Stu­dia były naj­barw­niej­szym okre­sem moje­go życia. Pew­nie nie jestem odosob­nio­na w tym wyzna­niu, bo choć­by Daisy, Susan i Esther z Giant days tak­że mają barw­ne pery­pe­tie w bry­tyj­skim Alma Mater i jej oko­li­cach. Poznaj­cie cie­ka­wy komiks oby­cza­jo­wy.

Bohaterowie

Trój­ka dziew­cząt, Daisy, Susan i Esther, któ­re zapo­zna­ły się na uni­wer­sy­te­cie, to praw­dzi­we kró­lo­we dra­my. Każ­da z nich ma swój oddziel­ny akt w komik­sie. Esther De Gro­ot, fan­ka cięż­kich kli­ma­tów, gotyc­kich stro­jów, cza­szek i dziw­nych butów jest stu­dent­ką filo­lo­gii angiel­skiej. Cechu­je się bla­dą cerą, masą ener­gii i wpa­da­niem w takie kło­po­ty, w któ­re nikt nawet nie pomy­ślał­by, że moż­na wpaść. Kocha impre­zy. Rozum­na i zrów­no­wa­żo­na Susan Pto­le­my, stu­dent­ka medy­cy­ny, miło­śnicz­ka papie­ro­sów i masa­ży kar­ku ma tajem­ni­cę zwią­za­ną ze swo­im kole­gą z cza­sów lice­al­nych, McGra­wem. Jest to też woju­ją­ca femi­nist­ka. Zaś mało przy­go­to­wa­na do życia w spo­łe­czeń­stwie, pacy­fi­stycz­nie nasta­wio­na i dzie­cin­nie naiw­na Daisy Wooton, któ­ra fascy­nu­je się histo­rią oraz uwiel­bia napra­wiać świat choć­by było to ura­to­wa­nie pisklę­cia, odkry­wa w sobie pociąg do kobiet. Nie wie jed­nak, czy to jed­no­ra­zo­wa cią­go­ta, czy coś na dłu­żej.

Fabuła

Trzy dziew­czy­ny, dwóch face­tów, jed­na przy­ja­ciół­ka, czte­ry roz­dzia­ły. Giant days, któ­ry zaczy­nał pod­bój serc i umy­słów w for­mie webco­mik­su teraz w wer­sji papie­ro­wej. To typo­wa oby­cza­jów­ka opo­wia­da­ją­ca o pery­pe­tiach świe­żo pozna­nych stu­den­tek pew­ne­go uni­wer­sy­te­tu. Każ­da z nich roz­po­czy­na tu życie od nowa. Nie­któ­re, jak Susan, chcia­ły­by odgro­dzić się od prze­szło­ści gru­bą linią i zosta­wić za nią przede wszyst­kim pra­wie-chło­pa­ka McGra­wa. Pech chciał, że na ten sam uni­we­rek prze­no­si się włą­śnie on, razem ze swo­im dzi­wacz­nym poczu­ciem sztu­ki i rycer­sko­ścią, któ­ra tak bar­dzo mier­zi Susan. Susan na uni­wer­sy­te­cie obcho­dzi swo­je 18-te uro­dzi­ny i posta­na­wia w koń­cu tro­chę się zaba­wić. Pech chce, że nic nie wie o nar­ko­ty­kach i poły­ka każ­dą piguł­kę, jaka dosta­je się w jej ręce. Esther sta­je się ofia­rą stal­ke­rów, któ­rzy publi­ku­ją jej wize­ru­nek w sie­ci (niczym Facemash.com), two­rzą ran­king naj­lep­szych oka­zów pierw­szo­rocz­nych i zgar­nia­ją kasę za rekla­my i zbiór­kę crowd­fo­un­din­go­wą w bar­dzo nie­etycz­ny spo­sób. Jedy­ne, co może zro­bić Esther, to pole­gać na przy­ja­ciół­kach.

Kreska

Pro­ste, pra­wie disney­ow­skie rysun­ki, to cecha cha­rak­te­ry­stycz­na Giant days. Nie bez koze­ry, bowiem Lisa Tre­iman rze­czy­wi­ście pra­cu­je dla Disney’a, więc manie­ra cią­gnie się tak­że na inne jej dzie­ła. Komiks wyróż­nia się moc­ny­mi bar­wa­mi oraz raczej mały­mi kadra­mi. W nawią­za­niu do raczej humo­ry­stycz­nej histo­rii takie połą­cze­nie jest ide­al­ne.

Ciekawostka

Test Bech­del (lub Bech­del-Wal­la­ce), któ­re­go zna­jo­mo­ścią chwa­li­ła się Susan, jest uży­wa­ny jako wskaź­nik aktyw­nej obec­no­ści kobiet w tre­ściach kul­tu­ry. Czę­sto sto­so­wa­ny w celu poka­za­nia bra­ku rów­no­ści mię­dzy płcia­mi wyni­ka­ją­cy z sek­si­zmu. By zali­czyć ten test dzie­ło (naj­czę­ściej film) musi spie­nić tyl­ko i aż trzy warun­ki. A wła­ści­wie to jeden waru­nek: wystę­pu­ją w nim przy­naj­mniej dwie wymie­nio­ne z imie­nia posta­cie kobie­ce, któ­re pro­wa­dzą ze sobą roz­mo­wę doty­czą­cą cze­goś inne­go niż męż­czyź­ni. Według tego kry­te­rium zale­d­wie poło­wa fil­mów jest w sta­nie speł­nić takie kry­te­rium. Sam test jest tak­że komik­so­wym wymy­słem, gdyż został zapro­po­no­wa­ny przez Ali­son Bech­del w komik­sie Dykes to Watch Out For. Sama Bech­del pre­fe­ru­je nazwę test Bech­del-Wal­la­ce, gdyż pomy­sło­daw­czy­nią testu była przy­ja­ciół­ka Ali­son, Liz Wal­la­ce. Sama Liz zaś inspi­ro­wa­ła się książ­ką Vir­gi­nii Woolf Wła­sny pokój.

Podsumowanie

Kolo­ro­wy świat stu­den­tów angiel­skiej uczel­ni śmie­szy do łez, ale i prze­strze­ga. Pod hehesz­ko­wy­mi tek­sta­mi i slap­stic­ka­mi znaj­dzie­my prze­stro­gę przed psy­cho­tro­pa­mi, leka­mi z nie­zna­nych źró­deł (z Pol­ski!) czy umiesz­cza­niem tre­ści w Inter­ne­cie. Jed­nak jest to tak sub­tel­ne, że wręcz nie­wy­czu­wal­ne. Cie­ka­we jakie dra­my jesz­cze nas cze­ka­ją w kolej­nych tomach.

Na szybko
  • 6/10
    Fabu­ła — 6/10
  • 6/10
    Kre­ska — 6/10
  • 6.5/10
    Boha­te­ro­wie — 6.5/10
6.2/10

Moni zda­niem:

Przy­jem­na lek­tu­ra, choć brak mi tu jakie­goś wąt­ku głów­ne­go, któ­ry spa­jał­by to wszyst­ko w sen­sow­ną całość. Ot, zbiór humo­ry­stycz­nych sce­nek z życia stu­den­tek pew­ne­go angiel­skie­go uni­wer­ku. Przy­jem­na dla oka chwi­la odprę­że­nia.