Być może teraz, w dobie inter­ne­tu i mediów spo­łecz­no­ścio­wych, tele­fo­ny zaufa­nia nie są już tak popu­lar­ne jak kie­dyś. Nie­mniej nadal war­to słu­chać co mają inni do powie­dze­nia, posłu­chać pro­ble­mów, bo nie zawsze pierw­sze sygna­ły pro­szą­ce o pomoc mogą być odczy­ta­ne pra­wi­dło­wo. Małe poże­gna­nie to nie jest lek­tu­ra roz­ryw­ko­wa. To kawa­łek ład­ne­go dra­ma­tu.

Bohaterowie

Chri­sti­ne jest głów­ną boha­ter­ką komik­su Małe poże­gna­nie. Pra­cu­je w cal­l­cen­ter tele­fo­nu zaufa­nia. Jest już doświad­czo­ną tele­fo­nist­ką, dla­te­go potra­fi oddzie­lać życie zawo­do­we od pry­wat­ne­go. Na tyle, że nie widzi nie­po­ko­ją­cych symp­to­mów, jakie wysy­ła jej jej wła­sna cór­ka. Chri­stie jest samot­ną mat­ką nasto­lat­ki. Jest roz­dar­ta pomię­dzy uczu­cie do doj­rza­łe­go męż­czy­zny, z któ­rym ma dość chłod­ne rela­cje, a daw­ną miło­ścią, któ­ra dopie­ro po latach zno­wu sta­ra się o wzglę­dy kobie­ty twier­dząc, że w koń­cu dorósł do poważ­ne­go związ­ku.

Chri­sti­ne pró­bu­je sobie pora­dzić z dość cha­otycz­ną uczu­cio­wą sytu­acją. Do tego jest w trak­cie pisa­nia swo­jej pierw­szej książ­ki, więc świat real­ny, pra­ca, dom, uko­cha­ni mie­sza­ją się jej z sytu­acja­mi, jakie chce zawrzeć w powie­ści. W koń­cu skła­nia się ku daw­ne­mu uczu­ciu. Kie­dy coś jej w życiu nie idzie w takim kie­run­ku jak by chcia­ła, ma patent na reset: skła­da z papie­ru mały samo­lo­cik, pod­pa­la go i pusz­cza w prze­stwo­rza. W raz z pło­ną­cym papie­rem giną jej pro­ble­my. Ale czy na pew­no?

Fabuła

Komiks sce­na­riu­sza Marva­no to typo­wy dra­mat oby­cza­jo­wy. Chri­sti­ne pra­cu­je jako doświad­czo­na tele­fo­nist­ka w tele­fo­nie zaufa­nia. Ma już na tyle doświad­cze­nia, że nie robi błę­dów nowi­cju­szy: nie przej­mu­je się pry­wat­nie swo­imi roz­mów­ca­mi, nie szu­ka nekro­lo­gów po gaze­tach czy też nie zdra­dza swo­je­go pry­wat­ne­go nume­ru tele­fo­nu, by pomóc. A kie­dyś tak zro­bi­ła. Teraz, po latach, kie­dy uda­ło jej się samot­nie wycho­wać dwie cór­ki z róż­nych związ­ków oraz w koń­cu w mia­rę usta­bi­li­zo­wać życie ze sta­rą miło­ścią, dosta­je tele­fon od oso­by, z któ­rą kie­dyś dużo roz­ma­wia­ła poprzez tele­fon zaufa­nia. Ba, nawet zaprzy­jaź­ni­ła się. Pech, a może wła­śnie szczę­ście, spra­wił, że przy­ja­ciół­ka sta­ła się jej póź­niej­szą kon­ku­rent­ką w miło­ści. Ten tele­fon oka­zał się od kogoś mło­de­go, być może cór­ki przy­ja­ciół­ki. Jed­nak czy to na pew­no tele­fon o niej samej?

Sce­na­riusz wyda­je się dość poszar­pa­ny. Choć cała opo­wieść sku­pia się na Chri­sti­ne, to rów­nie sil­nie pro­mie­niu­je na inne, zwłasz­cza cór­ki Chri­sti­ne. Dużo jed­nak tu nie­do­po­wie­dzeń i dzie­ją­cych się poza kadra­mi sytu­acji, co tyl­ko wodzi za nos czy­tel­ni­ka i powo­du­je zamie­sza­nie w gło­wie. Do tego koro­wo­du cha­osu dołą­czyć jesz­cze trze­ba tra­pią­ce boha­ter­kę sny wzma­ga­ją­ce poczu­cie bez­sil­no­ści i brak wspar­cia oraz gło­śną nar­ra­cję samej Chri­sti­ne, któ­ra usi­łu­je skle­cić swo­ja pierw­szą książ­kę. Tak przed­sta­wio­na fabu­ła jest trud­na dla czy­tel­ni­ka, więc pole­cam przede wszyst­kim oso­bom moc­no zde­ter­mi­no­wa­nym, a tym mniej pro­po­nu­ję zro­bić tak jak ja: prze­czy­tać jesz­cze raz, by zro­zu­mieć.

Kreska

Za rysun­ki w przy­pad­ku tego komik­su odpo­wia­da Mag­da, doświad­czo­na rysow­nicz­ka zna­na np. z cyklu Char­lie. Na szcze­gól­ną uwa­gę zasłu­gu­ją rysun­ki zwią­za­ne z marze­nia­mi sen­ny­mi boha­ter­ki, któ­re prze­pięk­nie bawią się kolo­rem i per­spek­ty­wą, doda­jąc nie­sa­mo­wi­to­ści jakiej może­my doznać tyl­ko w snach. W czę­ści uka­zu­ją­cej real­ne życie kolo­ry są sto­no­wa­ne i deli­kat­ne, co jesz­cze bar­dziej uwy­pu­kla róż­ni­cą mię­dzy jawą a snem. Bra­ku­je mi jed­nak dokład­niej­sze­go odwzo­ro­wa­nia mimi­ki twa­rzy. Cza­sem wyda­wa­ło się, że to nie żywe posta­cie roz­ma­wia­ją ze sobą, a pary andro­idów z kiep­sko uner­wio­ny­mi mię­śnia­mi twa­rzy. Wpraw­dzie moż­na wie­le wyczy­tać z oczu boha­ter­ki, jed­nak cza­sem tro­chę to za mało. Nie­mniej komiks oglą­da się napraw­dę przy­jem­nie.

Podsumowanie

Małe poże­gna­nie nie jest pozy­cją łatwą do przy­swo­je­nia, ale na pew­no war­to zwró­cić na nią uwa­gę. Z pozo­ru try­wial­ne życie mło­dej kobie­ty roz­dar­tej w miło­ści i z wyma­ga­ją­cą pra­cą zmie­nia się po zale­d­wie jed­nym tele­fo­nie. Aby dobrze ten komiks ode­brać i odpo­wied­nio zro­zu­mieć, potrze­ba pew­nej dozy wraż­li­wo­ści i empa­tii. Ja, emo­cjo­nal­ny czołg, musia­łam mieć aż dwa podej­ścia, by zro­zu­mieć wszyst­ko jak nale­ży. I nie żału­ję, że dałam mu dru­ga szan­sę.

Na szybko
  • 6/10
    Fabu­ła — 6/10
  • 6/10
    Kre­ska — 6/10
  • 7/10
    Boha­te­ro­wie — 7/10
  • 9/10
    Trud­ność odbio­ru — 9/10
  • 1/10
    Licz­ba tomów — 1/10
7/10

Moni zda­niem:

Trud­ny w odbio­rze dra­mat oby­cza­jo­wy, któ­ry jed­nak war­to prze­czy­tać nawet kil­ka razy, by zro­zu­mieć każ­dy poru­sza­ny wątek. Tu, tak jak w życiu, wie­le dzie­je się poza kuli­sa­mi.