Scarlet. Tym razem Hosoda nie zaskoczył

Scarlet. Tym razem Hosoda nie zaskoczył

28 marca 2026 0 przez Monika Kilijańska

Filmowe wersje Hamleta nigdy nie są idealne. Choć wizualnie zachwycający, Scarlet to spore rozczarowanie reżysera Mamoru Hosody, od którego oczekujemy czegoś więcej niż niespójnej i przytłaczającej fantazji. Ale dlaczego tak sądzę?

Bohaterowie

Scarlet to postać dramatyczna. Już jako małe dziecko doświadcza traumy związanej ze śmiercią ojca. Jej matka jest nad wyraz zimna, interesowna, wyniosła i egzaltowana. Dziewczynka jednak zamiast smucić się i snuć niczym cień po zamku, trenuje szermierkę i sztuki walki. Pielęgnuje w sobie złość i chęć zemsty, co napędza ją do działania. W filmie poznajemy ją jako dumną nastolatkę, która jednak nie docenia lat spiskowania swego wuja i daje się mu zaskoczyć.

Fabuła

Hosoda rozpoczyna od wersji eksploatacyjnej Duńczyka: Klaudiusza i Gertrudy przechwalających się zamiarem zamordowania biednego króla Amleta i przejęcia tronu. Jego potomstwo, Scarlet, musi, jak w sztuce, wahać się nad zemstą – ale Klaudiusz robi to pierwszy, karmiąc ją fiolką trucizny. Dziewczyna dostaje jednak drugą szansę. Budzi się w czyśćcu na pustkowiu, zamieszkanym przez uzurpatora i jego grasujących rycerzy. To miejsce, w który, albo rozpływasz się w głębszej nicości po ponownej śmierci, tym razem w tym uniwersum, albo przechodzisz do świata żywych. Lecz jest to droga strzeżona przez dawnych wrogów. Dla Scarlet nicość jest zapewniona jeśli nie uda jej się dokonać zemsty. Czy rzeczywiście nie ma ona innego wyjścia jak kroczyć ścieżką zemsty?

Kreska

W filmie Scarlet reżyser testuje ambitne nowe techniki. To połączenie narzędzi cyfrowych i elementów rysowanych ręcznie wyszło naprawdę niezwykle, choć przyznam, że trzeba się do niego przyzwyczaić. Jak to zrobił? Połączył animację 2D z 3D CGI. Wykorzystuje modele 3D do podkreślenia ekspresji postaci w „trzeciej przestrzeni” życia pozagrobowego, kontrastując ze szczegółowymi, ręcznie rysowanymi krajobrazami. Efekty cząsteczkowe, zwłaszcza związane ze spopielaniem się dusz, są przepiękne. Z drugiej strony wiele teł wygląda jak żywcem wyciągnięte z Władcy pierścienia! I niekoniecznie tu pasują.

Ciekawostka

W swojej podróży, niczym w odysei, Scarlet spotyka wielu ludzi. Jednak większość z nich to osoby z jej wieków. Jedyną postacią ze współczesnego świata wydaje się być ratownik medyczny Hijiri. Zważając na to, że bandyci dysponują orężem ze swoich czasów, aż dziw bierze, że nie zobaczymy tu np. wojsk okopów drugiej wojny światowej czy nowszych konfliktów. Jednak sporo o ich przeżywalności w tym czyśćcu mówi pacyfizm Hijiriego. Ma on tak absurdalnie wysoki stopień, że graniczy z głupotą, jak choćby w scena, gdy najeźdźcy na koniach szarżują na niego. Jeśli inni współcześni są też tak lekkomyślni, to nie dziwi mnie, że ginęli szybciej niż zahartowany w bólu, cierpieniu i niewygodzie lud choćby wieków średnich.

Podsumowanie

Reżyser ma za sobą udaną karierę w ożywionych alternatywnych światach, m.in. w swoim ostatnim filmie, Belle. Jednak podziemny świat Scarlet wydaje się tymczasowy i nieprzemyślany. No bo dlaczego w pełni żywy Klaudiusz i jego sługusy nagle się tam znajdują. Albo co robi ten ziejący błyskawicami lewiatan, który przemierza niebo w dogodnych dla narracji momentach. Jest jedynie deus ex machina?

Emocje są tu oderwane od fabuły. Widz wręcz zaczyna się zastanawiać, jaki emocjonalny lub tematyczny wydźwięk chce budować ten film. Na przykład dość różnorodna grupa, którą spotyka Scarlet i Hijiri, ukazana dzięki nim wymiana kulturowa, która kończy się jedynie uroczym tańcem, nie zmienia nic poza czasem filmu. Najlepiej określić ją mianem ckliwości. I choć Hosoda wie, jak tworzyć transcendentne obrazy, są one po prostu puste, gdy są oderwane od emocji. Scarlet oferuje jedynie pustą epickość zamiast po prostu istnieć.


Na szybko:

Hosoda udowodnił, że jest pomysłowym reżyserem. Trudno jednak uznać Scarlet, retelling Hamleta, za cokolwiek innego niż potknięcie w pracy.

Moni zdaniem:

Fabuła: 5/10
Kreska: 7/10
Bohaterowie: 5 /10