kać z idyl­licz­nej wiej­skiej posia­dło­ści, zosta­wić na pastwę gesta­pow­ców swo­ją miłość, zosta­wić dru­kar­nię.

Cóż pozo­sta­ło Jano­wi? Tyl­ko wal­czyć. Odnaj­du­je przy­ja­cie­la z cza­sów obo­zu sowiec­kie­go, któ­ry zapo­zna­je go z trud­ną sytu­acją Żydów w get­cie war­szaw­skim. Jan sam wcie­la się w Żyda i na wła­sne oczy widzi śmierć, bru­tal­ność, bród i roz­kład jaki doko­nu­je się w get­cie. Zda­je z tego kolej­ny raport, a zaraz po nim otrzy­mu­je zupeł­nie kar­ko­łom­ne zada­nie: wcie­le­nia się w straż­ni­ka obo­zu w Izbi­cy Lubel­skiej, miej­sca, z któ­re­go nastę­po­wał trans­port do Bełż­ca i Sobi­bo­ru.

Osta­nia jego podró­żą było spo­tka­nie z Roose­vel­tem. Spo­tka­nie, pod­czas któ­re­go zno­wu, tak jak w Lon­dy­nie z Chur­chil­lem, nikt nie chciał mu uwie­rzyć. Bo jak uwie­rzyć w te wszyst­kie bestial­stwa? Czy rze­czy­wi­ście ludzie ludziom zgo­to­wa­li taki los?

Kreska

Lelio Bonac­cor­so posłu­gu­je się kre­ską reali­stycz­ną. Do tego jest ona napraw­dę cha­rak­te­ry­stycz­na i chy­ba nie zna­la­złam jesz­cze jej odpo­wied­ni­ka. Twar­de rysy, puco­ło­wa­te policz­ki, wychu­dzo­ne pisz­cze­le małych Żydzią­tek – wszyst­ko to w potra­fi nadać cięż­ki nastrój utwo­ro­wi. Kolo­ro­wa­nie w odcie­niach sepii ide­al­nie odda­je cha­rak­ter epo­ki, jej sza­rość, nija­kość i bez­na­dzie­ję.

Ciekawostka

Wie­cie co to wap­no nie­ga­szo­ne? To pro­dukt uży­wa­ny np. przy pro­duk­cji cemen­tu. Pod­czas kon­tak­tu z wodą zaczy­na ona wydzie­lać cie­pło, paro­wać, goto­wać się. Wła­śnie takie wap­no uży­wa­ło się do dezyn­fek­cji wago­nów trans­por­to­wych do obo­zów śmier­ci. Jeśli ktoś z trans­por­tu­ją­cych miał stycz­ność z wap­nem, zaczy­na­ła mu się wysu­szać skó­ra, by w koń­cu wypa­lić się cał­ko­wi­cie. Wszyst­kie tkan­ki zosta­ły wysu­szo­ne. Do tego wap­no pochła­nia­ło wil­goć z powie­trza i ludzie dusi­li się w wago­nach, a jeśli pro­szek dodat­ko­wo sty­kał się z odcho­da­mi, któ­re były nor­mą pod­czas wie­lo­go­dzin­nej podró­ży, zaczy­nał wydzie­lać się tru­ją­cy chlor. Podróż do obo­zu śmier­ci była gor­sza niż sama śmierć.

Podsumowanie

Jeśli ktoś z czy­tel­ni­ków jest histo­ry­kiem szyb­ko odkry­je fak­ty, któ­re są sprzecz­ne z praw­dą histo­rycz­ną. Jest to zabieg na potrze­by ujed­no­li­ce­nia histo­rii. I tak dok­tor Fisher uosa­biał wro­ga Jana Kar­skie­go, któ­rym po praw­dzie było wie­lu Niem­ców, Joan­na nie była jedy­ną kobie­tą Kar­skie­go, we wrze­śniu 1939 roku nie było śnie­gu, a w szpi­ta­lu nie opie­ko­wał się Janem nie­miec­ki lekarz. Jed­nak ani na chwi­lę komiks nie tra­ci z oczu tego co naj­waż­niej­sze: poświę­ce­nia jakie­go doko­nał Kar­ski i ogro­mu cier­pie­nia, któ­re widział wła­sny­mi oczy­ma. Choć to tyl­ko uła­mek tego, co on prze­żył, nadal zwa­la z nóg ogro­mem.

  • 9/10
    Fabu­ła — 9/10
  • 8/10
    Kre­ska — 8/10
  • 9/10
    Boha­te­ro­wie — 9/10
8/10

Moni zda­niem:

Histo­rycz­ny komiks bez zbyt­nie­go nadę­cia i z ory­gi­nal­ną kre­ską. Dobry sce­na­riusz, nie za moc­no odbie­ga­ją­cy od praw­dy histo­rycz­nej. Nie­tu­zin­ko­wa postać przed­sta­wio­na w nie­tu­zin­ko­wy spo­sób.