Kobie­ty nie będą nigdy rów­ne męż­czy­znom. Kobie­ty nie są też rów­ne wobec sie­bie, bo podzia­ły będą zawsze, a przy­naj­mniej do cza­sów, kie­dy na świe­cie będą klo­ny tyl­ko jed­nej oso­by. Każ­dy z nas jest odręb­ną jed­nost­ką i nie rów­ność im się nale­ży, a sza­cu­nek. Taki, na jaki zasłu­gu­je każ­dy czło­wiek bez wzglę­du na płeć, poglą­dy, kolor skó­ry, pocho­dze­nie czy wiek. Dro­ga kobiet do uzy­ska­nia sta­tu­su czło­wie­ka była i nadal jest bar­dzo zawi­ła, wybo­ista i nie­rów­na. Od cze­go się zaczę­ła i jak wyglą­da dziś oraz dla­cze­go wca­le się nie koń­czy może­my prze­czy­tać w komik­sie Wal­ka kobiet. 150 lat bitwy o wol­ność, rów­ność i sio­strzeń­stwo.

Bohaterowie

A wła­ści­wie boha­ter­ki, bo są nimi przede wszyst­kim kobie­ty: zarów­no pio­nier­ki jak Luce­re­tia Mott i Eli­za­beth Cady, czar­no­skó­ra Hariett Tub­man, któ­ra wal­czy­ła nie tyl­ko o wol­ność kobiet ale i wol­ność nie­wol­ni­ków, Olym­pe de Gou­r­ges i Mary Wol­l­sto­ne­craft, któ­re pod­czas rewo­lu­cji fran­cu­skiej moc­no kry­ty­ko­wa­ły wal­kę tyl­ko o bra­ter­stwo, a nie tak­że o sio­strzeń­stwo, Emme­li­ne Pan­khurst, któ­rą moż­na by było nazwać nawet ter­ro­ryst­ką, Tah­rin i Mło­dziut­ka Mala­la wal­czą­ca o pra­wo kobiet w Ira­nie i Afga­ni­sta­nie do nauki czy Mar­ga­ret San­ger, dzię­ki któ­rej kobie­ty zaczę­ły same decy­do­wać o tym, czy chcą mieć gro­mad­kę czy mniej­szą ilość dzie­ci. Każ­da z nich to odręb­na histo­ria się­ga­ją­ca nawet XVIII wie­ku. Ale nie każ­da koń­czy się szczę­śli­wie: nie­któ­re z nich, poza wię­zie­niem i tor­tu­ra­mi, ska­zy­wa­no na śmierć za gło­sze­nie sprzecz­nych z ówcze­sną nor­mą racji.

Fabuła

Książ­ka podzie­lo­na jest na kil­ka roz­dzia­łów pod­su­mo­wu­ją­cych naj­waż­niej­sze doko­na­nia ruchów femi­ni­stycz­nych. Od pierw­szych zebrań i wie­ców, poprzez wal­kę o wol­ność, rów­ność, moż­li­wość nauki, pra­wo do gło­su i pra­wo do wła­sne­go cia­ła, aż po wol­ność miło­ści.

Jest to bar­dzo burz­li­wa i krwa­wa histo­ria, któ­ra praw­do­po­dob­nie poto­czy­ła­by się o wie­le wol­niej gdy­by nie Rewo­lu­cja Fran­cu­ska, II Woj­na Świa­to­wa czy ruchy abo­li­cyj­ne w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. To dzię­ki prze­mia­nom razem z męż­czy­zna­mi – nie­wol­ni­ka­mi czy robot­ni­ka­mi — tak­że kobie­ty zaczę­ły wołać o swo­je pra­wa. Dotąd nie­słu­cha­ne wca­le, bo kto by słu­chał kogoś, kto całe życie sie­dzi w garach i zaj­mu­je się dzieć­mi. Ba, do dziś prze­cież jeden z szo­wi­ni­stycz­nych żar­ci­ków tłu­ma­czy, że kobie­ta, któ­ra zna­la­zła się w poko­ju z pew­no­ścią ma za dłu­gi łań­cuch. Tak wie­le się zmie­ni­ło, a tak jesz­cze wie­le jest do zro­bie­nia. Wła­śnie odnie­sie­niem do pro­ble­mów dzi­siej­sze­go świa­ta, choć dość pobież­nie prze­sta­wio­nych, koń­czy się komiks.

Kreska

Rysun­ki Jen­ny Jor­dahl są pro­ste, a kolo­ry­sty­ka ogra­ni­cza się do uży­cia zale­d­wie kil­ku barw. Takie przed­sta­wie­nie histo­rii ide­al­nie pasu­je do zobra­zo­wa­nia pro­ble­mu bez zbęd­ne­go wgłę­bia­nia się w nie­po­trzeb­ne w tym przy­pad­ku szcze­gó­ły i ozdob­ni­ki jak strój, fry­zu­ra czy tło poszcze­gól­nych scen. Waż­na jest myśl i to sce­na­riusz autor­stwa Mar­ty Bre­en sta­no­wi naj­waż­niej­szą część książ­ki.

Ciekawostka

W USA, koleb­ce wol­no­ści, nigdy nie rzą­dzi­ła kobie­ta. Ale nie­wie­le osób wie, a do tego i z komik­su tego się nie dowie­my, że w USA swe­go cza­su fak­tycz­nie ste­ra­mi pań­stwa kie­ro­wa­ła kobie­ta, Pierw­sza Dama, Edith Wil­son, dru­ga żona Woodro­wa Wil­so­na. Pre­zy­dent nego­cju­ją­cy m.in. posta­no­wie­nia koń­czą­ce I Woj­nę Świa­to­wą nie był oka­zem zdro­wia.

Pra­ca na tak waż­nym sta­no­wi­sku dosłow­nie ścię­ła go z nóg. Pomię­dzy 1919 a 1920 zma­gał się ze skut­ka­mi wyle­wu, któ­ry spa­ra­li­żo­wał jego lewą stro­nę. W tym cza­sie, aby zapa­no­wać nad bez­pra­wiem (wie­le doku­men­tów było pod­pi­sa­nych bez peł­no­moc­nic­twa przez nie­upo­waż­nio­nych urzęd­ni­ków), w zapro­wa­dze­niu porząd­ku poma­ga­ła wła­śnie żona pre­zy­den­ta. Histo­ry­cy są podzie­le­ni: jed­ni uwa­ża­ją, że cho­ro­ba pre­zy­den­ta była na tyle poważ­na, że nie mógł on spra­wo­wać fak­tycz­nej wła­dzy i prze­ję­ła ją wcze­śniej dobrze zorien­to­wa­na żona, inni popie­ra­li sło­wa Edith, że była ona tyl­ko pośred­ni­kiem w prze­ka­zy­wa­niu infor­ma­cji. Nie­mniej to wła­śnie ona była naj­bli­żej zosta­nia pierw­szą panią pre­zy­dent kra­ju.

Podsumowanie

Spo­dzie­wa­łam się poszat­ko­wa­nych histo­rii moc­no ocie­ka­ją­cym ide­ali­zmem, któ­re­go tak bar­dzo w pozy­cjach histo­rycz­nych nie lubię. Do tego nie uwa­żam sie­bie za femi­nist­kę, dla­te­go być może potra­fi­łam na chłod­no podejść do lek­tu­ry komik­su. Tym razem ope­ra­cja się uda­ła i pacjent prze­żył: komiks jest lek­ko iro­nicz­ny, barw­ny, cie­ka­wy. Może momen­ta­mi jed­no­stron­ny, ale jest on pod­su­mo­wa­niem 150 lat ruchów femi­ni­stycz­nych nakre­ślo­nym przez dwie kobie­ty i jak naj­bar­dziej na miej­scu jest przed­sta­wie­nie fak­tów widzia­ne ich oczy­ma.

Na szybko
  • 9.5/10
    Fabu­ła — 9.5/10
  • 7/10
    Kre­ska — 7/10
  • 9/10
    Boha­te­ro­wie — 9/10
8.5/10

Moni zda­niem:

Komiks histo­rycz­ny wca­le nie musi być bez­stron­ny. Nigdy nie jest, bo histo­rię zawsze opo­wia­da­ją wygra­ni. Kobie­ty nadal wal­czą, ale na wie­lu fron­tach już wygra­ły. Oto obraz­ko­wa, bar­dzo cie­ka­wa opo­wieść o ich wal­ce o rów­ność, wol­ność i sio­strzeń­stwo.