Cztery świeżo poznane w pierwszym tomie dziewczyny, studentki pierwszego roku, prowadzą na tyle ciekawe życie, że ani przez sekundę czytając ich losy na kartach komiksu Giant days czytelnik nie czuje się zawiedziony. Jest śmiesznie, czasem lekko nostalgicznie, przebojowo i wesoło. Oto drugi tom Giant days!

Bohaterowie

Suzan Ptolemy to dość zestresowana, mocno stąpająca po ziemi dziewczyna. Jako studentka medycyny na Uniwersytecie w Sheffield musi chodzić na strasznie nudne zajęcia, ale wiedza, jaką posiada, nie zmienia faktu, że pali jak lokomotywa. Sprawia to, że jej kondycja fizyczna nie jest najlepsza i nawet małe wzniesienie jawi się jej jak wyprawa w Himalaje. Suzan pochodzi z małego prowincjonalnego miasteczka, Northampton, gdzie nie tylko zostawiła swoją miłość (która nota bene i tak za nią poszła), ale także naraziła się swoim zmysłem detektywistycznym i silnym poczuciem sprawiedliwości do zdemaskowania szarlatanki. Jednak nie jest dobrze zadrzeć z najbardziej wpływową rodziną miasteczka.

Fabuła

Giant days to dość prosta opowieść obyczajowa o brytyjskich studentkach i studentach pierwszego roku. Drugi tom Giant Days skupia się na perypetiach sympatycznych bohaterek, które częściej niż nauką i egzaminami wydają się skoncentrowane na swojej sferze emocjonalnej, drobnych przyjemnościach oraz odwiecznych problemach międzyludzkich. Teoretycznie przyjaciółki nie powinny mieć przed sobą żadnych tajemnic, ale w praktyce jest zupełnie inaczej i co chwilę wychodzą na powierzchnie małe ukrywane kłamstewka. Ot, choćby takie jak to, że Suzan chodzi z… ale bez spoilerów. Dziewczyny muszą nie tylko przeżyć jakoś bal, na który nie mają ani kasy ani ciuchów, ani też ochoty (poza Esther), ale także święta w domu czy pierwsze semestralne egzaminy. A także pierwszy semestralny romans…

Kreska

Wizualnie można ulec złudzeniu, że kreska nieco się uprościła. Być może dlatego, że po pierwszych dwóch zeszytach w w tym tomie Lissę Treiman zastępuje Max Sarin. Jej tła wydają się być mniej ubogacone, jednolite. Jej kreska ma inny charakter, bardziej uproszczony. Nie jest to jednak znacząca zmiana.

Ciekawostka

Czy można założyć podsłuch pod tipsem, by klientka się nie zorientowała jak zrobiła to Suzan? Wszystko zależy od wielkości paznokci, ale nawet najmniejsze pluskwy są wielkości jednego złotego i posiadają przewody, a najmniejsze dyktafony są szerokości monety jednogroszowej i długości długości zapałki, więc byłoby to raczej trudne zadanie. Na szczęście istnieje wiele ciekawych maskowanych podsłuchów np. w długopisie, że każdy za odpowiednią cenę mógłby zostać szpiegiem.

Podsumowanie

Druga część przygód wesołych studentek jest nadal na takim samym poziomie. Giant days to dobra niezobowiązująca lektura. Dla niektórych jest zapowiedzią ciekawych studiów, które dopiero będą miały miejsce, dla innych stanowi formę wspomnienia, że jeszcze niedawno samemu było się takim studentem.

Pozostałe recenzje serii Giant days: Giant days. Królowe dramy [tom 1]


Na szybko:

Świetna komedia o grupie studentów pierwszego roku. Nie bez powodu otrzymał w 2019 roku aż dwie Nagrody Eisnera: jako Najlepsza publikacja humorystyczna i Najlepsza kontynuowana seria. Warto rozerwać się chwilę podczas jej czytania.

Moni zdaniem:

Fabuła: 7/10
Kreska: 8/10
Bohaterowie: 8/10