Jako matka małych fanów Pokemonów nie mogłam nie iść do kina na film Pokemon: Detektyw Pikachu. Choćby po to by pobyć choć odrobinę w klimatyzowanym pomieszczeniu – wszak poza nim to 30 stopni na plusie nawet w mojej lodówce! Ale to nie był najbardziej udany seans mojego życia. Co w pierwszym filmie live-action mnie zanudziło? A co się podobało?

Bohaterowie

Jak na firm amerykański mamy standardowego, prostego niczym umeblowanie pokeballa bohatera. Modni są teraz ciemnoskórzy bohaterowie (jak w Death note od Netflixa), więc nasz protag jest także z tych mocniej opalonych. Tima Goodmana, bo tak ma ów na imię, gra Justice Smith i przynajmniej nie jest tak drewniany jak jego partnerka, dziennikarka Lucy (grana przez Kathryn Newton). Tim to młodzieniec, który zakorzenił się w jakimś prowincjonalnym miasteczku, na słabym stanowisku mało znanego towarzystwa ubezpieczeniowego. Choć jego marzeniami było zostać Terenem Pokemon, to szybko zarzucił je, by twardo stąpać po ziemi. Ogólnie pokemony kompletnie go nie słuchają, więc nic dziwnego, że sobie odpuścił. Mieszka u dziadków, gdyż ojciec wyjechał do większego miasta, a matka nie żyje. Powoli traci przyjaciół, bo z prowincji coraz więcej ich wyjeżdża. On jednak czuje się tu jak u siebie, choć może gdzieś w głębi tli się jeszcze jakiś odłamek ducha przygody. Być może ten tlący się płomyk można wzniecić do płomieni Charizarda np. detektywistyczną historyjką snutą przez Pikachu. Bo choć żółty futrzak jest słodki, to także mocno wygadany. I jest jeszcze coś, co warto dodać: Tim rozumie Pikachu. Ale… to zupełnie inna historia.

Fabuła

Tim wyrusza posprzątać mieszkanie po ojcu. Co jak co ale nie spodziewa się znaleźć tam niczego ciekawego. Może kilka pamiątek, książek, gadżetów. O trupach nie mówi się źle, ale w sumie Tim nie ma zbyt wiele o ojcu do powiedzenia. Tym bardziej przybija go to, że pokój, który czeka na niego, nie zmienił się wcale i nadal wiszą na ścianach plakaty pokemonów. Nie spodziewa się jednak spotkać jednego z nich a już na pewno nie pomyślałby nawet, że z jakimś będzie rozmawiał i razem rozwikływał zagadkę dlaczego go rozumie i dlaczego właściwie, i czy, ojciec Tima zginął. Na szczęście Pikachu, choć z pamięcią u niego krucho, to nadrabia nadpobudliwością i logicznym myśleniem. Do tego potrafi zjednać sobie potrzebnych ludzi np. ciekawską dziennikarkę Lucy. Taki dream-team powoli niczym puzzle układa w jedną całość historię śmierci ojca Tima. Będzą w nią uwikłane nie tylko osoby z najwyższych szczebli miasta Ryme City, w której Pokemony i ludzie są sobie równi (przypomina nieco ideę Zwierzogrodu), a także niektóre Pokemony. Na szczęście, jak to w filmach dla 7-latków przystało, wszystko kończy się w miarę dobrze, a żaden Pokemon nie ucierpiał.

Choć fabuła jest naprawdę niewyszukana, jest coś, na co nie mogłam narzekać: ukazanie Pokemonów w harmonii z naturą. Jakże pięknie wyglądały stada Pidgeotto kołujące nad łąkami, mieszkające na skalistym klifie Bulbasaury otoczone delikatnymi Morelullami, radośnie pluskające się Magikarpie czy skaczące po gałęziach Aipomy. Także wykorzystanie charakterów niektórych Pokemonów i ukazanie ich w relacjach z ludźmi: pomoc wodnych pokemonów Squirtele, walczących ramię w ramię ze strażakami, migrenogenny Psyduck, śpiewające w pubach Jigglypuffy, tarasujące drogę śpiace Snorlaxy czy pomagające rozniecać ogień Charmandery. Świetnie ukazany był milczący mim nad mimami, czyli Mr. Mime, którego występ był chyba najbardziej udanym gagiem z wszystkich w całym filmie. Tak, takie smaczki lubię i żałuję, że nie było ich więcej.

A czego najbardziej brakowało? Prawdziwych protagonistów z uniwersum czyli Asha, Misty czy Brocka. No nawet identycznych policjantek Jenny czy pielęgniarek Joy!

Dubbing

W rolę tytułowego futrzaka wcielił się głosem Maciej Stuhr. Cóż, jaki kraj taki Ryan Reynolds. Jednak czegoś mi tu brakowało. Niby Pikachu miał być bardziej zadziorny niż miękki, zakręcony niż potulny, podejrzliwy niż ufny, to jednak miałam wrażenie, że nie tego głosu chciałam, by użyczono zwierzakowi.

Ciekawostka

Jeśli chcielibyście zobaczyć prawdziwe lokacje ukazane w filmie, to najlepiej byłoby szukać ich w Londynie (np. budynek St Mary Axe czy znaki londyńskiego metra), prowincjonalnym Watford i lasach Minley w UK, szkockich łąkach czy ulicach Denver w USA.

Podsumowanie

Choć ja jako rodzic znający uniwersum Pokemon, grający kiedyś choćby w Pokemon GO wynudziłam się jak mops, to twórcy filmu Pokemon: Detektyw Pikachu znaleźli pomysł, by film miał swoich entuzjastów nie tylko wśród ludzi obytych w temacie, ale i nowych widzów jak część rodziców czy nieznające stworka dzieci. Film jest delikatną komedią, choć bez problemu znajdziemy w nim tak uniwersalne odniesienia jak wiarę w miłość, przyjaźń czy rodzinne więzi. Przygotujcie się na sequel – jest już zapowiedziany.


Na szybko:

Dobry film dla dzieci: prosty, z puchatymi stworzonkami, prawie bez przemocy. Ale dorosły zwyczajnie się na nim będzie nudził. Na szczęście Mr. Mime, całkiem udana gra aktorska Justice’a Smitha oraz pojawienie się w końcowych scenach Ryana Reynoldsa choć odrobinę wynagradzają te godzinę i 44 minuty seansu.

Moni zdaniem:

Fabuła: 5/10
Bohaterowie: 5/10