Ko Yasung, autor­ka man­gi Stig­ma­ta i m.in. The Inno­cent, nie jest jesz­cze ugrun­to­wa­ną rysow­nicz­ką, a tym bar­dziej sce­na­rzyst­ką. Tak napraw­dę ma ona wyda­ne zale­d­wie czte­ry krót­kie serie ksią­żek. Choć sam tytuł man­gi może suge­ro­wać poważ­ny temat nie daj­cie się zwieść: Stig­ma­ta to nie­zły sho­nen, ale jesz­cze lep­sza kome­dia.

Bohaterowie

Głów­ny­mi boha­te­ra­mi man­gi są sio­stra Rosa i ojciec Iota. Dość spe­cy­ficz­ny duet: Rosa to paku­ją­ca się w wiecz­ne kło­po­ty nowi­cjusz­ka, do tego pozba­wio­na świę­tej mocy. Nie prze­bie­ra w środ­kach i bez waha­nia potra­fi przy­ło­żyć z pra­we­go sier­po­we­go, wysta­wia­jąc przy tym sło­ny rachu­nek za swo­je usłu­gi. Z Iotą jest jesz­cze cie­ka­wiej: to potęż­ny styg­ma­tyk, posia­da­ją­cy jed­ną z naj­sil­niej­szych mocy, o ile o niej sobie przy­po­mni. Wszyst­ko przez to, że Rosa potrą­ca­jąc samo­cho­dem Iotę, zupeł­nie przy­pad­kiem, pozba­wia go pamię­ci. I ta dwój­ka, wraz z cał­kiem dobrze zbu­do­wa­ny­mi posta­cia­mi dru­go­pla­no­wy­mi, ma zba­wić świat!

Akcja

Radem to spe­cy­ficz­na orga­ni­za­cja kościel­na, któ­rej głów­nym zada­niem jest wal­ka z demo­na­mi. Pod­le­ga zwierzch­nic­twu rzą­du Syjo­nu, pań­stwa kościel­ne­go. Choć minę­ło 10 lat od potęż­nej Świę­tej Woj­ny, coś nadal wisi w powie­trzu. Rzą­dzą­cy sta­ra­ją się przy­my­kać oko na coraz częst­sze zbrod­nie, jed­nak Radem nie spo­czy­wa. Posta­na­wia do wal­ki z demo­na­mi zno­wu zaprząc wal­czą­cych w nie­daw­nym kon­flik­cie. Jed­nym z poszu­ki­wa­nych wete­ra­nów jest Gabriel Iota. I to wła­śnie on jest celem poszu­ki­wań lek­ko nie­po­rad­nej sio­stry Rosy.

Owszem , znaj­du­je go, ale nie tak jak powin­na, co dalej przy­spa­rza tyl­ko kło­po­ty.
Następ­nym zada­niem już teraz tan­de­mu Rosa+Iota, piesz­czo­tli­wie zwa­ne­go przez sio­strę Idio­ta, jest eskor­ta ojca Bare­sa, kolej­ne­go wete­ra­na. Nie jest łatwo, bo na miej­scu spo­tka­nia z nim oka­zu­je się, że muszą zadbać jesz­cze o bez­pie­czeń­stwo panien­ki Luu i prze­ciw­sta­wić się czy­ha­ją­cym na nich demo­nom. Demo­ny wysła­ne, a cze­mu by nie, przez bra­ta Luu.

Co dalej? Zosta­je jesz­cze do odna­le­zie­nia ojciec Joel, bar­dziej zain­te­re­so­wa­ny sta­ro­żyt­ny­mi ruina­mi niż zaba­wą w łow­cę demo­nów i ura­to­wa­nie świa­ta przed demo­na­mi. Kasz­ka z mlecz­kiem, albo raczej para­fiat z mali­na­mi. Żeby było mało współ­pra­ca naj­więk­szych szych, czy­li sze­fa Radem, ojca Hise­la i mat­ki prze­ło­żo­nej Brac­twa Świę­tych Ryce­rzy Gidon, sio­stry Marii, nie do koń­ca jest popraw­na. A bez ich współ­pra­cy demo­ny mogą zagro­zić wszyst­kie­mu, co obec­nie zna­ne.

Pew­nie całej Świę­tej Woj­ny nie było­by gdy­by nie kobie­ta i bez­dusz­ne prze­pi­sy. Kobie­ta, któ­ra chcia­ła być anio­łem, i prze­pi­sy, według któ­rych nawet anio­ły powin­ny mieć licen­cję na dzia­ła­nie. Wszyst­kie naj­lep­sze woj­ny są prze­cież przez kobie­ty albo przez prze­pi­sy! Bez licen­cji żywot istot z siła­mi boski­mi był ska­za­ny na nie­ła­skę papie­ża, inter­wen­cję sił nie­czy­stych i ostra­cyzm spo­łecz­ny. Jej tra­gicz­ny koniec prze­mie­nia jed­ne­go z użyt­kow­ni­ków świę­tej siły w potęż­ne­go demo­na – upa­dłe­go anio­ła.

Kreska

Nie jestem entu­zjast­ką sho­ne­nów, w któ­rych jest tyl­ko bez­sen­sow­na młoc­ka jak w ani­me Fate Apo­kry­pha, dla­te­go tak lubię dozo­wa­nie scen wal­ki i zwy­kłej histo­rii, jak mamy to przed­sta­wio­ne w Sti­gam­cie. Odbiór scen bata­li­stycz­nych psu­ją tyl­ko małe kadry. Wszyst­kie te moce, świa­tła, skrzy­dła i pió­ra o wie­le lepiej wyglą­da­ły­by na całej stro­nie, a nie w małym okien­ku. Kre­ska ide­al­nie odda­je zarów­no sce­ny wal­ki, nary­so­wa­ne z odpo­wied­nim roz­ma­chem, jak i czę­ści typo­wo humo­ry­stycz­ne. Choć już same posta­ci nie­któ­rych demo­nów nie są naj­le­piej zapro­jek­to­wa­ne i widać tu dość spo­re podo­bień­stwo np. Baka­rie­la do Jeźdź­ca z Fate/stay night. Są może dziw­ne, ale nie­ko­niecz­nie pie­kiel­nie strasz­ne.

Podsumowanie

Stig­ma­ta to dość spe­cy­ficz­na man­ga. Dużo w niej nie do koń­ca tra­fio­nych nawią­zań do chrze­ści­jań­stwa, nawet jest podzie­lo­na na ewan­ge­lie, a nie roz­dzia­ły, a not­ki autor­ki zwa­ne są jej sakra­men­ta­mi. Jeśli kogoś łatwo ura­zić bra­kiem roze­zna­nia, modli­twa­mi koja­rzo­ny­mi z inkan­ta­cją cza­rów czy tym, że sio­stry zakon­ne strze­la­ją z pisto­le­tów duże­go kali­bru czy noszą habi­ty wię­cej odsła­nia­ją­ce niż zasła­nia­ją­ce, to lepiej niech sobie odpu­ści czy­ta­nie tej man­gi. Jed­nak dla osób lubią­cych dobre i wywa­żo­ne ilo­ścio­wo do tre­ści książ­ki wal­ki czy pro­sty humor, to jak naj­bar­dziej mogę mu tę pozy­cję pole­cić.

Na szybko
  • 8/10
    Fabu­ła — 8/10
  • 8/10
    Kre­ska — 8/10
  • 7/10
    Boha­te­ro­wie — 7/10
  • 8/10
    Humor — 8/10
  • 2/10
    Licz­ba tomów — 2/10
6.6/10

Moni zda­niem:

Sho­nen dla osób lubią­cych dobrze nary­so­wa­ne i wywa­żo­ne ilo­ścio­wo do tre­ści książ­ki wal­ki czy pro­sty humor. Nie zgu­bisz się w fabu­le i nie zanu­dzisz. Wcią­ga jak żucie gumy do żucia.