Czarny Młot ’45, czyli nic co zdarzyłoby się podczas wojny

Czarny Młot ’45, czyli nic co zdarzyłoby się podczas wojny

31 marca 2020 0 przez Monika Kilijańska

Uniwersum komiksowe Czarnego Młota, czyli komiksu wydawanego w Ameryce autorstwa scenarzysty Jeffa Lemire i rysownika Deana Ormstona, wydawana w formie miesięcznika od lipca 2016, opowiada o przygodach Czarnego Młota i sześciu innych superbohaterów, którzy uratowali Spiral City przed Anty-Bogiem i zostali uwięzieni w Rockwood, ponadczasowym mieście w Strefie Zmierzchu. Tym razem Jeff Lemiere wspomagany jest przez Raya Fawkesa, a nasi bohaterowie zajmują się wspominkami swoich przygód w czasach II Wojny Światowej.

Bohaterowie

Szwadron Czarnego Młota tworzy trzech wspaniałych: skośnooki Li, czarnoskóry JP i ich kapitan, Latynoamerykanin Sidney Hawthorne, zwany Młot. Dream team? Tak, rzeczywiście są w powietrzu niczym jedno ciało. Potrafią podrzucić bombę do lecącego samolotu i ewakuować się ze spadochronami, ale działali także na lądzie i morzu. Nachtwulf, Sturmhexen, Drachenkrieg to tylko niektóre z misji, które udało się temu kolorowemu oddziałowi zniszczyć. Ostatnie ich zadanie odbyło się w kwietniu 1945 roku, czyli na trzy tygodnie przed końcem wojny. Tym razem było tajne. Zwykle nie czuli strachu i byli bardzo beztroscy, przekonani o swej wielkości, jednak wizja spotkania podczas tego zadania z Widmowym Łowcą sprawia, że tracą rezon i lekko panikują, choć do ostatnich wspólnych chwil Młot zachowuje się odważnie, jak na kapitana przystało.

Fabuła

Na pierwszy plan wysuwa się tu walka Szwadronu z Nazistami, których główną siłą jest osoba Jägergeista, Widmowego Łowcy. To Niemiec ze szramą na lewej stronie twarzy, nerwach ze stali i żądzą mordu. Po drugiej stronie stoją nie tylko Amerykanie, ale i Armia Czerwona z wielkimi mechami i siejącym zniszczenie Czerwonym Przypływem pod dowództwem Nazarowej.

Nasz Szwadron dostaje ostatnie, tym razem tajne, zadanie: ocalić rodzinę naukowców, małżeństwo Greenbaumów, którzy pracują przy projektowaniu rakiet dla Nazistów i nie dopuścić, aby wpadli oni przypadkiem w ręce Rosjan. Choć obecnie współpracują oni z wrogiem, to są zastraszani i trzeba im nieść pomoc, co nie oznacza, że mają wpaść w ręce nie do końca przyjaznych Rosjan, którzy też mają chrapkę na skorzystanie z wiedzy genialnego doktorstwa. Misja rzeczywiście staje się ostatnią, jednak za bardzo wysoką cenę.

Kreska

Może taki był zamysł, może to specjalnie, ale mnie nie ujęły rysunki Matta Kindta i kolory zaproponowane przez Sharlene Kindt. Spodziewałam się epickich bitew powietrznych, dostałam anatomicznie zdeformowane, nieczytelne, przeczące często prawom fizyki i fizjonomii postaci ludzkie, na tle bardzo oszczędnych w detale teł. Wszystkie cztery zeszyty są utrzymane w szarych, zielonkawo-niebieskich,mdłych kolorach, co jeszcze bardziej utrudnia czytelność. Patrząc na materiały dodatkowe z poszczególnymi ulubionymi kadrami kolorysty i rysownika rzuciło mi się w oczy, że chyba najlepiej wyglądają rysunki tuszem, choć do wybitnych także im bardzo daleko.

Ciekawostka

Jak dowiadujemy się z materiałów dodatkowych, na początku serii Jeff i Ray postanowili zmienić rasę głównych bohaterów. To był dobry pomysł, zmienił całe podejście do ukazywanej historii, co zmusiło do przekolorowania pierwszych dwóch zeszytów.

Choć czarnoskórzy Amerykanie służyli w armii od czasów wojny secesyjnej, to mieli swoje kolorowe bataliony i najczęściej nie działali na pierwszej linii frontu. Przełom dokonał się w czasie II WS. Zaczęto nawet formować pierwszy batalion lotniczy 332, zwany Tuskegee Airmen z niejednolitymi kolorystycznie żołnierzami. Ten batalion służył służyli bojowo w 332. grupie myśliwskiej we Włoszech (dywizjony: 99, 100, 301, 302). Znakiem rozpoznawczym grupy był pomalowany na czerwono statecznik pionowy z tyłu samolotu, toteż nazywano ją także Red Tails („Czerwone Ogony”) albo Redtail Angels („Czerwonoogoniaste Anioły”); natomiast piloci niemieccy nazywali jej pilotów Schwarze Vogelmenschen (w wolnym tłumaczeniu „Czarni Ptacy”). Piloci 332. Grupy nigdy nie dopuścili do zestrzelenia przez samoloty niemieckie ani jednego spośród osłanianych przez nich bombowców. Ich sukcesy przyczyniły się do formalnego zakończenia segregacji rasowej w amerykańskich siłach zbrojnych.

Podsumowanie

Ten spin-off przybliża historię Szwadronu Czarnego Młota, specjalnej jednostce lotniczej skierowanej przeciwko nazistom. Jest to historia akcji osadzona w iście amerykańskim stylu jaki znamy z komiksów Złotej Ery Komiksów takich jak Blackhawk choćby. Poznajemy tu nie tylko losy obecnych dwóch jeszcze żyjących członków Szwadronu, którzy są już staruszkami, ale także samego Czarnego Młota. Jednak wizja drugowojennych przygód może zadziwiać. Nie jest to bowiem wojna, jaką znamy z kart historii. Może gdyby historia byłaby lepiej opowiedziana i narysowana, nawet bym ją poleciła. W tym przypadku jednak zobaczcie sami, czy Was poniesie w takiej wersji.

Recenzja ukazała się także na portalu Secretum.pl.


Na szybko:

Zdecydowanie jest to pozycja dla znawców uniwersum Czarnego Młota oraz entuzjastów scenariuszy Lemiera. Historia może także zaciekawić wszystkich interesujących się fantastyką historyczną, bo wykreowany świat Czarnego Młota naprawdę wygląda ciekawie. Polskie wydanie zawiera wszystkie cztery zeszyty spin-offa wydawanego w formie pojedynczych zeszytów na terenie USA w 2019 roku.

Moni zdaniem:

Fabuła: 4/10
Kreska: 5/10
Bohaterowie: 5/10