Są sprawy, o których warto mówić i taką właśnie są obozy koncentracyjne. Bo choć nie jest to wymysł nazistowskich Niemiec (obozy koncentracyjne były znane już w II poł. XVIII w. w Rosji!), to jednak najwięcej ich było i uznawane były za instrument masowego terroru właśnie te z czasów III Rzeszy. Do jednego z takich miejsc, do Ravensbrück, gdzie Francuski stanowiły zaledwie 7,3 % więźniarek, trafiła Francine, młoda mieszkanka małego francuskiego miasteczka.

Bohaterowie

Francine była drugim z sześciorga dzieci pewnej pary z Pouily-sous-Charlieu. Rodzice szybko zeszli z tego świata: matka z powodu powikłań pooperacyjnych, ojciec ze słabości – powiesił się, gdyż nie mógł dać sobie rady z gromadką dzieci. Nie powiem, ta część życiorysu Francine chyba najbardziej mną wstrząsnęła. Tylko jeden dziadek postanowił zaopiekować się nimi wszystkimi, bez rozdzielania. Babka ze strony matki najchętniej rozdzieliłaby rodzeństwo. To drugi moment, w którym krew się we mnie zagotowała (a dopiero mamy pierwszą stronę komiksu!). Francine pracowała jako pończoszarka zanim aresztowało ją gestapo z powodu pomocy partyzantom. Zesłano do obozu, gdzie pomimo głodu, brutalności i złych warunków miała na tyle odwagi, by sabotować pracę w fabryce zbrojeń i tyle szczęścia, że zawsze znalazła się jakaś pomocna dłoń, dzięki której ostatecznie udało jej się przeżyć.

Fabuła

Fabułę komiksu można by było zawrzeć w trzech słowach: aresztowanie, obóz i wyzwolenie. Rozwijając ją dowiemy się, że Francine złapało gestapo, bo ktoś z partyzantów, wśród których był jej brat, wydał resztę grupy. Francine trafiła na przesłuchanie, które było niezwykle brutalne. Jednak, co wspomina z ulgą, nie była to wanna, czyli podtapianie. Oczywiście skazanie było tylko kwestią czasu, a celem przesłuchania tylko wydanie kogoś jeszcze, a nie uniewinnienie. Trafiła więc do obozu koncentracyjnego Ravensbrück.

Komiks doskonale odmalowuje panujące w nim warunki: ciasnotę, brutalność kappo, bezsilność więźniarek, głód, choroby, robactwo, eksperymenty medyczne, po których kobiety stawały się bezpłodne, upodlenie, durne zarządzenia i wymęczające rozkazy. Ale pokazuje też, że niektóre z więźniarek dalej walczyły z nazizmem, że nie poddały się, że można nawet w takich warunkach pomagać innym jak to robił np. Algierczyk. A nawet, że w wielu przypadkach tylko szczęście mogło wpłynąć na to, czy ktoś przeżył, czy szedł do gazu jak w przypadku otrzymania różowej kartki zwalniającej z pracy w obozie. A przecież kto nie pracuje, nie żyje.

Skoro udało się zapisać wspomnienia Francine musiała ona przeżyć obóz. Tak też było. Fabuła nie kończy się jednak w dniu wyzwolenia, a pokazuje jeszcze jak kobieta wracała do rzeczywistości w pierwszych dniach wolności, jak wyglądała kwarantanna poobozowa oraz jak przywitało ją jej rodzinne miasteczko po powrocie.

Ciekawostka

Pełny tytuł albumu brzmi Kroniki Francine F. Działaczki ruchu oporu i więźniarki obozów koncentracyjnych kwiecień 1944 – lipiec 1945. Kim jest tytułowa bohaterka tak naprawdę? Według jej znajomych to starsza kobieta, która może i przeszła piekło, ale lubi podkoloryzować niektóre fakty, więc nie w każdy trzeba wierzyć. Z opowieści nagrywanej przez Borisa Golzio na taśmy powstał właśnie ten komiks. Była jego kuzynką, Francine Rivollier. Urodziła się 1 kwietnia 1922 roku. W czasie wojny razem ze swoją siostrą Marie-Louise została aresztowana przez gestapo za działania w podziemiu. Po torturach podczas przesłuchania obydwie je wysłano do obozów koncentracyjnych: najpierw obydwie trafiły do Ravensbrück, a później każdą do innego podobozu. Tu Francine pracowała w zakładach zbrojeniowych, gdzie dalej sabotowała pracę. Byle tylko napsuć Niemcom krwi. Została uratowana przez duński Czerwony Krzyż. Zmarła w 2003 roku we Francji.

Kreska

Mocno uproszczona kreska Gozlio, na tyle, że postacie mają tylko oczy i nosy, a brak im zmarszczek mimicznych czy ust, sprawia, że dość ogólna historia jest jeszcze bardziej ogólna. Być może ten zabieg był celowy, by uwzględnić niedoskonałość ludzkiej pamięci, która wymazuje tarze, całe zdarzenia, przeinacza fakty. Kadry są malowane w brązowych odcieniach. Jedynymi kolorami są naszywki i opaski obozowe, które nosiły więźniarki oraz sukienki trzech wyzwolonych kobiet, symbolizujące kolory flagi Francji i zarazem ich wolność: niebieski, czerwony i biały.

Podsumowanie

Z literatura obozową jestem za pan brat i niewiele jest w stanie mnie zaskoczyć. Tym bardziej, jeśli wezmę pod uwagę fakt, iż bohaterka spędziła w obozie ledwo rok. Odrobinę nie podobał mi się wywyższający się ton jej wypowiedzi: Polki były brudne i zawszone, Francuzki czyste i ledwie pluskwy je gryzły itp. Sporo też nieścisłości było we wspomnieniach Francine, jednak pamięć płata figle i takie rzeczy są możliwe. Duży w tym miejscu plus dla autora, który często uzupełniał czy prostował zeznania świadka o dane historyczne. Dla mnie będzie to kolejne świadectwo, które nie będzie różniło się od setek innych.