Nie ma wie­lu ani­me, któ­re oglą­da­łam aż do koń­ca napi­sów. Nie­któ­re, jak Gin­ta­ma, cza­sem mia­ły faj­ne dodat­ko­we sce­ny, ale Samu­raj Cham­ploo ma coś inne­go — feno­me­nal­ny ending. Dla nie­go, cie­ka­wej kre­ski oraz świet­nych kre­acji posta­ci war­to oglą­dać aż do ostat­niej klat­ki.

Bohaterowie

Głów­ny­mi boha­te­ra­mi są wędro­wiec Mugen, ronin Jin i mło­da dziew­czy­na imie­niem Fu. Każ­dy z nich ma zupeł­nie odmien­ny cha­rak­ter.

Mugen, mój ulu­bie­niec, to typo­wy cho­le­ryk. Nie miał jed­nak za bar­dzo gdzie nauczyć się ogła­dy, bo wycho­wy­wał się dość nie­cie­ka­wych oko­licz­no­ściach na sły­ną­cej z prze­stęp­czo­ści wyspie Riu­kiu, przez co nawet nie moż­na go nazwać Japoń­czy­kiem (wte­dy było to oddziel­ne pań­stwo). Się­ga po swo­ją broń, któ­ra wyglą­da na skrzy­żo­wa­nie szty­le­tu sai z kata­ną, przy każ­dej oka­zji, nie ma pro­ble­mu z oszu­ki­wa­niem i spe­cjal­nie wda­je się w bój­ki. Styl jego wal­ki t miks capo­eiry ken­do i breakdance’a. Jest nie­okrze­sa­ny zarów­no w wal­ce, mowie, spo­so­bie jedze­nia czy rozu­mie­niu uczuć. Samo jego imię ozna­czać może „pozba­wio­ny ilu­zji”, „nie ufa­ją­cy snom”, „bez limitów”w zależ­no­ści jak będzie wyma­wia­ne.

Zupeł­nym jego prze­ci­wień­stwem jest Jin. Ubie­ra się tra­dy­cyj­nie, tre­no­wał tra­dy­cyj­ne sztu­ki wal­ki w dojo, ceni spo­kój, opa­no­wa­nie i szcze­rość. Się­ga po miecz tyl­ko w osta­tecz­no­ści. Jed­nak robi to z pre­cy­zją god­ną mistrza i zwy­kle powa­la wro­ga jed­nym sku­tecz­nym cię­ciem. Ma swo­ją tajem­ni­cę i przez to chy­ba jest jesz­cze bar­dziej mało­mów­ny. Jego imię jest tak­że jed­nym z fila­rów bushi­do i ozna­cza współ­czu­cie.

O ile Mugen i Jin to doro­śli męż­czyź­ni, o tyle Fu to zale­d­wie 15-let­nia dziew­czy­na. Tak jak Mugen nie mia­ła łatwe­go dzie­ciń­stwa, wycho­wa­ła się bez ojca. Pozna­je­my ją w momen­cie, kie­dy koń­czy się jeden z jej eta­pów życia: pomoc w her­ba­ciar­ni koń­czy się wraz z jej poża­rem, a zaczy­na podróż życia, któ­rą dłu­go odwle­ka­ła. Podróż w poszu­ki­wa­niu samu­ra­ja pach­ną­ce­go sło­necz­ni­ka­mi, któ­re­go wła­ści­wie nawet do koń­ca nie pamię­ta.

Fabuła

Akcja Samu­ra­ja Cham­ploo roz­gry­wa się w epo­ce Edo w Japo­nii. Sama fabu­ła jest na pierw­szy rzut oka dość pro­sta. Mło­da dziew­czy­na Fu ratu­je dwóch męż­czyzn, wędrow­ca Muge­na i roni­na Jina, przed nie­chyb­ną śmier­cią. For­mą spła­ty ich dłu­gu wdzięcz­no­ści jest towa­rzy­sze­nie Fu pod­czas podró­ży, któ­rej celem jest odna­le­zie­nie samu­ra­ja pach­ną­ce­go jak sło­necz­ni­ki.

To swo­isty film dro­gi (jak cała seria Poke­mon czy Sen­go­ku Basa­ra): akcja dzie­je się pod­czas podró­ży tego nie­zwy­kłe­go trio i obfi­tu­je w napraw­dę nie­praw­do­po­dob­ne przy­go­dy jak potycz­ka z yaku­zą i han­dla­rza­mi nar­ko­ty­ków, pozo­wa­nie do aktów czy też sprze­daż do domu publicz­ne­go. Spo­ty­ka­ne oso­by czę­sto uwi­kła­ne są w kon­flik­ty, któ­re — świa­do­mie lub nie, czę­sto siło­wo – roz­wią­zy­wa­ne są przez któ­reś z nich troj­ga. Waż­ną czę­ścią fabu­ły jest tak­że współ­za­wod­nic­two Muge­na z Jinem o bycie naj­lep­szym wojow­ni­kiem, choć chy­ba Muge­no­wi na tym bar­dziej zale­ży (tu wycho­dzi też róż­ni­ca cha­rak­te­rów).

W tym miej­scu war­to też zazna­czyć, że Cham­ploo ozna­cza w wol­nym tłu­ma­cze­niu mie­szan­kę, mie­sza­ni­nę i to sło­wo ide­al­nie odda­je mie­sza­ny styl wal­ki Muge­na, miks oso­bo­wo­ści czy też róż­nych histo­rii, ale tak­że ozna­cza skret­cho­wa­nie, któ­re ide­al­nie wpi­su­je się w hip-hopo­we kli­ma­ty ani­me.

Kreska

Kre­ska jest jedy­na w swo­im rodza­ju. Szcze­gó­ło­wa, z prze­wa­gą barw zie­mi. Sce­ny walk czy pości­gów, a jest ich napraw­dę spo­ro, są fan­ta­stycz­nie zani­mo­wa­ne. Reży­se­rem Samu­raj Cham­ploo jest zna­ny z fan­ta­stycz­ne­go Kow­bo­ja Bebo­pa Shin’ichiro Wata­na­be. Twór­ca kre­ski, Kazu­to Naka­za­wa, nie odbie­ga za bar­dzo od kon­wen­cji prze­sta­wio­nej w Kow­bo­ju Bebo­pie, jed­nak widać tu jego ory­gi­nal­ny wkład, któ­ry mogli­śmy póź­niej podzi­wiać tak­że w dość ory­gi­nal­nym tytu­le Genius Par­ty Bey­ond.

Muzyka

Cha­rak­te­ry­stycz­na muzy­ka, któ­rą z chę­cią słu­cha­ła­bym nawet bez miło­ści do tego ani­me, to kolej­na zale­ta Samu­raj Cham­ploo. Jest to mie­szan­ka hip-hopu z bal­la­da­mi R&B w wyko­na­niu takich arty­stów jak Nuja­bes, Shing02, For­ce of Natu­re, Fat Jon czy Kaza­mi. To wła­śnie Nuja­bes razem z pio­sen­kar­ką Min­mi jest twór­cą naj­lep­sze­go endin­gu wszech cza­sów (oczy­wi­ście moim zda­niem), czy­li „Shi­ki No Uta”.

Podsumowanie

Ani­me tak bar­dzo spodo­ba­ło się nie tyl­ko mnie, bo w kil­ka mie­się­cy po emi­sji pierw­sze­go odcin­ka powsta­łą tak­że 7-tomo­wa man­ga o tym samym tytu­le. Nic dziw­ne­go, to napraw­dę zna­ko­mi­ty sho­nen, pełen cie­ka­wych histo­rii, barw­nych posta­ci i nie szczę­dzą­cy pouczeń spryt­nie przy­kry­tych deli­kat­nym poczu­ciem humo­ru i dopra­wio­nym nut­ką nostal­gii. Tyl­ko szko­da, że stu­dio Man­glo­be, któ­re wyda­ło to ani­me oraz jed­ne z moich ulu­bio­nych Ergo Pro­xy czy Gang­sta, zban­kru­to­wa­ło.

Na szybko
  • 9/10
    Fabu­ła — 9/10
  • 9/10
    Kre­ska — 9/10
  • 10/10
    Boha­te­ro­wie — 10/10
  • 10/10
    Ory­gi­nal­ność — 10/10
  • 8/10
    Humor — 8/10
9.2/10

Moni zda­niem:

Po 26 odcin­kach, czy­li całej serii, ma się poczu­cie żalu, że podróż z tym troj­giem zawa­dia­ków dobie­ga już koń­ca. Wyśmie­ni­ta uczta dla wszyst­kich zmy­słów: oka, ser­ca i ucha.