Batman. Klątwa Białego Rycerza

Batman. Klątwa Białego Rycerza

9 lipca 2021 0 przez Monika Kilijańska

Batman. Klątwa Białego Rycerza to kontynuacja bestsellerowego komiksu Batman. Biały Rycerz. Tym razem zajmiemy się historią ojców założycieli Gohtam City, przybyłych do Ameryki przodków rodziny Wayne i Napier. Choć może się wydawać, że to dziwne, że losy rodzin tak bardzo się tu krzyżują, to przecież nic dziwnego, skoro osady zakładała grupka ludzi, zwykle nie mieszająca się z zastaną ludnością ani z ludźmi z innych miejscowości.

Bohaterowie

Azrael, z płonącym mieczem w dłoni, dźwigający brzemię setek lat historii, wydaje się być najmroczniejszym rycerzem, jakiego widziało Gotham. Ale tylko wydaje się. Niby z jego działania dochodzi do ujawnienia nieznanych, kompromitujących Batmana faktów, jednak nie rozumie, jak roztrząsanie tak dawnej historii może sprawić, że Gotham City miałoby utracić całą wiarę, jaką pokładało w Mrocznym Rycerzu, a on sam – stać się właściwie złoczyńcą.

Fabuła

Po zniknięciu Jacka Napiera (w większości) Joker powraca, aby siać spustoszenie w Gotham City, ujawniając przełomową prawdę o Batmanie. Swoimi rękami nie chce jednak tego zrobić, będzie używał Jean-Paula Valley jako swojego anioła zemsty!

Choć zwykle widujemy Batmana w kontrze z Jokerem, tym razem nasz arcyzłoczyńca przede wszystkim pociąga za sznurki. Mało w komiksie Jokera, jeszcze mniej Napiera. A szkoda, bo zawsze złoczyńca tworzy geniusz bohatera. Samo przebudzanie się Napiera bywało odrobinkę chwytliwym trikiem, jednak nie udało się mnie jako czytelnika na dłużej zainteresować. To samo jeśli chodzi o pojawiającą się Harley. Nie taką Harley kocham. Kocham nieobliczalną kobietę, która dla miłości zdolna jest strzaskać czyjąś czaszkę baseballem najeżonym gwoździami. Kocham jej śmiech i szaleństwo, a nie mamuśkowatość, którą znajdziemy w tym albumie. I kocham jej zdecydowanie co do obiektu uczuć.

Ciekawostka

Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach Batman: Curse of The White Knight #1-8 oraz zeszyt specjalny Batman: White Knight Presents Von Freeze, do którego scenariusz napisał Murphy, a rysunki stworzył legendarny artysta Klaus Janson. I tenże dodatek jest tu chyba jakąś pomyłką. Nie dość, że nie łączy go nic poza Batmanem, to już mieszanie nazistów w historię Gacka nie jest moim zdaniem dobrym zamierzeniem. Wprawdzie scenarzysta i rysownik, Sean Murphy i Klaus Janson, tworząc komiks o trudnych relacjach rodzinnych i powiązań z przeszłością, wzmiankują w przedmowie, że zwyczajnie chcieli mieć w swoim dorobku właśnie komiks o nazistach, ale na brodę Merlina, to chyba poszło koncepcyjnie w niewłaściwą stronę.

Kreska

Warstwa graficzna zdecydowanie bardziej wybija się od fabuły. Sean Murphy wręcz bezbłędnie prowadzi kreskę, czasem zaskakując nieszablonową perspektywą. Szczegóły mimiki twarzy, mięśni, przebrań czy wreszcie architektury miasta są bardzo dobrze dopracowane. Projekty pojazdów Batmana przypominają najlepsze filmowe wozy jakie znamy choćby z trylogii Nolana. Wraz z kolorystami (m.in. Mattem Hollingsworthem) dokonał on niezwykle sugestywnej oprawy graficznej. Bywało nawet, że sceny graficznie były bardziej nastrojowe niż miała ją opowiadać fabuła.

Podsumowanie

Choć Batman-Joker to ogólnie najlepsza moim zdaniem para bohater-złoczyńca, to tym razem nie bawiłam się dostatecznie dobrze. Owszem, historia była czymś nowym, rysunki zapierały dech w piersiach, ale zdecydowanie coś poszło źle. Może to przez to, że wyrazisty Joker dostał o niebo mniej miejsca panelowego od płaskiego Azarela. Nadal album polecam, ale chciałabym, żeby miał trochę więcej głębi.

Recenzja ukazała się także na portalu Secretum.pl.


Na szybko:

Choć jestem entuzjastą Jokera w każdej postaci, to tu nawet on nie spowodował, że z drżeniem serca czytałam komiks. Historia była zbyt płaska i nie uratowała tego nawet wyśmienita kreska.

Moni zdaniem:

Fabuła: 6/10
Kreska: 8/10
Bohaterowie: 5 /10