Jeśli w komik­sie mamy jakie­goś super­bo­ha­te­ra, choć­by takie­go bez tajem­nej, nie­ziem­skiej mocy, a z dobrze wywa­żo­nym topo­rem, to jed­no jest pew­ne: będzie dużo wro­gów, któ­rzy uprzy­krzą mu doj­ście do celu. W dru­gim tomie Head Looper i Kar­ma­zy­no­wa Wie­ża Deka­pi­ta­tor ma jesz­cze wię­cej głów do ścię­cia niż w pierw­szym. I to raczej nie jest przy­pa­dek.

Bohaterowie

Błę­kit­na Wiedź­ma Aga­tha to chy­ba moja ulu­bio­na boha­ter­ka. Nic nie robi mi lepiej jak czy­ta­nie jej mono­lo­gów czy żar­ci­ki. Bo co jak co, ale to nie tyl­ko wiedź­ma z powo­du uży­wa­nia czar­nej magii, ale tak­że uży­wa­nia czar­ne­go humo­ru. Choć mamy do czy­nie­nia tyl­ko z – dosłow­nie! — gada­ją­cą gło­wą, to boha­ter­ka z krwi i kości, kości czasz­ki dokład­niej. Strasz­na z niej gadu­ła. Nie dzi­wo­ta, że zosta­ła zde­ka­pi­to­wa­na, sko­ro magię to raczej z przy­pad­ku uży­wa. A szko­da, bo siły w niej drze­mią­ce muszą być wiel­kie, sko­ro potra­fi roz­wa­lić w proch Czar­ną Otchłań.

Fabuła

Naj­dziel­niej­si wojow­ni­cy z róż­nych stron świa­ta przy­by­wa­ją do Kar­ma­zy­no­wej Wie­ży na zapro­sze­nie wład­cy. Takie­go zapro­sze­nia się nie odma­wia, co dokład­nie wie Zha­ania z ludu Kota, któ­ra stra­ci­ła już w ten spo­sób sio­stry i mat­kę. Teraz przy­szła kolej na nią. Wspól­nie z nowi­cjusz­ką Xho wyru­sza zatem, by pod­jąć wyzwa­nie i uchro­nić swój lud. Wraz z nimi podró­żu­je Nor­gal i przy­twier­dzo­na do pasa gło­wa Aga­thy. W skład gru­py wcho­dzi rów­nież nie­po­zor­ny Twer­pal, przed­sta­wi­ciel nie­po­zor­ne­go ludu Fon­ga, któ­ry chciał zastą­pić swe­go bra­ta Har­po w nie­bez­piecz­nej misji zdo­by­cia tro­nu Kar­ma­zy­no­wej Wie­ży. Przy­pad­ko­wo z Har­po zosta­je w Wie­ży uwię­zio­ny jesz­cze ich młod­szy brat. Koniec koń­ców w Wie­ży Urli­cha Dwa­kroć Prze­klę­te­go zosta­je uwię­zio­nych dzie­sięć osób. Jedy­nym spo­so­bem na uwol­nie­nie się jest odna­le­zie­nie czte­rech Krysz­ta­ło­wych Oczu, następ­nie poko­na­nie Ber­ser­ke­ra i na koń­cu też wład­cy Kar­ma­zy­no­wej Wie­ży. Tyl­ko zgra­na gru­pa może tego doko­nać. Czy jed­nak dzie­siąt­ka śmiał­ków może taką się stać?

Kreska

Jeże­li cho­dzi o war­stwę gra­ficz­ną, to prym wio­dą tu pro­ste rysun­ki. Łago­dzą nie­co bru­tal­ność, rpzez co odcię­te gło­wy aż tak bar­dzo nie stra­szą, a nawet, w przy­pad­ku Agha­ty, są śmiesz­ne. Duże wra­że­nie robią uży­te kolo­ry i chy­lę czo­ła nad pra­cą Jor­die Bel­la­ire. Jaskra­we kolo­ry nada­ją tej opo­wie­ści żywio­ło­wo­ści, a utrzy­ma­ne w jed­no­li­tej kolo­ry­sty­ce sce­ny w poszcze­gól­nych kom­na­tach są bar­dzo dobrze skom­po­no­wa­ne. Cie­ka­wym dodat­kiem są znaj­du­ją­ce się na koń­cu tomu szki­ce pro­jek­tów posta­ci i gale­rię okła­dek stwo­rzo­nych przez Andrew Mac­Le­ana, Tony’ego San­do­va­la (autor Węża wod­ne­go), Ban­ja­mi­na Mar­rę, Ryana Ottleya, Natha­na Fair­ba­ir­na, Skin­ne­ra Ale­xi­sa Zirit­ta.

Ciekawostka

Aga­tha plu­je ogniem. Czy jest to moż­li­we? W sumie jest, nie trze­ba do tego tajem­nych mocy. Plu­cie ogniem to trik cyr­ko­wy. Powsta­je w wyni­ku zapa­le­nia roz­py­lo­nej z ust łatwo­pal­nej cie­czy pod­czas jed­ne­go wydmu­chu. Poły­ka­cze ognia wytwa­rza­ją mgieł­kę z pal­nej cie­czy, poprzez wydmuch­nię­cie zgro­ma­dzo­nej w ustach sub­stan­cji. Do stwo­rze­nia tego efek­tu wystar­czy odpo­wied­nio uło­żyć war­gi, cza­sem uży­wa­ny jest mały roz­py­lacz (podob­ny do ust­ni­ka w trąb­ce).

Trik ten nie nale­ży do szcze­gól­nie trud­nych, jed­nak wyso­ce ryzy­kow­nych. Poły­ka­cze ognia muszą uni­kać wyso­ce wybu­cho­wych cie­czy, takich jak alko­hol lub cie­czy opar­tych na pali­wach. Sto­su­je się bez­piecz­ne mie­szan­ki o wyso­kiej tem­pe­ra­tu­rze zapło­nu (pow. 50 °C), a zara­zem posia­da­ją­ce niskie tem­pe­ra­tu­ry pale­nia. Ze wzglę­du na sto­sun­ko­wo bez­piecz­ną tem­pe­ra­tu­rę zapło­nu do wyko­na­nia tej sztucz­ki naj­czę­ściej sto­su­je się spe­cjal­ną para­fi­nę lub wyso­ko oczysz­czo­ną naf­tę, a po każ­dym plu­nię­ciu dokład­nie ocie­ra się usta chu­s­tecz­ką. No i — jak z sika­niem – nie robi się tego pod wiatr.

Podsumowanie

Tak jak w pierw­szej czę­ści znów dosta­je­my sta­ran­nie prze­my­śla­ną przy­po­wieść o odwa­dze, uczci­wo­ści i przy­jaź­ni, poda­ną w kon­wen­cji fan­ta­sy. Bez wydu­ma­nia, bez nie­po­trzeb­nych dopo­wie­dzeń czy try­wia­li­zo­wa­nia. Bez fan­ta­zyj­nej kre­ski. Jest pro­sto jak rąba­nie sie­kie­rą. I to jest dobre.

Pozo­sta­łe recen­zje Head Loope­ra:

Head Looper. Wyspa albo pla­ga bestii [tom 1]

Na szybko
  • 7/10
    Fabu­ła — 7/10
  • 6/10
    Kre­ska — 6/10
  • 7.5/10
    Boha­te­ro­wie — 7.5/10
6.8/10

Moni zda­niem:

Dobrze skom­po­no­wa­na, peł­na akcji opo­wieść fan­ta­sy o pra­cy zespo­ło­wej, tkwią­cych nawet w naj­od­waż­niej­szych śmiał­kach demo­nach z prze­szło­ści oraz zdra­dzie. Ten komiks dosko­na­le się czy­ta, a jeśli kochasz czar­ny humor i iro­nię, to tym bar­dziej będziesz zado­wo­lo­ny.