Jest coś w man­gach, co odróż­nia te pió­ra męż­czy­zny od kobie­ty. Nie jest to wca­le histo­ria czy spo­sób opo­wia­da­nia fabu­ły, choć i tu czę­sto widać pew­ne cechy szcze­gól­ne dla płci. Jed­nak man­ga Olim­pos autor­stwa Aki jest wła­śnie kwin­te­sen­cją kobie­co­ści. A wszyst­kie­mu win­na jest fan­ta­stycz­na kre­ska, peł­na szcze­gó­łów i deli­kat­no­ści.

Bohaterowie

Jak na man­gę o Olim­pie przy­sta­ło boha­te­ro­wie to mitycz­ne posta­ci jak Apol­lon czy Gani­me­des. Apol­lo jest wynio­sły jak zawsze, a Gani­me­de­sa dopa­dła potęż­na depre­sja. Oby­dwo­je pięk­ni, mło­dzi i kosmicz­nie znu­dze­ni życiem. Apol­lon aż tak bar­dzo, że bawi się uczu­cia­mi innych i wcią­ga nicze­go nie podej­rze­wa­ją­ce­go Hein­za w świat ogro­du grec­kich bogów. A kim­że jest Heinz? Zwy­kłym śmier­tel­ni­kiem, któ­ry chciał wymo­dlić sobie przy­chyl­ność boską. Wpraw­dzie modlił się w chrze­ści­jań­skiej świą­ty­ni, ale czy to prze­szka­dza bogo­wi inne­go wyzna­nia speł­niać proś­by wier­nych dru­gie­go?

Fabuła

No i tu jest pro­blem. Bo tak napraw­dę jej do koń­ca nie ma. Zaczy­na się porwa­niem Hein­za z kościo­ła do Ogro­du Bogów. Potem bie­gnie zaku­sa­mi przez histo­rię namó­wie­nia Gani­me­de­sa do opusz­cze­nia Ogro­du, w powo­dze­nie cze­go on sam nie­ko­niecz­nie wie­rzy. Dalej wije się w retro­spek­cjach z życia każ­de­go z boha­te­rów, w tym łza­wej histo­rii tro­jań­skie­go księ­cia. Aż koń­czy spo­tka­niem z Hade­sem i nie wyja­śnie­niem nicze­go do koń­ca. Do koń­ca nie wia­do­mo czy lepiej trzy­mać stro­nę Gani­me­de­sa, Hein­za, Apol­la, a może Hade­sa, Posej­do­na czy Arte­mi­dy? Cała dwu­to­mo­wa man­ga to zle­pek scen, któ­re poka­zu­ją bogów w róż­nych sytu­acjach. Tak napraw­dę nie ma co doszu­ki­wać się dru­gie­go dna, ani tym bar­dziej mito­lo­gicz­nej zgod­no­ści, przed czym prze­strze­ga nawet sama autor­ka.

Kreska

Cha­rak­te­ry­stycz­ną i zde­cy­do­wa­nie naj­lep­szą rze­czą, jaką nam daje Olim­pos, jest kre­ska. Każ­dy wło­sek, pasek w talii, łań­cu­szek na szyi jest odwzo­ro­wa­ny z nie­sa­mo­wi­tym pie­ty­zmem. Cza­sem aż ma się za dużo tych pió­rek, fru­wa­ją­cych płat­ków kwia­tów, obłocz­ków i zwie­sza­ją­cych się zło­tych ozdób, ale na dłuż­szą metę aż tak to oczu nie męczy. Dla każ­de­go wiel­bi­cie­la leją­cych się mate­ria­łów i roz­wia­ne­go wło­sa to obo­wiąz­ko­wa lek­tu­ra.

Podsumowanie

Na szczę­ście to tyl­ko dwa tomy. Brak fabu­ły i nud­ni boha­te­ro­wie, zbyt­nie filo­zo­fo­wa­nie i cyta­ty niczym z dzieł Coel­ho spra­wia­ją, że napraw­dę nie chcia­ła­bym kon­ty­nu­acji, mimo że cykl wyda­je się nie­skoń­czo­ny przez otwar­te zakoń­cze­nie. To dobra man­ga do obej­rze­nia, ale nie do prze­czy­ta­nia. Dobra na pół godzi­ny odmóż­dże­nia, bo myśleć przy niej nie­ko­niecz­nie trze­ba.

Na szybko
  • 3/10
    Fabu­ła — 3/10
  • 9/10
    Kre­ska — 9/10
  • 5/10
    Boha­te­ro­wie — 5/10
  • 2/10
    Licz­ba tomów — 2/10
6.3/10

Moni zda­niem:

To jed­na z pięk­niej­szych mang z ewi­dent­nie skie­ro­wa­ną do kobiet kre­ską. Dwa tomy da się z lek­ko­ścią prze­czy­tać nawet pomi­mo szcząt­ko­wej fabu­ły czy nud­nych boha­te­rów. War­to to zoba­czyć!