W świe­cie, w któ­rym sys­te­my zaczy­na­ją czy­tać twa­rze, maszy­ny same budu­ją maszy­ny, a robo­ty coraz bar­dziej przy­po­mi­na­ją ludzi, gdzie sztucz­na inte­li­gen­cja prze­ja­wia naj­gor­sze ludz­kie zacho­wa­nia spo­łecz­ne, czy­li naszym świe­cie, war­to zoba­czyć do cze­go roz­wój może dopro­wa­dzić. Do apo­ka­lip­sy. Oby nie takiej jaka sta­ła się w Bla­me.

Bohaterowie

Kil­ly to samot­ny wilk. Prze­mie­rza wpraw­dzie począt­ko­wo mega­mia­sto w towa­rzy­stwie dziec­ka, jed­nak bar­dzo szyb­ko pozo­sta­je sam. Niby po dro­dze spo­ty­ka kolej­ne oso­by, ale nie bywa bez­in­te­re­sow­ny. Zwy­kle wyświad­cza przy­słu­gę pozna­nym ludziom, za co w dowo­dzie wdzięcz­no­ści otrzy­mu­je potrzeb­ne mu infor­ma­cje.

Kil­ly jest bar­dzo mało­mów­ny, moż­na by nawet rzec nie­ludz­ki. Nie szu­ka kon­tak­tu z inny­mi by z kimś pobyć, poroz­ma­wiać, zwie­rzyć się. Idzie twar­do na przód, pcha­ny dziw­nym pra­gnie­niem pozna­nia kogoś posia­da­ją­ce­go gen ter­mi­na­la sie­cio­we­go. Poc co, na co – tego nie wia­do­mo. W innych zwy­kle wzbu­dza respekt zarów­no swo­ją sto­ic­ką posta­wą, zim­ną krwią, zdol­no­ścia­mi wal­ki oraz posia­da­ną bro­nią, potra­fią­cą uniesz­ko­dli­wić każ­de­go wro­ga.

bty

Fabuła

Cywi­li­za­cja post-apo niczym w Ja, Nina Szu­bur, tyl­ko na o wie­le więk­szą ska­lę. Świat skła­da­ją­cy się z samo­bu­du­ją­ce­go się wie­lo­pię­tro­we­go mia­sta, rur, scho­dów, kła­dek, murów, robo­tów budow­la­nych. Bla­me to typo­wa man­ga dro­gi, tyl­ko celu szu­ka się idąc w górę, a nie przed sie­bie. Gdzieś w cze­lu­ściach mega­mia­sta wędru­je Kil­ly. Celem jego wędrów­ki jest odna­le­zie­nie oso­by z genem ter­mi­na­la sie­cio­we­go, dzię­ki któ­re­mu może pod­łą­czyć się do sie­ci.

Po dro­dze spo­ty­ka nie­licz­nych miesz­kań­ców, kry­ją­cych się przed Zarząd­ca­mi, wro­gów czy­ha­ją­cych na jego życie, isto­ty krze­mo­we czy sza­leń­ców, uzna­ją­cych go za uzdro­wi­cie­la czy pół­ży­we cybor­gi, któ­rym Kil­ly poma­ga. To dopie­ro pierw­szy tom, więc pra­wie nie ma tu dia­lo­gów, za to może­my cie­szyć oko kolej­ny­mi kon­dy­gna­cja­mi mega­struk­tu­ry, powo­li pozna­jąc też boha­te­ra.

Kreska

Bla­me to nie histo­ria sto­ją­ca na dia­lo­gach – to histo­ria zbu­do­wa­na obra­zem. Każ­da ze stron to małe dzie­ło sztu­ki komik­so­wej. Kon­tra­stu­ją­ca z bie­lą czerń roz­le­wa się z pra­wie każ­de­go kadru. Nie­co nie­dba­ła, ale za to nie­zwy­kle dba­ją­ca o szcze­gó­ły archi­tek­to­nicz­ne kre­ska doda­je efek­tu klau­tro­fo­bicz­no­ści i dusz­no­ści cia­snych pomiesz­czeń czy wąskich kory­ta­rzy. Nihei sku­pia się nie na pla­no­wa­niu posta­ci, a raczej na szcze­gó­łach tech­nicz­nych: cybor­gi, robo­ty budow­la­ne, pod­no­śni­ki czy skom­pli­ko­wa­ne budow­le powo­du­ją opad szczę­ki z zachwy­tu. Ten komiks się chło­nie wzro­kiem, poże­ra niczym wyśmie­ni­ty deser!

Wydanie

Nie moż­na nie wspo­mnieć o wyda­niu. Wpraw­dzie nie mam w rękach pre­or­de­ra z twar­dą opra­wą, ale nie­wie­le mnie omi­nę­ło. Bla­me to naj­więk­sza obję­to­ścio­wo man­ga, jaką posia­dam. Wyglą­da napraw­dę impo­nu­ją­co: for­mat pra­wie A4, dobry papier, pięk­na obwo­lu­ta. Do tego kil­ka kolo­ro­wych stron w środ­ku. Dzię­ki takie­mu wyda­niu może­my się napraw­dę cie­szyć ilu­stra­cja­mi: są bar­dzo dobrej jako­ści, szcze­gó­ło­we, peł­ne deta­li tech­nicz­nych, w któ­rych ryso­wa­niu Nihei jest mistrzem.

Ciekawostka

Krzem, z któ­re­go praw­do­po­dob­nie powsta­ły krze­mo­we isto­ty w Bla­me, to jeden z pod­sta­wo­wych pier­wiast­ków w przy­ro­dzie. Podob­nie jak węgiel, two­rzy łań­cu­chy krzem-krzem, krzem-tlen-krzem oraz krzem-azot-krzem. Z tego wła­śnie powo­du krzem jest pro­po­no­wa­ny jako alter­na­tyw­na wobec węgla pod­sta­wa życia. Mogą sta­no­wić trzon wystar­cza­ją­co dłu­gich czą­ste­czek, aby prze­no­sić infor­ma­cję bio­lo­gicz­ną, jed­nak są mniej uni­wer­sal­ne od węgla. Obec­nie naj­waż­niej­sze związ­ki krze­mu to krze­mion­ka, będą­ca pod­sta­wo­wym skład­ni­kiem pia­sku i szkła czy np. sko­ru­pek jajek i okrze­mek. Astro­bio­lo­gia nie negu­je jed­nak ist­nie­nia krze­mo­wych istot gdzieś w kosmo­sie.

Podsumowanie

Jestem ocza­ro­wa­na tą pozy­cją! Rysun­ki są zapie­ra­ją­ce dech w pier­siach i mimo iż w pierw­szym tomie nie mamy zbyt wie­le histo­rii, to po prze­czy­ta­niu jej nasu­wa się tyl­ko jed­no „co będzie dalej?”.

Na szybko
  • 7/10
    Fabu­ła — 7/10
  • 10/10
    Kre­ska — 10/10
  • 7.5/10
    Boha­te­ro­wie — 7.5/10
8.2/10

Moni zda­niem:

Bla­me to pozy­cja dla doro­słych fanów i komik­sia­rzy. Pięk­nie wyda­na, wyma­ga­ją­ca w odbio­rze, ze spe­cy­ficz­ną, napraw­dę pięk­ną kre­ską, któ­ra jed­nak nie każ­de­mu przy­pad­nie do gustu. Pole­cam szcze­gól­nie dla fanów post-apo­ka­lip­tycz­nych czy cyber-pun­ko­wych kli­ma­tów.