Jak­by połą­czyć współ­pra­cę zało­ży­cie­la Marvel Stu­dio z japoń­skim sce­na­rzy­sta i rysow­ni­kiem, to co by wyszło? Bat­man z kata­ną? A może Super­man w stro­ju nin­ja? Nic bar­dziej myl­ne­go! Taka współ­pra­ca może tyl­ko zaowo­co­wać jed­no­to­mów­ką The Inno­cent, gdzie Ko Yasung chwy­ci­ła za szki­cow­nik, Juni­cji Fuji­sa­ku za notes, a Avi Arad za gło­wę.

Bohaterowie

Ash to bar­dzo zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­ny były pry­wat­ny detek­tyw. Były, bo już nie żyje. Zadarł z nie­od­po­wied­ni­mi ludź­mi i został fał­szy­wie oskar­żo­ny, po czym dość szyb­ko ska­za­ny na śmierć. Dosta­je jed­nak dru­gą szan­sę i może się wyka­zać jako pomoc­nik Angel, anio­ła poma­ga­ją­ce­go takim jak on: zdra­dzo­nym, ska­za­nym nie­słusz­nie na śmierć. Angel nie robi jed­nak tego za dar­mo: w zamian na przy­pil­no­wa­nie Asha Rada Anio­łów może nadać bla­sku aniel­skim skrzy­dłom Angel. Kuszą­ca pro­po­zy­cja, ale czy uda się upil­no­wać poryw­cze­go chło­pa­ka żąd­ne­go zemsty i wyko­rzy­stu­ją­ce­go nawet wła­sną śmierć do wyrów­na­nia rachun­ków?

Fabuła

Fabu­ła mie­sza w dość nie­rów­nych pro­por­cjach sen­sa­cję z fan­ta­sty­ką, jed­nak wła­śnie takie posu­nię­cie wyszło komik­so­wi na dobre. Sama opo­wieść nie jest skom­pli­ko­wa­na i odda­je ducha pro­sto­li­nij­nych ame­ry­kań­skich komik­sów. Pogo­dzo­ny ze swo­ją nową rolą Ash zosta­je zesła­ny na Zie­mię i jego celem jest ochro­na Josui Jone­sa, któ­ry jest w bar­dzo podob­nej sytu­acji co Ash przed wyro­kiem. Jak to w sen­sa­cyj­nych książ­kach bywa: Joshua zadarł z tymi samy­mi ludzi co Ash, a na hory­zon­cie poja­wia się dziew­czy­na zmar­łe­go Asha – przy oka­zji pani pro­ku­ra­tor, któ­ra na krze­sło elek­trycz­ne ska­za­ła wła­sne­go chło­pa­ka. Ash nie do koń­ca jest potul­nym baran­kiem i wszyst­ko robi po swo­je­mu, za co otrzy­mu­je kar­ne łań­cu­chy. Jed­nak zamiast pokor­nie nagiąć kar­ku kom­bi­nu­je tak z sytu­acją, by wyszło na jego.

Wpły­wy ame­ry­kań­skie widać tu tak­że w samym skon­stru­owa­niu posta­ci. Ten, kto jest zły, jest zły i nie spo­sób go polu­bić, a dobry jest dobry i basta. Nawet miła apa­ry­cja anta­go­ni­sty tak bar­dzo kłó­ci się z jego psy­cho­pa­tycz­nym cha­rak­te­rem, że nie mamy naj­mniej­szej ocho­ty polu­bić takie­go typ­ka.

Kreska

Bar­dzo moc­ną stro­ną The Inno­cent jest opra­wa gra­ficz­na. Zna­na ze Stig­ma­ty Ko Yasung w not­ce autor­skiej zdra­dza, że spo­ro inspi­ru­je ją zachod­nia kine­ma­to­gra­fia. Kre­ska jest deli­kat­na, rastry uży­wa­ne są czę­sto, ale nie prze­sad­nie. Dyna­micz­ne sce­ny i emo­cje boha­te­rów to moc­na stro­na man­ga­ki. Miej­ska dżun­gla czy też pomiesz­cze­nia są dość szcze­gó­ło­wo nary­so­wa­ne, choć naj­czę­ściej kadry sku­pia­ją się na przed­sta­wie­niu posta­ci. Moż­na powie­dzieć, że jest to dobrze nary­so­wa­na man­ga.

Podsumowanie

Man­ga poru­sza bar­dzo inte­re­su­ją­cy pro­blem życia, śmier­ci, grze­chu i odku­pie­nia w dość uprosz­czo­ny, mało filo­zo­ficz­ny spo­sób. The Inno­cent mie­sza ide­al­nie kla­sycz­ną, nie­co zame­ry­ka­no­wa­ną w prze­ka­zie intry­gę z nad­na­tu­ral­ny­mi moty­wa­mi, przy oka­zji cie­sząc oko dobrą kre­ską. Histo­ria, któ­ra z powo­dze­niem mogła­by być zekra­ni­zo­wa­na. Wpraw­dzie okle­pa­na, prze­wi­dy­wal­na, ale bez dwóch zdań dobra i war­ta pole­ce­nia.

Na szybko
  • 8/10
    Fabu­ła — 8/10
  • 9/10
    Kre­ska — 9/10
  • 8/10
    Boha­te­ro­wie — 8/10
  • 1/10
    Licz­ba tomów — 1/10
8.8/10

Moni zda­niem:

Cie­ka­wa, choć dość try­wial­na histo­ria, cie­ka­we posta­ci, świet­na kre­ska. Naj­cie­kaw­szy pomysł na uży­cie popio­łu po śmier­ci. War­to się­gnąć na począ­tek, jeśli zawsze uwa­ża­łeś, że lubisz komik­sy, a man­gi są ble­ee.