Rotmistrz Polonia, superbohater na miarę Polski

Rotmistrz Polonia, superbohater na miarę Polski

6 marca 2020 0 przez Monika Kilijańska

Prawie dałam się nabrać. Prawie, bo jestem za bardzo dociekliwa, ale jakbym nie była, to pewnie bym tu pisała: słuchajcie, byliśmy pierwsi! Może nie na Księżycu, może nie z demokracją, ale przynajmniej pierwsi mieliśmy swojego państwowego superbohatera na etacie! Marvel i DC mogą nam skoczyć! Ale nie napiszę, bo Rotmistrz Polonia nie był. Nigdy nie był. Na szczęście jest.

Bohater

Rotmistrz Polonia to wykreowana na potrzeby Bałtyckiego Festiwalu Komiksu w Gdańsku postać superbohatera w pelerynie, choć bez trykotów. Nie stroni od picia i bicia, przedkłada mięśnie nad myślenie. Czuje się jak celebryta i np. nie chce płacić za stawiane w barze kolejki. W końcu zapewnił wolność Polsce, to coś mu się należy, nie? Choć nie do końca wiemy czy jego legenda nie jest zbyt rozbujała i ile w niej prawdy, to niesamowita siła Rotmistrza jest niepodważalna.

Fabuła

Jak Ojczyzna wzywa, to Rotmistrz Polonia nie waha się: bierze swoje pół litra (no, nie takie znowu swoje!) i idzie. Porzuca dawne swoje uprzedzenia co do niektórych ludzi czy nawet ich braci bliźniaków, tych dobrych braci bliźniaków. Jakoś przełknie wiadomość o współpracy z kimś, kto wyglądem przypomina jego nemezis. Ważna jest Ojczyzna opanowana przez… jaszczuroludzi. Na szczęście eksperymentalne serum profesora Emiliana i pomoc młodego narratora, który staje się wręcz asystentem Rotmistrza, pozwala rozprawić się z gadami. To jednak nie koniec, bo gdzieś w czeluściach laboratorium właśnie roztapia się jaszczur Rzeźnik z Moskwy…

Jeśli szukacie jakiegoś głębokiego przekazu w tym komiksie, to chyba się nie doszukacie. To ma być typowa historia do wyśmiania utartych motywów komiksowych rodem z wielu superbohaterskich historii, jak choćby Spidermana. Mimo to jest to spójna opowieść, w której autor co rusz puszcza oko do czytelnika, by ten miał wrażenie, że Misja 10 jest częścią rozbudowanej historii.

Kreska

Już okładka zrobiła na mnie wrażenie: jest drapieżna, ostra, mroczna. Widać od razu, że Łukasz Godlewski dobrze czuje się w takiej stylistyce. Dość realistyczna, acz prosta kreska i nienachalne cieniowanie sprawiają się tu idealnie. Świetne są kadry zbiorowe, ale na uwagę zasługują zwłaszcza te symboliczne jak choćby przedstawienie przeszłości Rotmistrza, wyjawienie sekretu gadziej supremacji czy Two Face – Eligiusz.

Opowiadanie

Pewnie tego, że ten komiks to nie tylko komiks się nie spodziewaliście? Ja też nie. Dostajemy jednak of Łukasza Kowalczuka szalone opowiadanie Rotmistrz Polonia: Terra Incognita. Tu już jest naprawdę wszystko, jak na dobrą pulpową literaturę przystało. Wprawdzie nie wiem skąd się wziął w jakimś podrzędnym środkowoamerykańskim barze nasz bohater Rotmistrz Polonia, ale i tu walczył jak byk i w sumie z bykiem, bo okazuje się, że to teren Minotaura Miguela del Toro, nieudany eksperyment przeszczepów byczych organów. Zaraz po walce wsiada do samolotu, którym niekoniecznie umie sterować, by rozbić się na wyspie Terra Incognita rządzonej przez Baronową. Okazuje się na niej, że nie każdy jaszczur to wstrętny gad. Dodam tylko, że cała nowela powstała na bazie oprawy gry fabularnej Fajerbol Łukasza Kołodzieja.

Ciekawostka

Cała historia, o której wspominają Łukasz Kowalczuk, powołujący się na publikację Adama Ruska Tarzan, Matołek i inni. Cykliczne historyjki obrazkowe w Polsce w latach 1919-1939 , to jedna wielka mistyfikacja i żart. Dopracowany do perfekcji żart i aż dziw, że komiks Kowalczuka i Godlewskiego nie wyszedł dokładnie 1go kwietnia! Oto w 1919 roku nikomu nieznany syn chłopo-robotnika Jan Marwicki robi paski komiksowe, które przedrukowuje większość lokalnych gazet. Bohater znany jak choćby Froncek czy Antek Cwaniak staje się przedwojenną legendą. Po wojnie wprawdzie zrywa z głowy rogatywkę i zrzuca pelerynę-pałatkę na rzecz dresu z orzełkiem na piersi, ale dzielnie walczy o ojczyznę jako Sierżant Polska. W końcu ni z tego ni z owego znika z rynku tuż przed ukazaniem się pierwszego numeru Relaxu. Tyle że… ani Marwicki ani Rotmistrz Polonia nie istnieli nigdy! Co jeszcze ciekawsze Kowalczuk i Godlewski już raz próbowali zreanimować Rotmistrza Polonię w 2013 roku. Niestety bez skutku – projekt został porzucony. Jak wspomniał mi Łukasz Godlewski:

Rotmistrz Polonia to stary projekt. Pierwotnie ukazywał się w internecie. Była próba wydania drukiem dzięki zbiórce społecznej, jednak oba się nie udały. Dopiero teraz Wydawnictwo 23 zainteresowało się tym komiksem i po delikatnych poprawkach zebraniu całego materiału i dopisaniu opowiadań i dorobieniu ilustracji komiks otrzymuje papierową formę.

Podsumowanie

Czy operacja przeszczepienia typowo amerykańskiego suberbohatera narodowego na nasz rodzimy grunt się udała? Ależ owszem, udała i pacjent nawet życie! Być może dlatego, ze nasz Rotmistrz Polonia to dobrze zdezynfekowany alkoholem mocarz. Jeśli lubicie typowe komiksy superbohaterskie, wierzycie w panowanie Reptilian oraz opowiadania o mutacjach, nie zawsze udanych, to jest to komiks dla Was!

Recenzja ukazała się także na portalu Secretum.pl.


Na szybko:

Jaki kraj taki superbohater? Jeśli miałby to być Rotmistrz Polonia to jestem w stanie to kupić. Ta parodia amerykańskiego superbohaterskiego gatunku jest świetnie wykreowana zarówno pod względem fabularnym, jak i graficznym. Dosłownie aż można się za głowę złapać na kolejne absurdy! Dodatkowa treść w formie opowiadania jest ciekawym zabiegiem. Tylko nie dajcie się zwieść przedmowie – takiego bohatera jeszcze nie było!

Moni zdaniem:

Fabuła: 7/10
Kreska: 7/10
Bohaterowie: 7/10