Współczesny komiks obfituje w rozmaite trendy. Pan Żarówka to kolejne dzieło na wskroś minimalistyczne stylem, ale głębokie przekazem. Pełne absurdów i symboliki. Ciekawe, interesujące i absolutnie warte poznania, mimo iż czasem aż oczy bolą od artystycznych doznań. To tak brzydkie, że aż piękne.

Bohater

Zanim Pan Żarówka stał się Panem był zwykłym dzieciakiem żyjącym gdzieś w PRL-owskim bloku z wielkiej płyty. Bardzo lubił rysować. Ojciec Żarówki pracował jako prasowacz koszul, a matka wytapiała surówkę w hucie. Byli biedni, ale w miarę szczęśliwi. Trzymali się razem nawet kiedy na rodzinę spadły tragedie, jedna po drugiej: najpierw wypadkowi w pracy uległ ojciec, później syn, który był z matką w hucie, bo nie było z kim zostawić malca, a na końcu i matka stała się rencistką. Wszystkie te sytuacje sprawiały, że Żarówka był wyśmiewany, a jego pewność siebie ciągle była wystawiana na próbę. Próbę, którą przetrwał. Nie stracił światła, które miał w sobie. Naprawdę świecił, właśnie jak żarówka, i tym światłem cieszył innych, rozświetlał im mrok niczym latarnia. Był to efekt uboczny wypadku w hucie. Często się uśmiechał, nawet kiedy inni warczeli i złorzeczyli. Tylko trudno mu było porozumieć się z ojcem. A tak bardzo chciał. Choć był daleko od rodziny, potrafił po jednym telefonie przybiec i pomóc w potrzebie. Do końca taki był.

Fabuła

Szara polska rzeczywistość, zwykła rodzina. Ojciec zajmujący się zawodowo prasowaniem, zajmująca się synem matka, pracująca na drugą zmianę w hucie. Kłótnie o opiekę, brak czasu. W tym wszystkim dziecko, które niewiele poza pustym ojcowskim fotelem pamięta. Ojciec ulega wypadkowi. Dość dziwnemu, bo rozprasowuje się żelazkiem i jest niczym naleśnik. Teraz jest non stop w domu, ale to nie ten taka, który miał w nim być.

Matka, nie mogąc liczyć na pomoc męża, zabiera ze sobą syna do pracy, a tam dochodzi do tragedii. Znowu. Tym razem z udziałem chłopca. Jego wnętrzności zostają wypalone przez połknięta surówkę i tworzy się w nim coś na kształt rusztowania z trzech drucików. Jakim cudem sześciolatek żyje, nikt nie ma pojęcia. Nikt też nie wie, że już wkrótce stanie się człowiekiem żarówką. Jednak co to będzie oznaczało dla jego bliskich, otoczenia i przede wszystkim jego samego? I co się stanie, kiedy i jego matka ulegnie wypadkowi? Czy da się im trzem dalej budować rodzinę, kiedy jej głową staje się nastolatek?

Kreska

Z tym komiksem jest jak z krzywymi zębami: można kochać czyjąś diastemę, a można uzbroić szczękę w aparat ortodontyczny i wyprostować zgryz. Czarno-białe kadry, gruba kreska, artyzm w powijakach. Mało szczegółowych teł. Ale ta toporność tak dobrze oddaje surrealistyczny obraz zarówno czasów, które obrazuje, jak i historii. O to autorowi chodziło. To miała być brudna, prawdziwa, powolna historia, przy której wprowadzimy się w taki nieco gorzkawy nastrój.

Wydanie

Rzadko piszę jak wydane są komiksy, jednak tym razem muszę. Bo to jest piękne! To 624 strony całkiem zwykłego graficznie komiksu, który jest cudownie opakowany. Format bodajże A6, czernione brzegi, czarna cienka okładka, a pośrodku niej trzy para-miedziane wklęsłe druciki rozerwane na grzbiecie. Cudowna! Przypomina mi jedną z perełek introligatorskich, którą miałam możliwość podziwiać w Muzeum Sztuki Książki w Koszalinie: książkę przyciętą i poczernioną tak, że wyglądała jak grudka węgla. Pan Żarówka wygląda zaś jak wnętrze przepalonej żarówki.

Ciekawostka

Jak zbudowana jest żarówka? Żarówka to szczelna bańka szklana zawierająca drut wolframowy (wcześniej węglowy) zwany potocznie żarnikiem lub skrętką. Jest on podgrzewany przepływającym przez niego prądem elektrycznym. Z racji właściwości wolframu przy podnoszeniu temperatury zaczyna on parować. Parowanie sprawia, że drucik staje się coraz cieńszy, aż się przepala i pęka, a żarówka przestaje świecić.

Podsumowanie

Trochę smutna, nostalgiczna, magiczna, a przede wszystkim poruszająca historia o dorastaniu, wchodzeniu w dorosłość, pierwszej miłości i szukaniu swojego miejsca w życiu. Prostota rysunku miesza się tu z surrealistycznym scenariuszem, tworząc naprawdę niezapomniane dzieło. I pomyśleć, że jest to debiut komiksowy Wojtka Wawszczyka, znanego wcześniej z animacji o Jeżu Jerzym.


Na szybko:

Debiut, który miał nigdy nie ukazać się oczom publiczności. Kilka lat rysowania. I co? Może i proste rysunki, ale historia taka, że ze świecą, a nawet żarówką próżno szukać. Piękna, magiczna, nostalgiczna. O rodzinie, dorosłości, miłości i inności. Każdy powinien ją przeczytać!

Moni zdaniem:

Fabuła: 10/10
Kreska: 6/10
Bohaterowie: 9,5/10