Nie jestem Tommy, jestem Hitman

Nie jestem Tommy, jestem Hitman

15 maja 2020 0 przez Monika Kilijańska

Rozerwać można się nie tylko granatem, ale i serią kul z karabinu. Przynajmniej tak myślę, ale ja znawcą nie jestem. Jakby jednak zapytać Hitmana, to pewnie by przytaknął. Szczególnie, że całkiem nieźle można się przy lekturze komiksu o tym samym tytule rozerwać.

Bohaterowie

Tommy Monaghan to płatny zabójca, który akurat czeka na swój cel. Dziwnym zbiegiem okoliczności niczym Spiderman zostaje ukąszony, choć nie przez pająka, a jakieś pozaziemskie monstrum, i tak samo jak on właśnie dzięki temu zdobywa swoje moce: rentgen w oczach i telepatię. To nie Hitman znany z gry komputerowej o tym samym tytule, lecz jego pierwowzór: mężczyzna z charakterystycznym płaszczu, ciężkich butach, szerokich barach, spluwą w każdej dłoni, papierosem w zębach i ciemnych okularach na oczach. Ma zwariowanych kumpli, niecodzienne poczucie humoru i kodeks moralny, który zabrania mordowania dobroczyńców, co powoduje kolejne dziwne rezygnacje z już zaklepanych zleceń. Oczywiście takie zachowanie przysparza mu nie przyjaciół, a wrogów. Teraz sam staje się celem.

Hitman jednak też jest (albo bywa) człowiekiem. Chce kochać, chce wychodzić na piwko i wspominać wojnę w Wietnamie, pożartować sobie. Jednak nie może już być tym samym Tommym. Przymus noszenia okularów sprawia, że nie może nawet spojrzeć swojej dziewczynie w oczy, a żarty z Batmanem raczej nie są na miejscu. Cóż więc zostaje naszemu rewolwerowi? Tylko narzekanie w samotności i wystrzelania całego magazynku w swe cele. Cóż, Hitman bardziej przypomina antybohatera.

Fabuła

W tym wydaniu zbiorczym mamy kilka niepowiązanych ze sobą historii. Pierwsza część opowieści o Tommyʼm Monaghanie, płatnym zbójcy z Gotham City, który w wyniku starcia z demonem zyskał supermoce w dość dziwnej konfiguracji, bo są to rentgenowski wzrok i telepatia. Już wcześniej parał się gangsterką, lecz teraz ma idealne narzędzie, by stać się likwidatorem numer 1 w Gotham City. Z czymże musi się zmierzyć? Ot, choćby z bliźniakami syjamskimi Dubelz (czy tylko ja widzę tu wyraz “dubel”?), policją, Batmanem, Jockerem, stworem z innego wymiaru Mawzirem czy choćby super maszyną do zabijania Johnnym Navarone. Strzelania będzie więcej niż na 10 000 nabojów (nomen omen to tytuł jednego z zeszytów Hitmana).

Kreska

Projekty postaci są często przesadzone w celu uzyskania efektu, a styl wymaga nieco przyzwyczajenia się, ale działa to na opowiadaną historię, a użycie cienia w celu zwiększenia napięcia i atmosfery jest dobrym rozwiązaniem.

Ciekawostka

Hitman to nie tylko komiksowa postać, ale i bohater serii gier komputerowych. Taką ksywkę ma płatny morderca, Agenta 47. Hitman łączy klasyczne cechy gier akcji z elementami skradanki. Rozgrywkę ogląda się z perspektywy trzeciej lub pierwszej osoby. Gracz wciela się w postać Agenta 47, charakterystycznego łysola z kodem kreskowym na potylicy. 47 może nosić różne przebrania (takie jak mechanicy, policjanci i kelnerzy), aby oszukać wrogów i uzyskać dostęp do obszarów o ograniczonym dostępie. Celem Hitmana nie jest ukrywanie się w cieniu przed wrogiem, ale raczej wtopienie się i eliminacja wroga. Misje można zakończyć na wiele sposobów. Na podstawie gry powstał też film o tym samym tytule z 2007 roku. W rolę Agenta 47 wcielił się Timothy Olyphant.

Podsumowanie

Ennis wymyślił nowe i pomysłowe sposoby opowiadania dobrej historii, jednak mają one liczne wady – w prowadzeniu narracji choćby. Towarzyszy im dziwny brak przejść, bardziej nieobecnych niż istniejących, sama narracja jest wstrząsającym doświadczeniem niczym jakiś eksperyment. Nie zrozumcie mnie źle – Hitman jest naprawdę dającym rozrywkę komiksem i jest to niezwykle zabawne. Ale ogólnie jest też wyjątkowo miernym produktem. Ze względu na swoją wartość czysto historyczną, w najlepszym wypadku utorował drogę przyszłym przełomowym pracom Ennisa, na przykład Kaznodziei. Jako taki Hitman jest jedynie punktem orientacyjnym, który może tylko skierować cię w dobrym kierunku. Mimo to uważam komiks za zabawną lekturę dla fanów Ennisa i superbohaterów.

Recenzja także na portalu secretum.pl.


Na szybko:

Dostajemy tu świat inny niż mamy w życiu realnym, pełen przerażających podobnych do ludzi kreatur, supermocy i złoczyńców. To właśnie Gotham City. Tym razem komiks w nim osadzony zdaje się być produktem tak wypaczonym i dziwnym, że jego stworzenie wydaje się równie dziwaczne jak impet, dzięki któremu Hitman stał się obecnym sobą.

Moni zdaniem:

Fabuła: 6/10
Kreska: 7/10
Bohaterowie: 6,5/10