Sin City. Damulka warta grzechu [tom 2]

Sin City. Damulka warta grzechu [tom 2]

11 maja 2020 0 przez Monika Kilijańska

Sin City to komiks – legenda. Tak samo, jak jego autor – Frank Miller. Czymże zasłużyły sobie jego kolejne tomy, a tu mamy drugi, czyli Damulka warta grzechu, na miano jednych z najlepszych pozycji komiksowych wszechczasów?

Bohaterowie

Trudno jest streścić historię bez zabarwienia jej tandetnym i stereotypowym obrazem macho, na jakiego kreowany jest bohater, fotograf Dwight. I to bardzo niedobrze, bo wcale jego postawa i męskie patrzenie na świat nie jest tu osią historii. Nasz bohater zarabia na życie biorąc zlecenia od zazdrosnych mężów i żon i robiąc kompromitujące zdjęcia, tak bardzo potrzebne do rozwodów.

Fabuła

Dwight obserwuje przez lunetę aparatu mężczyznę. Zaraz potem włącza się element noir komiksu – femme fatale wchodzi do baru w mgle dymu i cieni. Ma kłopoty, a fotograf Dwight jak prawdziwy mężczyzna ją ratuje i… zostają kochankami. Kochankami skąpanymi w krwi gęsto ścielących się trupów… Czy tak chciał to widzieć Frank Miller, twórca Batmana i Daredevila?

Gdybyśmy pozostali na takim opisie głównej fabuły, to nie byłoby to tym, co otrzymujemy w Damulce wartej grzechu. Ava, dawna miłość fotografa, desperacko szuka pomocy. Przemoc domowa, zwłaszcza psychologiczna, to nic ciekawego. Nie tak sobie wyobrażała życie. Chce wrócić, ale musi zerwać z dotychczasowym życiem u boku męża. Jedynym sposobem będzie… zabicie go. A Dwight jest tak sentymentalnie zaślepiony, że nawet jeśli instynkt każe mu uciekać, on przystaje na ten pomysł. A potem… potem wszystko wywraca się do góry nogami, a nasza bohater ma naprawdę przechlapane.

Kreska

Frank Miller pokazuje, że komiks można zaliczać do sztuki wysokiej i niskiej zarazem. Rezygnuje z kolorów, przez co dostajemy do rąk ponad dwustu stronicowy tomik w czerni i bieli. Miller wykorzystuje światło i cienie, aby uzyskać elektryzujący efekt we wszystkich panelach. I to jaki! Kiedy Ava wchodzi do baru najpierw z czerni wyłania się jej postać w dalekim planie, potem przemieszcza się przez spowitą dymem salę, bez żadnych rysów na cienistej twarzy, by w końcu spotkać się z fotografem, wygłaszając przy tym iście filmową kwestię. Albo walka Dwighta z Manute, kończąca się przelotem przez okno. Wszędzie tłuczone szkło, w końcu cała czarna strona. Jest zbyt wiele takich chwil, by nie dostrzec artyzmu w tym minimalizmie. Miller stworzył niepowtarzalny charakter scen, które pozostają nietknięte zębem czasu.

Ciekawostka

Całe komiksowe dzieło Franka Miller zostało przeniesione w 2005 roku na wielki ekran. Ale dopiero w 2014 roku Damulka wartej grzechu doczekała się ekranizacji oddzielnie. Tytułowe Miasto Grzechu jest to mroczne miejsce przemocy i bezprawia. Od wielu lat rządzi nim rodzina Roarków, którzy traktują je jak swoje. Film ukazuje perypetie Dwighta – prywatnego detektywa, świetnie wykreowany przez Josha Brolina. Jego życie staje na głowie, kiedy na nowo wkracza w nie Ava, dawna miłość, grana przez niesamowicie elektryzującą Evę Green. To naprawdę kobieta warta każdego grzechu. Dwight pomagając Avie, wplątuje się w głęboką intrygę. Nie jest to kolejna walka dobra ze złem, ale opowieść o relacjach międzyludzkich, miłości, a także ludziach, którzy są wstanie poświęcić wszystko, a nawet więcej, by osiągnąć cel.

Największym atutem jest tu jednak mistrzowska gra światłocieniem. Film jest czarno-biały, z dodatkiem pojedynczych kontrastujących kolorów np. czerwieni czy żółci, wtedy gdy jest to nieodzowne. Nawet pod tym względem mocno przypomina komiks.

Podsumowanie

Początkowo historia jest rzeczywiście mocno sztampowa, ale im dalej, tym ciekawiej i niej przewidywalnie się robi. Powiem tylko, że gdy tylko pomyślisz, że fabuła zmierza wyraźnie w określonym kierunku, Miller szarpnie ją w inny, by skręciła. Dialogi są wspaniałe, pełne przemyśleń, każda postać gra archetyp z zachwytem i werwą. Sin City to świat, w którym na pewno nie zechcesz mieszkać, a działania bohaterów nawet jak na takie miejsce są dość nietypowe. Mimo to bez względu na sposób wykreowania świata, który zbudował Miller, wszystko wydaje się naturalne.

Recenzja także na portalu secretum.pl.


Na szybko:

Nie podchodź do tego komiksu oczekując realizmu – jest szorstki, ale wcale nie w realistyczny sposób. To sztuka, a nie tylko sama zabawa. Jeśli znasz kogoś, kto nie lubi komiksów, ponieważ dla nich jest to zabawka dla dzieci, daj mu właśnie ten do przeczytania, na najlepiej niech zacznie od pierwszej części, „Trudne pożegnanie”, gdyż drugi tom krzyżuje się z wydarzeniami z pierwszego.

Moni zdaniem:

Fabuła: 8/10
Kreska: 10/10
Bohaterowie: 8/10