Ta spisana w 1871 roku przez mieszkającego w Japonii Algernona Mitforda opowieść o zemście 47 rōninów przez lata była uważana za kanoniczną wersję wydarzeń. Teraz możemy ją przeczytać po polsku,…
Nie jestem Tommy, jestem Hitman
15 maja 2020Rozerwać można się nie tylko granatem, ale i serią kul z karabinu. Przynajmniej tak myślę, ale ja znawcą nie jestem. Jakby jednak zapytać Hitmana, to pewnie by przytaknął. Szczególnie, że całkiem nieźle można się przy lekturze komiksu o tym samym tytule rozerwać.
Bohaterowie
Tommy Monaghan to płatny zabójca, który akurat czeka na swój cel. Dziwnym zbiegiem okoliczności niczym Spiderman zostaje ukąszony, choć nie przez pająka, a jakieś pozaziemskie monstrum, i tak samo jak on właśnie dzięki temu zdobywa swoje moce: rentgen w oczach i telepatię. To nie Hitman znany z gry komputerowej o tym samym tytule, lecz jego pierwowzór: mężczyzna z charakterystycznym płaszczu, ciężkich butach, szerokich barach, spluwą w każdej dłoni, papierosem w zębach i ciemnych okularach na oczach. Ma zwariowanych kumpli, niecodzienne poczucie humoru i kodeks moralny, który zabrania mordowania dobroczyńców, co powoduje kolejne dziwne rezygnacje z już zaklepanych zleceń. Oczywiście takie zachowanie przysparza mu nie przyjaciół, a wrogów. Teraz sam staje się celem.

Hitman jednak też jest (albo bywa) człowiekiem. Chce kochać, chce wychodzić na piwko i wspominać wojnę w Wietnamie, pożartować sobie. Jednak nie może już być tym samym Tommym. Przymus noszenia okularów sprawia, że nie może nawet spojrzeć swojej dziewczynie w oczy, a żarty z Batmanem raczej nie są na miejscu. Cóż więc zostaje naszemu rewolwerowi? Tylko narzekanie w samotności i wystrzelania całego magazynku w swe cele. Cóż, Hitman bardziej przypomina antybohatera.

Fabuła
W tym wydaniu zbiorczym mamy kilka niepowiązanych ze sobą historii. Pierwsza część opowieści o Tommyʼm Monaghanie, płatnym zbójcy z Gotham City, który w wyniku starcia z demonem zyskał supermoce w dość dziwnej konfiguracji, bo są to rentgenowski wzrok i telepatia. Już wcześniej parał się gangsterką, lecz teraz ma idealne narzędzie, by stać się likwidatorem numer 1 w Gotham City. Z czymże musi się zmierzyć? Ot, choćby z bliźniakami syjamskimi Dubelz (czy tylko ja widzę tu wyraz “dubel”?), policją, Batmanem, Jockerem, stworem z innego wymiaru Mawzirem czy choćby super maszyną do zabijania Johnnym Navarone. Strzelania będzie więcej niż na 10 000 nabojów (nomen omen to tytuł jednego z zeszytów Hitmana).


Kreska
Projekty postaci są często przesadzone w celu uzyskania efektu, a styl wymaga nieco przyzwyczajenia się, ale działa to na opowiadaną historię, a użycie cienia w celu zwiększenia napięcia i atmosfery jest dobrym rozwiązaniem.

Ciekawostka
Hitman to nie tylko komiksowa postać, ale i bohater serii gier komputerowych. Taką ksywkę ma płatny morderca, Agenta 47. Hitman łączy klasyczne cechy gier akcji z elementami skradanki. Rozgrywkę ogląda się z perspektywy trzeciej lub pierwszej osoby. Gracz wciela się w postać Agenta 47, charakterystycznego łysola z kodem kreskowym na potylicy. 47 może nosić różne przebrania (takie jak mechanicy, policjanci i kelnerzy), aby oszukać wrogów i uzyskać dostęp do obszarów o ograniczonym dostępie. Celem Hitmana nie jest ukrywanie się w cieniu przed wrogiem, ale raczej wtopienie się i eliminacja wroga. Misje można zakończyć na wiele sposobów. Na podstawie gry powstał też film o tym samym tytule z 2007 roku. W rolę Agenta 47 wcielił się Timothy Olyphant.
Podsumowanie
Ennis wymyślił nowe i pomysłowe sposoby opowiadania dobrej historii, jednak mają one liczne wady – w prowadzeniu narracji choćby. Towarzyszy im dziwny brak przejść, bardziej nieobecnych niż istniejących, sama narracja jest wstrząsającym doświadczeniem niczym jakiś eksperyment. Nie zrozumcie mnie źle – Hitman jest naprawdę dającym rozrywkę komiksem i jest to niezwykle zabawne. Ale ogólnie jest też wyjątkowo miernym produktem. Ze względu na swoją wartość czysto historyczną, w najlepszym wypadku utorował drogę przyszłym przełomowym pracom Ennisa, na przykład Kaznodziei. Jako taki Hitman jest jedynie punktem orientacyjnym, który może tylko skierować cię w dobrym kierunku. Mimo to uważam komiks za zabawną lekturę dla fanów Ennisa i superbohaterów.

Oficjalna recenzja dla portalu portalu Secretum.pl.
Na szybko:
Dostajemy tu świat inny niż mamy w życiu realnym, pełen przerażających podobnych do ludzi kreatur, supermocy i złoczyńców. To właśnie Gotham City. Tym razem komiks w nim osadzony zdaje się być produktem tak wypaczonym i dziwnym, że jego stworzenie wydaje się równie dziwaczne jak impet, dzięki któremu Hitman stał się obecnym sobą.
Moni zdaniem:
Fabuła: 6
/10
Kreska: 7
/10
Bohaterowie: 6,5
/10





