Kie­dy cza­sy są cięż­kie naj­go­rzej wie­dzie się zawsze arty­stom. Bo chleb czy dach nad gło­wą potrze­bu­je­my zawsze, pięk­nych obra­zów nie. Wiecz­nie nie­do­ce­nia­ni, two­rzą­cy dla innych przede wszyst­kim weso­łe pej­za­że czy por­tre­ty, mala­rze wole­li topić smut­ki w alko­ho­lu czy opium. Księ­ciem pary­skiej bohe­my mógł być tyl­ko on jeden – Ama­deo Modi­glia­ni.

Bohaterowie

Ama­deo Modi­glia­ni to arty­sta z każ­dej stro­ny. Przez ewen­tu­al­ną teścio­wą wyzy­wa­ny od pija­ków i nie­ro­bów, nie­zro­zu­mia­ny przez kry­ty­ków, a nawet samych zain­te­re­so­wa­nych malar­stwem klien­tów. Jako raso­wy arty­sta miesz­ka­ją­cy w Pary­żu Modi­glia­ni bie­rze czyn­ny udział w życiu bohe­my: pije koniak, pali haszysz, kocha kobie­ty, dobrą muzy­kę i sztu­kę. Jak kocha to całym sobą. Sza­le­je za Jean­ne Hébu­ter­ne i sta­wia kolej­kę każ­de­mu, kie­dy dowia­du­je się, że kobie­ta jest w cią­ży. Jest mistrzem cię­tej ripo­sty i czar­ne­go humo­ru, choć z cza­sem jego sło­wa są coraz mrocz­niej­sze i mogą wska­zy­wać na głę­bo­ką depre­sję. Modi­glia­ni to cho­ro­wi­ty czło­wiek. Umie­ra mło­do na gruź­li­cę.

Fabuła

Paryż dwu­dzie­sto­le­cia mię­dzy­wo­jen­ne­go przy­cią­gał jak magnes wszel­kiej maści arty­stów, w tym tak­że mala­rza, rysow­ni­ka i rzeź­bia­rza Modi­glia­nie­go. Jed­nak nie­któ­rych tak bar­dzo wcią­gnął świat pary­skiej bohe­my, mrocz­ne zauł­ki Mont­mar­tre, że cięż­ko wydo­stać się z ich szpon i zyć nor­mal­nym życiem. Czy arty­sta jed­nak nie ma cze­goś z sza­leń­ca? Czy arty­sta może być przy­kład­nym ojcem, kie­dy ma kochan­ki: absynt, rum, koka­inę, opium i haszysz? Czyż nie jest ten księ­ciem bohe­my, któ­ry kłó­ci się z Picas­sem i obra­ża na Reno­ira? Czyż naj­więk­sze legen­dy nie umie­ra­ją mło­do?

W uka­za­niu nie­zro­zu­mia­łe­go talen­tu w epo­ce, w któ­rej two­rzył, czę­sto poma­ga­li Modi­glia­nie­mu zupeł­nie przy­pad­ko­wi ludzie. Naj­wię­cej zawdzię­czać może dwóm oso­bom, u któ­rych wynaj­mo­wał miesz­ka­nie. Naj­pierw leka­rzo­wi Pau­lo­wi Ale­xan­dre, któ­ry zała­twiał mu pierw­sze zle­ce­nia i był ocza­ro­wa­ny pędz­lem Modi­glia­nie­go. Potem Pola­ko­wi, Leopol­do­wi Zbo­row­skie­mu, któ­ry przy­je­chał do Pary­ża, żeby stu­dio­wać lite­ra­tu­rę. Przy­jął ona pod swój dach Modi­glia­nie­go, wypła­cał mu dniów­kę, opła­cał mu mate­ria­ły malar­skie i pozwa­lał pra­co­wać w swo­im miesz­ka­niu, a nawet opła­cał model­ki, pozu­ją­ce mu do aktów. Zor­ga­ni­zo­wał tak­że pierw­szą wysta­wę. Nie­ste­ty naprze­ciw­ko komi­sa­ria­tu poli­cji. A że była to wysta­wa aktów to skoń­czy­ło się jej szyb­kim zamknię­ciem z powo­du nie­oby­czaj­no­ści. Modi­glia­ni. Ksią­żę bohe­my to tak­że histo­ria tych poma­ga­ją­cych mala­rzo­wi ludzi, któ­rzy nie tyl­ko uwa­ża­li go za wybit­ne­go arty­stę, ale tak­że tyta­na pra­cy.

Kreska

Fabri­ce Le Hénanff publi­ku­jąc rysun­ki od 2003 roku zdą­żył wyro­bić sobie mar­kę i odna­leźć się w bar­dzo reali­stycz­nej, nie­co foto­gra­ficz­nej czy nawet malar­skiej kre­sce. Jego rysun­ki wyglą­da­ją jak zbyt moc­no wytra­wio­ne sta­re foto­gra­fie. Styl ten ide­al­nie pasu­je do opo­wia­da­nia dość sta­tycz­nej histo­rii mala­rza z minio­nej epo­ki, uka­zu­jąc pięk­no pary­skich uli­czek czy nicej­skich kra­jo­bra­zów. Tro­chę muszę jed­nak pona­rze­kać na tą sta­tycz­ność, gdyż komiks, któ­ry dosta­je­my do reki, spra­wia wra­że­nie raczej pięk­ne­go albu­mu ze zdję­cia­mi, niż żywej opo­wie­ści: oso­by zawie­szo­ne są w prze­strze­ni niczym ustrze­lo­ne apa­ra­tem posta­cie, cza­sem z dziw­ną mimi­ką twa­rzy, nie­ru­cho­me i zda­ją­ce się dłuż­szy czas taką pozę przyj­mo­wać.

Ciekawostka

Rodzi­na Modi­glia­nich była ban­kru­ta­mi. Zanim mały Ama­deo się uro­dził, jego ojciec stra­cił tar­tak i na jego teren wkro­czył komor­nik. Jed­nak w mie­ście, w któ­rym miesz­ka­li obo­wią­zy­wa­ło sta­re pra­wo, któ­re nie pozwa­la prze­jąć mająt­ku, któ­ry znaj­du­je się na łóż­ku rodzą­cej kobie­ty. Ojciec Ama­deo zebrał wszyst­kie naj­po­trzeb­niej­sze sprzę­ty na łożu rodzą­cej i kie­dy komor­nik przy­szedł zająć sprzę­ty domo­we, musiał wyjść z pusty­mi ręko­ma. Kil­ka godzin po wyj­ściu komor­ni­ka na tym samym łóż­ku, na któ­rym nadal sta­ła góra róż­nych przed­mio­tów, mebli i bibe­lo­tów, przy­szedł na świat malarz i arty­sta.

Podsumowanie

Zanim Modi­glia­ni stał się legen­dą, a jego obra­zy zaczę­ły być sprze­da­wa­ne na aukcjach za set­ki milio­nów dola­rów, był jed­nym z setek mala­rzy pary­skich, któ­rzy wią­za­li led­wo koniec z koń­cem i któ­rych kry­ty­ka nie doce­nia­ła. Upa­le­ni opium i haszy­szem, zamro­cze­ni alko­ho­lem, czę­sto bory­ka­ją­cy się z cho­ro­ba­mi, taki­mi jak gruź­li­ca, któ­ra w koń­cu poko­na­ła i Modi­glia­nie­go. Wspa­nia­ła histo­ria o nie­do­ce­nia­nym, zbyt mło­do odcho­dzą­cym z tego świa­ta, mala­rzu ponad 420 nie­do­ce­nia­nych za życia obra­zów.

Na szybko
  • 7.5/10
    Fabu­ła — 7.5/10
  • 9/10
    Kre­ska — 9/10
  • 7/10
    Boha­te­ro­wie — 7/10
7.8/10

Moni zda­niem:

Cha­rak­te­ry­stycz­na kre­ska i wspa­nia­ły sce­na­riusz dwoj­ga wybit­nych twór­ców fran­cu­skich. Peł­na życio­we­go bru­du, bie­dy i codzien­nych pro­ble­mów nie­co­dzien­ne­go czło­wie­ka, któ­re­go zro­zu­mie­li dopie­ro potom­ni, a nie doce­nia­li żyją­cy w jego cza­sach. Histo­ria księ­cia bohe­my pary­skiej okre­su I Woj­ny Świa­to­wej.