Notat­nik słu­ży mi przede wszyst­kim do wpi­sy­wa­nia cze­go zabra­kło w lodów­ce i przy­po­mi­na­nia mi tego pod­czas zaku­pów. Są oso­by, któ­re bez notat­ni­ka nie wyobra­ża­ją sobie życia, pro­wa­dzą w nim dzien­nik, spi­su­ją pomy­sły albo rysu­ją. Light, uczeń tokij­skie­go liceum, jest posia­da­czem notat­ni­ka, któ­ry potra­fi zabi­jać. Brzmi jak tania wer­sja Mor­der­czej opo­ny? Nic z tych rze­czy, to świet­na man­ga detek­ty­wi­stycz­na z wąt­ka­mi para­nor­mal­ny­mi.

Bohaterowie

Light Yaga­mi to mło­dy nasto­la­tek. Wyso­ki, szczu­pły, wyspor­to­wa­ny. Widać, że dba o sie­bie. Dobrze się ubie­ra i jest na wskroś prag­ma­tycz­ny. Wła­ści­wie widu­je­my go przede wszyst­kim w przy­kład­nie dopa­so­wa­nym mun­dur­ku szkol­nym. Do tego nie­zwy­kle inte­li­gen­ty i ambit­ny, do tego pew­ny sie­bie. Wszyst­kie te cechy spra­wia­ją, że nie­zwy­kle się nudzi życiem ucznia. Ileż moż­na być dobrym bra­tem i synem, grzecz­nym mło­dzień­cem i dobrym uczniem. Jed­nak Yaga­mi nie ma powo­dów do jakie­goś mło­dzień­cze­go bun­tu, to nie w jego sty­lu. Notat­nik śmier­ci jest dla nie­go prze­pust­ką do cie­kaw­sze­go, peł­ne­go emo­cji życia. Ono kusi, a Light pod­da­je się tej poku­sie. Teraz już mu za mało i chce wię­cej: wła­dzy, pokla­sku i potę­gi. Cóż może być lep­szą bro­nią, przed czym wszy­scy drżą bar­dziej jak przed śmier­cią? Choć pierw­sze symp­to­my zdra­dza­ły jego upór w dąże­niu do celu, to dopie­ro wej­ście w posia­da­nie Notat­ni­ka śmier­ci poka­zu­je, że Light nie cof­nie się przed niczym, by osią­gnąć cel. Innych trak­tu­je mario­net­ko­wo, wyłącz­nie jako część swo­je­go pla­nu.

Fabuła

Nuda to głów­ny moty­wa­tor, by zro­bić coś inne­go, cza­sem nawet sza­lo­ne­go. Jeśli jesteś uczniem to wikłasz się w tajem­ni­cę, jeśli jesteś bogiem śmier­ci to dajesz jakie­muś śmier­tel­ni­ko­wi moż­li­wość poby­cia na wła­snym sta­no­wi­sku. Jeśli dwo­je znu­dzo­nych posta­ci: uczeń i shi­ni­ga­mi znaj­dzie się w tym samym cza­sie w tym samym miej­scu i z tym samym pomy­słem na zabi­cie nudy, to mamy dobry motyw na cie­ka­wa histo­rię. I taka wła­śnie jest opo­wieść o notat­ni­ku śmier­ci. Znu­dzo­ny mono­to­nią szkol­ne­go i domo­we­go życia geniusz jest świad­kiem nie­co­dzien­ne­go zda­rze­nia. W koń­cu nie każ­de­go dnia na zie­mię spa­da z nie­ba jakiś czar­ny notat­nik, zapi­sa­ny regu­ła­mi. Może to jakiś żar­cik albo prank? Może ukry­ta kame­ra? Może zwy­kły pamięt­ni­czek zdzi­wa­cza­łej nasto­lat­ki? Żeby się prze­ko­nać, czy zapi­sa­ne w notat­ni­ku regu­ły nie są ście­mą naj­le­piej je prze­te­sto­wać. Tyl­ko że jeśli dzia­ła­ją… to ktoś zgi­nie.

Kie­dy Light testu­je notes w jego świe­cie poja­wia się pra­wo­wi­ty wła­ści­ciel – demo­nicz­nie wyglą­da­ją­cy shi­ni­ga­mi. Oka­zu­je się, że tyl­ko chło­pak może go widzieć, co jesz­cze bar­dziej uatrak­cyj­nia całą zaba­wę. Bo dla Yaga­mie­go notat­nik śmier­ci wła­śnie tym się stał. Jed­nak poli­cja i CIA ma inne zda­nie na ten temat. Za dużo ludzi ginie. Ktoś musi za tym stać. Czas prze­pro­wa­dzić śledz­two. Kto był­by lep­szy do tej robo­ty gdy­by nie legen­dar­ny detek­tyw L? Pro­blem w tym, że nikt nie wie kim on jest, jak wyglą­da, a jego dzia­ła­nia są moc­no kon­tro­wer­syj­ne.

Kreska

Wizu­al­nie komiks pre­zen­tu­je się dobrze. Rzad­ko mamy do czy­nie­nia z tak szcze­gó­ło­wy­mi man­ga­mi, więc tym bar­dziej Death note cie­szy oko. Dopra­co­wa­ne są wszyst­kie ele­men­ty, zarów­no twa­rze posta­ci, jak i poszcze­gól­ne pla­ny. Sama man­ga jest dość poważ­na, więc nie mamy tu typo­wych dla tego gatun­ku roz­luź­nia­czy jak chi­bi czy fan­ser­wis. Jedy­nie zabaw­na mina Ryuka czy też dziw­ne zacho­wa­nie L-a może być źró­dłem weso­ło­ści., a i to deli­kat­nie jest daw­ko­wa­ne.

Ciekawostka

W death note jest aż 65 reguł i do tego spi­sa­nych po angiel­sku. Dla­cze­go? Język wybra­ny jest nie bez powo­du – angiel­ski jest obec­nie naj­czę­ściej zna­nym języ­kiem świa­ta i dość jed­no­znacz­nym do zro­zu­mie­nia. Każ­dy, kto pod­niósł­by notat­nik, może w pro­sty spo­sób zapo­znać się z zasa­da­mi regu­lu­ją­cych zapi­ska­mi.

Dla­cze­go jed­nak jest aż tyle zasad? Tu pod­ło­żem jest japoń­ska skru­pu­lat­ność. Tu nie ma pyta­nia o sen­sow­ność jakich­kol­wiek reguł, każ­dą przyj­mu­je się z poko­rą. Kiso­ku ha kiso­ku da – regu­ła to regu­ła. Pra­wo pisa­ne jest wręcz świę­te, dzię­ki nie­mu życie jest łatwiej­sze, prze­stęp­czość mniej­sza, a i błę­dów jest o wie­le mniej, kie­dy nikt nie musi zasta­na­wiać się jak coś zro­bić. Ot, choć­by sor­to­wać śmie­ci: u nas recy­kling sta­no­wi 4–5 pro­duk­tów pako­wa­nych w oddziel­ne kon­te­ne­ry czy wor­ki, w Japo­nii bywa, że to 30 róż­nych kate­go­rii, każ­da szcze­gó­ło­wo opi­sa­na w regu­la­mi­nie doty­czą­cej selek­tyw­nej zbiór­ki odpa­dów. W szko­łach dzie­ci uczą się, że trze­ba podą­żać za regu­ła­mi, a myśleć potem – coś zupeł­nie inne­go niż w Pol­sce, gdzie szu­ka­ne są tyl­ko luki w sys­te­mie i spo­so­by na omi­ja­nie reguł. Może to być fru­stru­ją­ce, ale narze­ka­nie też nie leży w natu­rze i przy­zwy­cza­je­niach Japoń­czy­ków.

Podsumowanie

Death Note, czy­li Notat­nik Śmier­ci, to naj­bar­dziej zna­ne dzie­ło duetu Take­shi Oba­ty (rysow­nik m.in. All you need is kill) i Tsu­gu­mie­go Ohi­by (sce­na­rzy­sta rów­nie dobre­go Baku­ma­na). Dzie­ło, któ­re­go adap­ta­cji nie­daw­no poku­sił się Netlix, ale… nie do koń­ca się ona uda­ła, więc nie pole­cam. Za to man­ga (i ani­me na jej pod­sta­wie) to coś, co trze­ba prze­czy­tać. Szcze­gól­nie, jeśli uwiel­biasz detek­ty­wi­stycz­ne wąt­ki roz­bu­do­wa­ne bar­dziej niż np. w Bun­gou Stray Dogs.

Na szybko
  • 9/10
    Fabu­ła — 9/10
  • 8.5/10
    Kre­ska — 8.5/10
  • 9.5/10
    Boha­te­ro­wie — 9.5/10
9/10

Moni zda­niem:

Kul­to­wa już man­ga Death note (Notat­nik śmier­ci) to nie jest kolej­ny sho­nen czy szkol­ne życie. Choć boha­te­ra­mi są mło­dzi ludzie, to są dia­blo spryt­ni i bli­żej im do star­cia Sher­loc­ka Hol­me­sa z Jeźdź­cem bez gło­wy, niż pod­ko­chu­ją­cych się w kole­żan­kach mło­ko­sach. Praw­dzi­wa grat­ka dla fanów detek­ty­wi­stycz­nych wąt­ków, cza­sem tro­chę para­nor­mal­nych.