Kobieta, którą nazywają matką, nie jest z nimi spokrewniona. Dzieci, z którymi mieszkają, nie są ich rodzeństwem. Ale są jak rodzina. Jeśli jednak osoba, której ufasz, okazuje się kimś zupełnie innym, jak żyć w miejscu odizolowanym od świata, z którego praktycznie nie ma jak się wydostać? Czy możliwa jest ucieczka z sierocińca Grace Field House?

Bohaterowie

Emma jest jednym z najstarszych dzieci w sierocińcu Grace Field House. Zwinna, sprawna fizycznie, o niezwykle błyskotliwym umyśle. Zawsze ma najwięcej punktów w testach. Do tego uczynna, dbająca o innych i empatyczna. Może czasami szalona i naiwna, ale na pewno nie bez serca. Przyjaźni się z dwójką nie mniej utalentowanych najstarszych dzieci: Normanem i Rayem. Młodsze sieroty uwielbiają ją za jej pomysły i ciągły uśmiech. Zawsze otoczona jest sporą gromadką maluchów. Potrafi łamać zasady jeśli wie, że może przez to komuś pomóc.

Fabuła

Rodziną można być nawet nie będąc ze sobą spokrewnieni. Najlepiej wiedzą to wychowankowie sierocińca Grace Field House. Starsze dzieci stanowią dla młodszych nie tylko przybrane siostry, wzór do naśladowania, ale często matkują im. Tak jak robi to Emma: ubiera maluchy, bawi się z nimi, karmi. Ale i Emma czasem potrzebuje pocieszenia w ramionach dyrektorki, opiekunki, którą uważa za swoją matkę. Innej nie zna, tak jak inne dzieci jest sama na świecie i wciąż czeka na adopcję. Jednak doświadczają jej zwykle inne, 5-6 letnie dzieci, a nie takie stare jak ona.

W sierocińcu Emma i czterdzieścioro pozostałych dzieci czują się trochę jak w szkole z internatem. Jest tu czas na zabawę na podwórku i czas skupienia na testach. Jeśli trzeba jest też czas porządków i wszyscy bez wyjątku dbają o swój wspólny dom. Wszystko to powoduje, że nawet kiedy któreś z dzieci ma opuścić placówkę, jest smutne. Na szczęście Emma potrafi pocieszyć i żadne dziecko, nawet mała Conny, nie odchodzi we łzach.

Co jednak się stanie, kiedy Conny zapomni swojego ulubionego misia? Wszak jest jedna zasada, której nie można łamać: nie można wychodzić poza teren sierocińca. W sumie nie wiadomo dlaczego. Dostarczenie dziewczynce misia staje się pretekstem, by złamać tą zasadę. Jednak czy poznanie prawdy nie będzie dla 11-latki zbyt szokujące? Jaki jest ten zewnętrzny świat? Czy nie powinni rzeczywiście płakać po tych wszystkich dzieciach, które opuściły sierociniec? Czy za złamanie zakazu Emmę czeka kara?

Kreska

Początkowo można wręcz odnosić wrażenie, że Posuka Demizu zrobił jakąś mangę dla dzieci, rówieśników bohaterów tomiku. Ale nic bardziej mylnego, nie dajcie się zwieść tym wesołym mordkom, rozmierzwionym włosom, rozespanym oczyma czy puchatym maskotkom: to nie jest manga dla dzieci. Rysunki skupiają się najbardziej na postaciach, bo to one, a nie miejsca, są tu w centrum uwagi. Zobaczymy świetnie zaprojektowaną trójkę głównych postaci dziecięcych oraz dwójkę dorosłych, które idealnie oddadzą emocje, jakie będą i nam się przez ich bogata mimikę udzielać. Czasem dosłownie można mieć ciarki na rękach ze strachu!

Ciekawostka

Każde z dzieci ma wytatuowane numery na szyi. Skąd wziął się taki pomysł? W końcu tatuaż to dość ingerencja forma modyfikacji ciała, polegająca na wprowadzeniu tuszu do skóry właściwej, aby zmienić pigment skóry. Tatuaż bywa kontrowersyjny, gdyż stosowano go do oznakowania więźniów w obozach koncentracyjnych.

W wielu wiezieniach do dziś tatuuje się pod przymusem różne symboliczne wzory, ale liczby, które miały zastępować imię, tatuowano na rozkaz władz obozu. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady Auschwitz był jedynym, w którym więźniom tatuowano numery ewidencyjne. I to wcale nie ze względu na RODO, a raczej by pokazać, że człowiek nie jest dla systemu nic warty. Do dziś przecież tatuuje się np. psy rasowe lub świnie hodowane na mięso. Pierwszą grupą tatuowanych więźniów byli jeńcy sowieccy. Od 1942 roku tatuowano numery już wszystkim więźniom. Tatuaże z numerami nanoszono u osób dorosłych na wewnętrznej stronie przedramienia, natomiast u dzieci, zarówno narodzonych w obozie, jak i przybyłych z matkami – na udzie. Stosowano do tego celu specjalne pieczątki z krótkimi igłami, które maczano w tuszu.

Podsumowanie

Czasem prawda jest tak brutalna, że wywraca świat do góry nogami. Tak jest w przypadku Emmy, Normana i Raya, mieszkających w sierocińcu. Okazuje się, że wiele przed nimi ukrywano, a jedynym sposobem na lepsze życie, a może nawet na przeżycie, będzie ucieczka. Plan musi być jednak bez wad. Zaczyna się wyścig z czasem.


Na szybko:

Horror z detektywistycznymi wątkami i małymi dziećmi jako bohaterami? Tak, to właśnie jest The promised Neverland. Pełno tu zagadek, niedopowiedzeń, nowych tropów i naprawdę trzymamy kciuki za Emmę i jej kolegów przez cały tom. Czy im się uda wymyślić plan doskonały na ucieczkę? Efekt „co będzie dalej?” uważam za osiągnięty.

Moni zdaniem:

Fabuła: 9,5/10
Kreska: 8/10
Bohaterowie: 8,5/10