Kuro to kot. A może raczej – Kuro to był kot. Mały, czarny i wesoły. Jedyny towarzysz małej Koko. Gotowy zawsze ją obronić przed potworami. Ale jak taki kociak może walczyć z niewidzialnymi dla dziewczynki monstrami? Może on nie do końca jest z tego świata?

Bohaterowie

Koko to mała dziewczynka mieszkająca w wielkiej willi na skraju miasta. Od lat mieszka w niej sama, gdyż jej rodzice zginęli. Nie jest tu sama – ma przy sobie kotka Kuro, który jest nie tylko je pupilem, ale wręcz członkiem rodziny. Koko nie rozumie, czemu inni trzymają się z daleka od jej rezydencji. Nie do końca też wierzy, że w lesie dookoła niej czają się potwory. Przecież żadnego nigdy nie widziała. Do tego coraz bardziej przeszkadza jej, że inni boją się jej, Kuro i całej posesji. Zamyka się w domu, woli spędzać czas sama niż być ciągle traktowana jak trędowata.

Fabuła

Kuro zaczyna sobie coraz więcej przypominać z czasów, gdy byli przy niej jej rodzice. Poznajemy jak poznała się z Marią, która niestety dziś nie pała do dziewczynki miłością i traktuje raczej jako dziwoląga. Maria nienawidzi potworów i okazuje się, że za takiego uważa także Kuro. A może zwyczajnie Maria nie lubi wszystkich zwierząt? Koko zauważa, że nie tylko Maria się dziwnie zachowuje, ale także Milk, jej jedyna przyjaciółka czy Sezame, córka nauczycielki, która uczy prywatnie Koko.

Sezame zawsze dokucza Kuro, jednak miarka się przebrała, kiedy dziewczynka narysowała Kuro jako potwora. Przecież zdaniem Koko jej kot to tylko kot, nic innego w nim nie widzi. Coraz mniej osób zachodzi do willi, ogrodnik zrezygnował z uprawiania kwiatów, a obrona Milk przez doktora skończyła się tym, że Koko zamknęła bramy posiadłości także przed nim. Kto w takim razie będzie dostarczać mu kwiaty na potrzeby specjalnej farby, którą maluje się obrzeża dróg w mieście? I po co właściwie się to robi? Czy ma to jakiś związek z zakazem wchodzenia do lasu?

Kreska

Prawie połowę tomu stanowią delikatnie kolorowane strony. Nawet podoba mi się taka stylistyka bardziej niż czarno-białe, tak naturalne dla mang. Sprawia to wrażenie realności i potrafi ukazać tą dziecięcą naiwność, jaką kieruje się główna bohaterka. Jej świat jest czysty jak łza, pełen magii i czarów. Przed potworami, takimi wyimaginowanymi, zawsze ratuje ją kot. Kot, który w jej mniemaniu, jest zwykłym kociakiem. Delikatność bije z każdego kadru, co bardzo podoba się dzieciom. Jednak nie dajmy się zwieść – nie dla każdej kategorii wiekowej jest ta książka przeznaczona.

Ciekawostka

W Kuro często pojawia się niebiesko-czarny motyl. Prawdopodobnie to Papilio bianor – motyl z rodziny paziowatych występujący w Japonii i na Tajwanie. Jest motylem dziennym średniej wielkości o rozpiętości skrzydeł od 10 do 12 cm. Ubarwienie tych motyli jest zasadniczo czarne, wpadające w niebiesko-granatowy odcień. Osobniki żeńskie mają czerwoną kropkę na tylnych skrzydełkach. Lubi spijać nektar ze skimmii japońskiej.

Podsumowanie

Magiczna, pełna retrospekcji historia małej dziewczynki, która bardziej niż przyjaźń ceniła zwierzątko domowe i nie dała sobie wmówić, że może stanowić ono zagrożenie. Barwne strony jeszcze bardziej podkreślają bajkowość całej książki. Można z powodzeniem dać do czytania starszym dzieciom.

Pozostałe recenzje serii Kuro:
Kuro [tom 1]
Kuro [tom 3]

Na szybko
  • 7/10
    Fabuła - 7/10
  • 7/10
    Kreska - 7/10
  • 7/10
    Bohaterowie - 7/10
7/10

Moni zdaniem:

Przepiękna historia o miłości do zwierząt nawet wbrew całemu społeczeństwu. Miłości, która jednak może dużo kosztować, bo nie tylko przyjaźń, ale i własne życie.