Nie mogłam się docze­kać aż w ręce nie tra­fi mi dru­ga część Paper Girls. W koń­cu ja sama jestem dziec­kiem lat 80-tych! Nostal­gia gaze­cia­rek to i moja histo­ria! Wpraw­dzie Pol­ska i Ame­ry­ka to dwa róż­ne wte­dy świa­ty, jed­nak przy­wo­ła­nie wspo­mnień to zawsze naj­sil­niej­sza broń każ­de­go twór­cy. Czy dru­gi tom Paper Girls dał radę wyci­snąć ich jesz­cze wię­cej? A może to wca­le nie było jego celem?

Bohaterowie

Erin to dobie­ga­ją­ca 40-tki, krą­glej­sza niż szczu­plej­sza sta­ra pan­na. Mie­sza nadal w tym samym mie­ście, co za dzie­ciń­stwa, pra­cu­je jako dzien­ni­kar­ka w tej samej gaze­cie, któ­rą kie­dyś roz­no­si­ła jako nasto­lat­ka. Lek­ko zdzi­wa­cza­ła, łyka­ją­ca Xanax i leczą­ca się noto­rycz­nie ze sta­nów lęko­wych. Lubi gadać do sie­bie i pani­ko­wać. Prze­kli­na jak szewc. Zda­je sobie spra­wę, że jej życie tak napraw­dę jest strasz­nie nud­ne.

Jesz­cze Erin to 12-let­nia dziew­czy­na, któ­ra prze­nio­sła się w cza­sie. Ma przy­ja­ciół­ki, choć przy­jaźń cza­sem może ozna­czać postrzał w brzuch z pisto­le­tu. To stąd ma cie­ka­wą bli­znę w oko­li­cach pęp­ka, któ­rą zago­iły w eks­pre­so­wym tem­pie roba­ki z przy­szło­ści. Trzeź­wa na umy­śle i dobrze wycho­wa­na.

Wresz­cie Erin to sklo­no­wa­na dziew­czy­na z przy­szło­ści, któ­ra chce ura­to­wać gaze­ciar­ki przed stat­kiem-mat­ką, jeźdź­ca­mi na dino­zau­rach i gigan­tycz­ny­mi lar­wa­mi, któ­re napa­dły sen­ne jak dotąd Cle­ve­land. Nosi gadże­ciar­skie wdzian­ko, któ­re mio­ta jaki­miś futu­ry­stycz­ny­mi pro­mie­nia­mi śmier­ci, na szyi nosi obro­żę z trans­la­to­rem. Wysła­wia się nader popraw­nie, choć nie­co nie­zro­zu­mia­le.

Któ­ra Erin jest tą dobrą?

Fabuła

Wal­ki gigan­tycz­nych pędra­ków, lata­ją­ce potwo­ry, przy­by­sze z inne­go cza­su czy wymia­ru. To wszyst­ko wyda­je się zbyt wie­le dla czte­rech mło­dych dziew­cząt, któ­rych połą­czy­ło wspól­ne roz­wo­że­nie gazet co rano. W całym tym zamie­sza­niu zgu­bi­ły jed­ną z gru­py, KJ, a Erin, Mac i Tif­fa­ny tra­fi­ły do przy­szło­ści. Przy­szło­ści, któ­ra oka­zu­je się nie tak różo­wa jak by chcia­ły. Pierw­szą spo­tka­ną oso­bą jest doro­sła Erin Tieng, umie­ją­ca obsłu­gi­wać futu­ry­stycz­ne zda­niem dziew­czy­nek urzą­dze­nia. Czy wybór jej na prze­wod­ni­ka to dobry pomysł? Czy moż­na jej ufać, sko­ro jest sta­ra, a z poprzed­niej czę­ści wie­my, że sta­rzy to zło? Czy znaj­dą tutaj KJ? Sytu­acja sta­je się coraz bar­dziej zagma­twa­na, kie­dy poja­wia­ją się wska­zów­ki od KJ oraz Erin z przy­szło­ści.

Kreska

Jeśli moż­na mie­szać dzi­ką i pier­wot­ną wer­sję świa­ta z wizją futu­ry­stycz­nych baje­rów oraz dzi­siej­szy­mi pro­ble­ma­mi, to Clif­fa Chang potra­fi to nary­so­wać, a Mat­ta Wil­son poko­lo­ro­wać po mistrzow­sku. Sza­lo­ne pomy­sły auto­ra sce­na­riu­sza mogły prze­cież skoń­czyć się komik­sem, któ­ry mógł­by kon­ku­ro­wać kiczo­wa­to­ścią z fil­mem Kung fury. Chang potra­fi w mini­ma­li­stycz­ny spo­sób uchwy­cić emo­cje boha­te­rów, gro­zę sytu­acji, gro­te­sko­wość pomy­słów i futu­ry­stycz­ność całej wizji.

Ciekawostka

Dziew­czy­ny Z Papier girls wpa­dły w swo­isty zachwyt nad pła­skim tele­wi­zo­rem w domu doro­słej Erin. Mło­da Erin powąt­pie­wa czy moż­li­we jest, by z pen­sji dzien­ni­ka­rzy­ny było kobie­tę na to stać. W takim razie ile kosz­to­wał­by taki pła­ski TV Sony w Ame­ry­ce lat 80-tych? 62 cm kolo­ro­wy tele­wi­zor był wydat­kiem rzę­du 800$. Wyda­je się mało, ale jeśli prze­cięt­na tygo­dnio­wa pen­sja wyno­si­ła wte­dy 200$, spra­wy maja się ina­czej. Albo jeśli przy­jąć, że dzi­siej­sza pen­sja dla Ame­ry­ka­ni­na to oko­ło 1160$, to taki tele­wi­zor kosz­to­wał­by 4650$! Ale prze­li­cza­jąc to na pol­skie zło­tów­ki mamy jesz­cze gorzej! Ówcze­sna galo­pu­ją­ca infla­cja dopro­wa­dzi­ła, że śred­nia pen­sja w cią­gu 10 lat wzro­sła z 6 tys zł do pra­wie 207 tys! W prze­li­cze­niu na dola­ry mie­sięcz­nie zara­bia­li­śmy jakieś 20–35$. Oczy­wi­ście kup­no tele­wi­zo­ra z Ame­ry­ki nie było moż­li­we z powo­du zim­nej woj­ny, za to 51 cm czar­no bia­ły odbior­nik z jakie­goś kra­ju blo­ku wschod­nie­go to w 1989 r wyda­tek 2,9 mln zł. Za te milio­ny tyl­ko dwa kana­ły i brak pilo­ta – to były cza­sy!

Podsumowanie

Nostal­gicz­ny tom pierw­szy ustę­pu­je tu futu­ry­stycz­nej wizji Bria­na K. Vau­gha­na. Boha­ter­ki nie tyl­ko poszu­ku­ją swo­jej kole­żan­ki, ale przede wszyst­kim pró­bu­ją odpo­wie­dzieć na pyta­nie: o co w tym wszyst­kim cho­dzi? I czy­tel­nik też ze strzęp­ków rzu­co­nych infor­ma­cji zbyt wie­le się nie dowie. Tym więk­szy ape­tyt na kolej­ną część komik­su. Całość skła­da się na prze­my­śla­ną i wcią­ga­ją­cą opo­wieść.

Pozo­sta­łe recen­zje tomów serii Paper girls:
Papier girls [tom 1]

Na szybko
  • 7.5/10
    Fabu­ła — 7.5/10
  • 9/10
    Kre­ska — 9/10
  • 8/10
    Boha­te­ro­wie — 8/10
8.2/10