Są komik­sy dobre i są komik­sy złe. I jest Exi­tus leta­lis, komiks, któ­ry jest przez jed­nych uzna­wa­ny za nie­war­ty pale­nia w pie­cu, choć­by przez emi­sję CO2, a przez innych za cał­kiem cie­ka­wą histo­rię o nie­ty­po­wych wete­ra­nach II Woj­ny Świa­to­wej. Ja pla­su­ję się raczej w tej dru­giej gru­pie.

Bohaterowie

Eva Mon­roe to nie­wy­so­ka 18-lat­ka, o bar­dzo miłej apa­ry­cji: dłu­gie wło­sy, wcię­ta talia, cyc­ki typo­wo pol­skie, czy­li małe. Ogól­nie jest na czym oko zawie­sić, a i poga­dać jest o czym, bo to genial­na świe­żo upie­czo­na pani psy­cho­log. Choć z dru­giej stro­ny jak na geniu­sza jest mało oby­ta w świe­cie i zacho­wu­je się cza­sem jak roz­piesz­czo­na nasto­lat­ka. Lubi nosić koszul­ki ze śmiesz­ny­mi tek­sta­mi. Swo­ją pra­cę trak­tu­je nie­zwy­kle poważ­nie. Nie­ste­ty cier­pi na nar­ko­lep­sję i przez to w naj­cie­kaw­szych momen­tach potra­fi się wyłą­czyć, zemdleć czy być nie­ak­tyw­na cia­łem.

Fabuła

Exi­tus leta­lis opo­wia­da odde­le­go­wa­nej do Nor­we­gii mło­dej psy­cho­log Evie Mon­roe. Jej pra­ca będzie pole­ga­ła na zba­da­niu oca­la­łych wete­ra­nów wojen­nych i roz­wią­za­niu ich tajem­ni­cy. Tra­fia do Nil­fhe­im, rezy­den­cji hra­biow­skiej, gdzie miesz­ka tajem­ni­cza szóst­ka męż­czyzn nazna­czo­ny­mi pięt­nem II Woj­ny Świa­to­wej. Jak­że wca­le nie są to znie­do­łęż­nia­li sta­rusz­ko­wie z Alzhe­ime­rem czy zwy­rod­nie­niem sta­wów, a mło­dzień­cy w jej wie­ku. Począt­ko­wo nie­przy­chyl­nie nasta­wie­ni do młód­ki chłop­cy będą musie­li zaak­cep­to­wać jej chęć pomo­cy. Kto wie, może jej talent do retro­ko­gni­cji w tym przy­pad­ku da jakieś rezul­ta­ty, sko­ro żad­na z wcze­śniej­szych tera­pii, badań w KSU i medy­ka­men­tów nie dało jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi co sta­ło się Dag­ger­som, że żyją w cia­łach mło­dych chłop­ców.

Minu­sem komik­su jest dla mnie mno­gość dys­funk­cji na jakie cier­pią boha­te­ro­wie. I to wła­ści­wie wszy­scy: Eva ma nar­ko­lep­sję, Matt doko­nu­je samo­oka­le­czeń i cier­pi na wstręt­ne migre­ny, Ourell ma HSAN, Gabriell to psy­cho­pa­ta, Raf­fa jest upo­śle­dzo­ny umy­sło­wo, Micha­ell to schi­zo­fre­nik, Oli­ver — sady­sta, a David ma cie­ka­we roz­dwo­je­nie jaź­ni, któ­re ze wszyst­kie­go naj­bar­dziej mi przy­pa­dło do gustu. Jeśli doło­żyć do tego dość spo­re podo­bień­stwo wizu­al­ne nie­któ­rych z nich, moż­na dość szyb­ko stra­cić orien­ta­cję kto kim jest.

Kreska

Kat­tlett posłu­gu­je się napraw­dę ład­ną kre­ską, któ­ra spra­wia, że przy­jem­nie jest czy­tać ten komiks nawet jeśli rażą cza­sem prze­kleń­stwa, memicz­ne tek­sty czy wsta­wia­ne cyta­ty z pio­se­nek. Oso­bi­ście rażą mnie jed­nak momen­ta­mi parów­ko­we palusz­ki posta­ci. Kre­ska raz jest nie­zwy­kle uprosz­czo­na, raz szcze­gó­ło­wa niczym na foto­gra­fiach. Takie mie­sza­nie sty­lów jesz­cze ma sens w przy­pad­ku poje­dyn­czych kolo­ro­wych plan­szy czy pierw­szych stron roz­dzia­łów albo komicz­nych gagów, jed­nak tu zde­cy­do­wa­nie poja­wia­ją się i w innych momen­tach, burząc wszyst­ko, do cze­go oczy się już przy­zwy­cza­iły.

Ciekawostka

Nar­ko­lep­sja, na któ­rą cho­ru­je Eva, to rzad­kie zabu­rze­nie snu, obja­wia­ją­ce się przede wszyst­kim nad­mier­ną sen­no­ścią w cią­gu dnia i napa­da­mi snu oraz epi­zo­da­mi nagłej utra­ty napię­cia mię­śnio­we­go (kata­plek­sją). Oso­by z nar­ko­lep­sją doświad­cza­ją rów­nież pora­że­nia przy­sen­ne­go, pod­czas któ­re­go cho­ry nie może się ruszać, bo ma pora­żo­ne mię­śnie, ale ma peł­ną świa­do­mość i halu­cy­na­cji (oma­mów) pod­czas budze­nia się i zasy­pia­nia. Może być spo­wo­do­wa­na muta­cją genu, któ­ra ujaw­nia się dopie­ro pod­czas nie któ­rych infek­cji bądź przez ura­zy ośrod­ko­we­go ukła­du ner­wo­we­go czy niski poziom hista­mi­ny.

Podsumowanie

Mimo wszyst­kich minu­sów jestem mile zasko­czo­na, bo czy­ta­ło mi się Exi­tus leta­lis lek­ko, z cie­ka­wo­ścią i z chę­cią poznam roz­wi­nię­cie nie­któ­rych nie­któ­rych wąt­ków. Moż­na nie­któ­re posta­cie polu­bić nawet jeśli są psy­cho­pa­ta­mi.

Na szybko
  • 6.5/10
    Fabu­ła — 6.5/10
  • 7/10
    Kre­ska — 7/10
  • 6/10
    Boha­te­ro­wie — 6/10
6.5/10

Sum­ma­ry

Zakrę­co­na, peł­na gdzieś już usły­sza­nych czy zoba­czo­nych tek­stów histo­ria wyja­śnie­nia nie­wy­ja­śnio­ne­go zja­wi­ska, jakie­go dozna­ła szóst­ka ofiar II Woj­ny Świa­to­wej. Cza­sa­mi weso­ła, cza­sa­mi lek­ko żenu­ją­ca. Z przy­jem­ną dla oka kre­ską, któ­rej mimo wszyst­ko bra­ku­je rów­ne­go naci­sku. Dobra histo­ria dla rówie­śni­ków Evy czy­li nasto­lat­ków.