Jak trwo­ga to do Boga, ale w przy­pad­ku boha­te­rów Walecz­ne­go tur­nie­ju to raczej powin­ni­śmy mówić, że jak trwo­ga to do bożej łaski. Debiut komik­so­wy Agniesz­ki Kwa­śnik, na tyle dobry, że chcę zoba­czyć jak się roz­wi­nie gra­ficz­nie i sto­ry­tel­lin­go­wo.

Bohaterowie

Moż­na by o nich rzec czte­rech wspa­nia­łych, ale nie są oni tak wspa­nia­li. Heike to przy­wód­czy­ni nie­ty­po­wej gru­py wojow­ni­ków, któ­rych celem jest przy­go­to­wa­nie mło­do­cia­ne­go Floy’a do wal­ki we wiecz­nym tur­nie­ju. To mitycz­na potycz­ka, któ­rej nie do koń­ca wia­do­mo, czy moż­na wygrać, ale jeśli tak, to ist­nie­je praw­do­po­do­bień­stwo, że cały świat się zmie­ni. Floy jest tro­chę jesz­cze nie­opie­rzo­nym wojow­ni­kiem, dopie­ro się uczy, ale ma poten­cjał. Jest nie­sa­mo­wi­cie szyb­ki. Nie­ste­ty nie grze­szy rozu­mem, czę­sto stre­su­je się, co nie pozwa­la na łącze­nie się tele­pa­tycz­nie z jego umy­słem. Pier­wot­nie w kon­kur­sie miał brać udział Jeff, jed­nak nie został osta­tecz­nie wybra­ny. Wła­da on cie­ka­wą elek­trycz­ną bro­nią. Kwar­tet poszu­ki­wa­czy arte­fak­tów do roz­po­czę­cia wiecz­ne­go tur­nie­ju zamy­ka Gün­ter, któ­ry jest jed­nym z ostat­nich cza­row­ni­ków voo-doo i potra­fi z popio­łu for­mo­wać prze­róż­ną broń bia­łą dla swo­ich kom­pa­nów (tro­chę jak boha­ter The Inno­cent).

Fabuła

Osią komik­su jest podróż po kil­ka potrzeb­nych do odby­cia wiecz­ne­go tur­nie­ju arte­fak­tów: Smo­czą krew, miecz Pierw­sze­go Kró­la oraz Bożą łaskę. Wiecz­ny tur­niej jest legen­dar­ną potycz­ką naj­lep­szych wojow­ni­ków na świe­cie. Podob­no nie­zwy­cię­żo­ny król, któ­ry zapro­wa­dził pokój na zie­mi, stwo­rzył tur­niej, by ludzie wszel­kie waśnie roz­wią­zy­wa­li wła­śnie pod­czas jego trwa­nia. Nie­ste­ty nikt nigdy nie wygrał tur­nie­ju. Na łożu śmier­ci król uga­dał się z boga­mi, że jeśli znaj­dzie się śmia­łek, któ­ry wygra tur­niej, oni speł­nia jego życze­nie. To wła­śnie dla­te­go Heike i chło­pa­ki muszą zna­leźć dodat­ko­we siły dla wysta­wia­ne­go w tur­nie­ju Floya. Dzię­ki smo­czej sile, mie­czo­wi i bożej łasce tur­niej wygra z pal­cem w nosie. Jed­nak nie jest łatwo ani zdo­być smo­czą krew, znaj­du­ją­ca się w kró­le­stwie, w któ­rym nie moż­na kła­mać, ani odpo­wied­ni miecz, sko­ro naj­lep­si kowa­le są w kra­ju wro­ga, ani tym bar­dziej utrzy­mać się z dale­ka od mocy krysz­ta­łu z bożą łaską, któ­ry kusi, by użyć go do wła­snych celów, a nie by speł­nić życze­nie dla dobra ludz­ko­ści, choć­by było nim usta­no­wie­nie wiecz­ne­go poko­ju na świe­cie. Oka­zu­je się, że naj­go­rzej jest mieć wro­ga w swo­ich wła­snych sze­re­gach.

Kreska

Wiecz­ny tur­niej to debiut Agniesz­ki Kwa­śnik. I to napraw­dę widać tak­że pod wzglę­dem kre­ski. Fakt – jest cie­ka­wa, posta­cie są napraw­dę dobrze zapro­jek­to­wa­ne i cie­szą oko, kadry naj­czę­ściej nie zio­ną pust­ką, szcze­gó­ło­wość potra­fi zasko­czyć. Jed­nak minu­sem jest nie­zde­cy­do­wa­nie, nie­rów­ność rysun­ków. Raz są psy­cho­de­licz­ne cie­nie, innym razem bra­ku­je im rastrów, kre­ska bywa deli­kat­na po topor­ną, pro­por­cje czę­sto są zachwia­ne, przez co mimi­ka twa­rzy cza­sem jest aż gro­te­sko­wa. Za to sce­ny wal­ki są na przy­zwo­itym pozio­mie i np. w ostat­nim roz­dzia­le mogli­śmy napraw­dę zoba­czyć cie­ka­wą wal­kę wręcz głów­nych boha­te­rów. Jestem cie­ka­wa jak kre­ska Agniesz­ki się roz­wi­nie w kolej­nych komik­sach, bo jest moc.

Ciekawostka

Jed­nym z atry­bu­tów tur­nie­jo­wi­cza jest tzw. boża łaska. To nic inne­go jak krysz­tał z boską mocą, pozo­sta­łość po bogach, Po dotknię­ciu Bożej łaski oso­ba sta­je się „umi­ło­wa­nym” i obda­rzo­nym przez jed­ne­go z bogów jego mocą. Pech jeśli dotknie­my krysz­tał z mocą Dio­ni­zo­sa. Każ­da łaska jest uni­kal­na, ale samo umi­ło­wa­nie jest swo­istym prze­kleń­stwem, a nie darem. Pierw­szym zna­kiem, że posia­dasz moc, są bia­łe wło­sy. Im bar­dziej opa­nu­je się moc boską, tym wię­cej ich na gło­wie. Jed­nak nie zawsze moce nie­śmier­tel­nych są umi­ło­wa­nym sprzy­ja­ją­ce. Jeśli umysł nie współ­gra z mocą, ta zawład­nie cia­ło, a zaraz po nich zmą­ci się tak­że myśl i oso­ba obda­rzo­na popa­da w sza­leń­stwo. Na szczę­ście odda­le­nie się od Boskiej łaski na wię­cej niż 10 cm powo­du­je utra­tę mocy i śpiącz­kę ex-umi­ło­wa­ne­go. Ponow­ne dotknię­cie innej Boskiej łaski spo­wo­du­je eks­pre­so­we posta­rze­nie się, a nawet śmierć.

Podsumowanie

Zaczy­na się petar­dą i koń­czy z nie­do­po­wie­dze­niem. Oto histo­ria dro­gi, jaką musia­ła prze­być czwór­ka kom­pa­nów, któ­rych łączył jeden cel: wysta­wić jed­ne­go z nich do wal­ki o speł­nie­nie marze­nia, któ­re może zba­wić świat. Jed­nak nie wszyst­ko idzie jak z płat­ka.

Na szybko
  • 7.5/10
    Fabu­ła — 7.5/10
  • 7/10
    Kre­ska — 7/10
  • 8.5/10
    Boha­te­ro­wie — 8.5/10
7.7/10

Moni zda­niem:

Dobry debiut, w któ­rym nawet nie­do­cią­gnię­cia nie są aż tak rażą­ce, by unie­moż­li­wia­ły przy­jem­ność z czy­ta­nia. Cie­ka­wa histo­ria, cie­ka­we posta­cie i nawet nazew­nic­two ory­gi­nal­ne. Podo­ba mi się wykre­owa­na klam­ra całej opo­wie­ści, nagły zwrot akcji i zakoń­cze­nie. Jest napraw­dę dobrze – cie­ka­we jak będzie w kolej­nych komik­sach autor­ki.