Nar­ko Dany Łuka­siń­skiej i Krzysz­to­fa Ostrow­skie­go jest moim pierw­szym doro­słym komik­sem. Wpraw­dzie wcze­śniej mia­łam krot­ki romans z Kaj­ko i koko­szem, Aste­ri­xem czy Thor­ga­lem, jed­nak szyb­ko się skoń­czył. Czy Nar­ko to uda­ny komiks? I tak i nie.

Bohaterowie

Cały komiks podzie­lo­ny jest na kil­ka oddziel­nych histo­rii. Mamy tu więc histo­rię dwu­gło­we­go Kry­spi­na, któ­re­go mama bie­rze leki na każ­dą przy­pa­dłość, a ojciec jest pro­fe­so­rem i pro­pa­ga­to­rem pra­wa do legal­no­ści nar­ko­ty­ków. Wie on wszyst­ko o używ­kach każ­de­go rodza­ju. Mamy histo­rię Bar­ta i jego kla­sy, jak to on okre­ślił, „jak tabli­cy Men­de­le­je­wa”, bo każ­dy ćpa co inne­go. On sam skoń­czył jako nało­go­wy alko­ho­lik. Mamy też histo­rię Moc­ne­go, entu­zja­sty nie­moż­li­wych do wyko­na­nia wyzwań i zadań, pry­mu­sa, cie­ka­we­go świa­ta i testu­ją­ce­go wszyst­ko naj­le­piej na sobie. Bez doświad­czeń i eks­pe­ry­men­tów czym było­by życie?

Akcja

Głów­ną osią spi­na­ją­ca całość książ­ki są oczy­wi­ście sub­stan­cje uza­leż­nia­ją­ce w każ­dej posta­ci: amfa, maryś­ka, LSD, grzyb­ki halu­cy­no­gen­ne, klej, leki psy­cho­tro­po­we i syrop z kode­iną, a nawet alko­hol. Każ­dy z boha­te­rów ma swo­ją oso­bli­wą histo­rię zwią­za­ną z nało­giem i sta­cza­niem się na samo dno. Nie­któ­rzy, jak Bart, pod­nie­śli się z upad­ku, inni nie mie­li tego szczę­ścia, a jesz­cze inni, za spra­wą rodzi­ców czy też innych auto­ry­te­tów jak tre­ner, wyszli na pro­stą. Jed­nak kon­se­kwen­cje, mniej­sze lub więk­sze, odczu­wa każ­dy z nich.

Język

Autor­ką sce­na­riu­sza Nar­ko jest Dana Łuka­siń­ska. Po tytu­le komik­su spo­dzie­wa­łam się, że mnie poru­szy, że będę razem z boha­te­ra­mi prze­ży­wać ich upa­dek. Jed­nak nie było tego współ­prze­ży­wa­nia. Sama nar­ra­cja jest trze­cio­oso­bo­wa i przez to jestem tyl­ko kolej­nym obser­wa­to­rem całej sce­ny. Bra­ku­je mi tego bycia kum­plem od join­ta, zro­zu­mie­nia potrzeb jed­nost­ki w gru­pie. Jest chłod­no, mogła­bym nawet rzec, że pod­ręcz­ni­ko­wo. Co rusz sty­kam się z kolej­ny­mi ency­klo­pe­dycz­ny­mi opi­sa­mi sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nych i ich zgub­ne­go wpły­wu na życie czy cia­ło uży­wa­ją­cych. Nie tra­fia to do mnie jako oso­by doro­słej, to jak ma do mło­dzie­ży, do któ­rej raczej jest kie­ro­wa­ne? To dobra książ­ka dla każ­de­go peda­go­ga, żeby ład­nie wyglą­da­ła na pół­ce, ale nie do przed­sta­wie­nia nasto­lat­ko­wi, któ­ry wyczu­lo­ny jest na apo­dyk­tycz­ny czy mora­li­za­tor­ski ton każ­dej publi­ka­cji.

Kreska

Za wszyst­kie rysun­ki odpo­wia­da Krzysz­tof Ostrow­ski. W tym wypad­ku nie mam zastrze­żeń. Choć kre­ska jest cza­sem nawet nie­chluj­na, to ide­al­nie pasu­je do kon­wen­cji komik­su. Ma być suro­wo, cza­sem strasz­nie, obrzy­dli­wie i jest. Kre­ska jest poszar­pa­na, nie­chluj­na, pogłę­bia stan psy­cho­zy, jakiej doświad­cza­ją boha­te­ro­wie. Choć cza­sem mia­łam pro­blem z czy­tel­no­ścią poszcze­gól­nych kadrów, to sama kon­wen­cja bar­dzo uda­na i spój­na.

Podsumowanie

Nie­ste­ty, ze wzglę­du na mora­li­za­tor­ski ton, niczym z pod­ręcz­ni­ka dla ucznia, nie się­gnę­ła­bym dru­gi raz po Nar­ko. Rozu­miem prze­sła­nie książ­ki, ale nie tędy dro­ga. Kary i przy­kła­dy odstra­sza­ją tyl­ko tych, któ­rzy nie chcą grze­szyć. Nawet naj­lep­szy pro­jekt boha­te­ra, Mocnego,zostaje zepsu­ty sła­bym zakoń­cze­niem. Pozy­cja tyl­ko dla entu­zja­stów tema­tu zwią­za­ne­go z używ­ka­mi.

Na szybko
  • 4/10
    Fabu­ła — 4/10
  • 5/10
    Kre­ska — 5/10
  • 4/10
    Boha­te­ro­wie — 4/10
  • 10/10
    Nagro­ma­dze­nie nie­zro­zu­mia­łej ter­mi­no­lo­gii — 10/10
5.8/10

Moni zda­niem:

Jako mło­dziak zaczy­ty­wa­łam się w lite­ra­tu­rze pokro­ju “My dzie­ci z dwor­ca ZOO”. Ale to nie ten typ. To książ­ka-stra­szak, któ­ra jed­nak niko­go nie prze­stra­szy. Dla samej cie­ka­wej okład­ki nie war­to po nią się­gać.