Wita­mi­ny to samo zdro­wie. Dla jed­nych są nimi suple­men­ty die­ty, dla innych zbi­lan­so­wa­ne posił­ki, dla jesz­cze innych miłość. Sawa­ko odna­la­zła swo­ją wita­mi­nę w ryso­wa­niu mang. Dla­cze­go rysu­je? Czy to, że nie cho­dzi do szko­ły to zwy­kłą fana­be­ria? Poznaj­cie histo­rię okrut­ne­go hej­tu w Vita­min.

Bohaterowie

Głów­ną boha­ter­ką jest nasto­let­nia Sawa­ko, cho­dzą­ca do ostat­niej kla­sy gim­na­zjum. To bez­tro­ska dziew­czy­na, któ­ra ma wszyst­ko, co nasto­lat­ce do szczę­ścia potrzeb­ne: rodzi­nę, chło­pa­ka, przy­ja­ciół, dobre oce­ny. Ogól­nie nie wyróż­nia jej nic szcze­gól­ne­go. Jed­nak to bar­dzo wraż­li­wa dziew­czy­na. Kie­dy wszy­scy odsu­wa­ją się od niej czy pod­su­wa­ją nie­tra­fio­ne pomy­sły (mat­ka, dyrek­tor szko­ły), nie wie­dząc, co tak napraw­dę stoi za jej zmie­nio­nym zacho­wa­niem, dziew­czy­na nawet tar­ga się na wła­sne życie. W koń­cu koń­czy jako hiki­mo­ri i zamy­ka w swo­im poko­ju posta­na­wia­jąc wię­cej nie poka­zać się w szko­le. Nie ma z kim poroz­ma­wiać nawet o swo­im pro­ble­mie. Popa­da w buli­mię, zaczy­na brać leki, myl­nie bra­ne za wita­mi­ny przez rodzi­ców. Na szczę­ście odkry­wa, że przez naukę prze­sta­ła robić to, co kie­dyś kocha­ła: ryso­wać. Nie do koń­ca jest rozu­mia­ny jej wybór przez rodzi­ców, któ­rzy pra­gną dla dziec­ka dobrej szko­ły i zapew­nie­nia dzię­ki temu zno­śnej przy­szło­ści. A Sawa­ko tyl­ko chce być w koń­cu pochwa­lo­na za to, co robi. W dąże­niach do bycia sobą popie­ra ją począt­ko­wo tyl­ko ojciec. Ryso­wa­na przez nią man­ga sta­je się nie tyl­ko spo­so­bem na pora­dze­nie sobie z emo­cja­mi i trud­no­ścia­mi, ale for­mą zemsty na opraw­cach. Wzmac­nia na tyle dziew­czy­nę, że poja­wia się ostat­ni raz w szko­le, an zakoń­cze­niu roku szkol­ne­go i szo­ku­je wszyst­kich zebra­nych.

Fabuła

Szko­ła to czas, kie­dy dziec­ko nie tyl­ko socja­li­zu­je się z inny­mi, ale pozna­je regu­ły, uczy się pra­cy w gru­pie i cza­sem dosta­je od tej gru­py w kość. Wła­śnie to spo­ty­ka Sawa­ko. Nie do koń­ca z wła­snej woli zosta­je przy­ła­pa­na przez przy­pad­ko­we­go ucznia w dość nie­dwu­znacz­nej sytu­acji. Mimo, że jej chło­pak, tak­że wplą­ta­ny w wyda­rze­nie, począt­ko­wo obie­cu­je jej pomoc, wyco­fu­je się z obiu­et­ni­cy przy pierw­szym pro­ble­mie. A pro­ble­my nastę­pu­ją po sobie lawi­no­wo. Kla­sa, widząc w Sawa­ko dobre­go kozła ofiar­ne­go, nie patycz­ku­je się i uprzy­krza dziew­czy­nie życie w szko­le jak tyl­ko może. Fala mob­bin­gu i prze­mo­cy spra­wia, że zroz­pa­czo­na dziew­czy­na nawet zwie­rza się dyrek­to­ro­wi, któ­ry jed­nak baga­te­li­zu­je spra­wę i zrzu­ca wybry­ki mło­dzie­ży na ich wiek oraz roz­bu­ja­ne hor­mo­ny. W koń­cu dziew­czy­na nie wytrzy­mu­je i zosta­je w domu. Tu tak­że nie jest rozu­mia­na przez rodzi­ców, podej­rze­wa­ją­cych naj­wy­żej zawód miło­sny. Pozwa­la­ją się oni jed­nak uczyć dziew­czy­nie w domu. Sawa­ko zamiast słup­ków z mate­ma­ty­ki woli jed­nak odda­wać się daw­no zanie­dba­nej pasji. Wycią­ga sta­re szki­cow­ni­ki, piór­ko i ołó­wek i rysu­je. Rysu­je wszyst­ko, co ostat­nio prze­ży­ła, każ­dą znie­wa­gę, obraź­li­we sło­wo, wul­gar­ną suge­stię czy for­mę prze­mo­cy. Momen­tem prze­ło­mo­wym jest roz­mo­wa z mat­ką, szcze­ra aż do łez. Dopie­ro to pozwa­la dziew­czy­nie sta­nąć na nogach, wydać man­gę i ponow­nie poka­zać się w szko­le na złość całe­mu świa­tu.

Kreska

Jest zaska­ku­ją­ca jak na przed­sta­wie­nie dra­ma­tu. Mięk­ka, posta­ci mają te słod­kie kawa­ii oczy, któ­re moż­na zna­leźć w co dru­gim roman­sie umiej­sco­wio­nym w liceum. Jak­że ona kon­tra­stu­je z tema­ty­ką. To chy­ba naj­więk­szy szok, bo pierw­sze dwie-trzy stro­ny raczej utwier­dza­ją nas w prze­ko­na­niu, że tra­fi­li­śmy na kolej­ne okru­chy życia, a nie potęż­ny dra­mat. I nagle BUM! zmia­na tema­ty­ki, a oso­by, do tej chwi­li bez­tro­skie i nie­win­ne, zamie­nia­ją się w opraw­ców i ofia­rę. To rpze­ciez nie byli wca­le ci ucznio­wie, któ­rzy przez bun­tow­ni­cze nie­chluj­ne ubie­ra­nie mun­dur­ka sta­li na kory­ta­rzu pod­czas roz­po­czę­cia roku szkol­ne­go, a wzo­ro­wi ucznio­wie. Cze­mu? Bo mogli!

Podsumowanie

To nie jest jed­no­to­mów­ka na spo­koj­ny wie­czór, lecz man­ga cięż­kie­go kali­bru. Jest prze­moc, choć krwi nie zoba­czy­cie. Jest nie­sa­mo­wi­ta agre­sja i prze­ła­do­wa­nie emo­cja­mi, wszyst­ki­mi emo­cja­mi, jakie moż­na w czy­tel­ni­ku odna­leźć. Cięż­ko nawet pisze mi się tą recen­zję, bo łzy same napły­wa­ją do oczu. Bo to mogłam być ja. To może być moja cór­ka… To może być każ­dy! Jak łatwo komuś znisz­czyć życie. To takie pozy­cje powin­ny czy­tać nasto­lat­ki – by prze­strzec bez zbęd­ne­go mora­li­za­tor­stwa (jak było w przy­pad­ku Nar­ko).

W pigułce
  • 9/10
    Fabu­ła — 9/10
  • 8/10
    Kre­ska — 8/10
  • 8/10
    Boha­te­ro­wie — 8/10
  • 10/10
    Szo­ko­wa­nie — 10/10
  • 1/10
    Licz­ba tomów — 1/10
7.2/10

Moni zda­niem:

Trud­ny temat prze­mo­cy w szko­le poda­ny bez­po­śred­nio i w bru­tal­ny, acz reali­stycz­ny spo­sób. Jeśli lubisz czy­tać o prze­mia­nie od zera do boha­te­ra i nie­ko­niecz­nie musi być to sho­nen, a może być dra­mat, to jest to man­ga dla Cie­bie!