Kiedy na scenę wkracza ktoś, zwany bossem i wygląda jak Kopciuszek na balu albo słodziacki puchaty koteczek wiedz, że to nie ściema i to naprawdę boss nad bossami. Taki, który porachuje wszystkie kości i wyssie z nich szpik. Nawet ten kolorowy jak karmelki. To Baśniowo, tu istnieje tylko fujowy żywot.

Bohaterowie

Kiedy Larrington Wensworth II otrzymał fuchę przewodnika Gertrude po Baśniowie nie spodziewał się, że potrwa ona aż tak długo. Ot, miał pokazać małej dziewczynce jak wrócić do domu i dalej wieść żywot muszki, którą był. Może i trochę przypominał świerszcza z disneyowskiego Pinokia, ale tak naprawdę nie byli spokrewnieni. Poza tym świerszcz nie wytrzymałby tyle, co on – muchy są jednak wytrzymalsze. O ile kiedyś Larry był w miarę kulturalny i pacyfistycznie nastawiony do świata, to przy Gertrude jakoś… schamiał. Doszło do tego nawet, że używał niefujowych wyrażeń, palił jak smok, grał w karty i oddawał się podejrzanym uciechom z ośmiornicą w oparach olejku lawendowego.

Fabuła

Gertrude osiągnęła w Baśniowie to, o czym śniły wcześniejsze królowe. Niestety, były to wyłącznie koszmary. Nic więc dziwnego, że niekoniecznie była lubiana. W końcu dochrapała się tego, o czym tak bardzo marzyła: mogła bez skrępowania poszukać drzwi prowadzących do domu. Bez żadnych umów z gwiazdkami, bez zasad, bez ukrytych kosztów. Pomysłów na odszukanie jest wiele: można zacząć od podejrzanych pubów i wypytywania piwożłopów, przejść się po dziwnych jaskiniach i szalonych domostwach, przejechać vanem napędzanym smoczymi siuśkami, przeszukać kapelusz Larry’ego, a nawet udać się do podziemi i wybrać mniejsze zło. Albo większe. Albo w sumie sama nie wiem. Ale wybrać i do tego dwa razy nie to. Bo to nie koniec wędrówki.

Kreska

Skottie Young mnie urzekł właśnie kreską. Jest tak milutka, tak słodziutka, a zarazem tak szkaradnie masakryczna, że aż chce się uśmiechnąć półgębkiem i oglądać każdy kadr jeszcze raz. Kakofonia pastelowych kolorów jest w tym tomie wzbogacona o nową, niekomiksową jakość, przypominającą grafikę komputerową, jaką spotkamy w wielu grach komputerowych 3D. Całkiem ciekawie to wyszło.

Ciekawostka

Gertrude trafia w pewnym momencie do dziwnego, inaczej rysowanego świata gier z automatu. Nie każdy mógł się z takim ustrojstwem spotkać, ale jeszcze jakiś czas temu był to obowiązkowy mebel każdego pubu czy nawet wiejskiego sklepiku. Gra automatycznie uruchamia się w takim automacie do gier po wrzuceniu monety bądź żetonu w otwór wrzutowy. Zabawa jest zwykle ograniczona albo czasem, albo ilością żyć, czasem ilością poziomów. Niektóre gry można było ukończyć i maksowanie polegało na bezbłędnym przejściu, inne wymagały od gracza refleksu czy też… większej ilości żetonów. Zwykle automaty do gier wyposażone były w dżojstik i kilka klawiszy, czasem także występowały pistolety, kierownice czy nawet całe kokpity, maty do tańczenia.

Podsumowanie

Kolejna część totalnej rozpierduchy i cukierkowej jazdy bez trzymanki. Tym razem zaczyna być nawet poważne! Ale nie martwcie się, tylko przez jedną klepsydrę, potem zaraz wszystko wraca do tęczowej normy i świat ponownie staje się przefujowy. Jeśli chcecie się dobrze zabawić – dobrze trafiliście!

Pozostałe recenzje Nienawidzę Baśniowa:

Nienawidzę Baśniowa. I żyli długo i burzliwie [tom 1]


Na szybko:

To nie jest komiks dla dzieci, choć bardzo przyjemnie przecież wygląda. Nic bardziej mylnego: hazard, morderstwa i używki są tu na każdym kroku. I choć ani przekleństwo nie znajdzie tu miejsca, to historia poszukiwania wyjścia Gertrude z cukierkowej krainy można nazwać jedynie fujowym żywotem.

Moni zdaniem:

Fabuła: 7/10
Kreska: 8,6/10
Bohaterowie: 7,7/10