Kiedy ścierają się dwaj inteligenci nie ma mordobicia czy machania szabelką – Death note to walka na umysły. Taki shonen z wątkiem kryminalnym i nadnaturalnym w postaci boga śmierci jest naprawdę bardzo ciekawym zestawieniem gatunków! Jednak co może łączyć Kirę, bohatera mangi, z Julío Santaną, największym płatnym zabójcą Brazylii?

Bohaterowie

Tym razem bohaterką tomu jest kobieta. Shoko Maki, a może raczej Misora Naomi to była agentka FBI, która razem ze swoim narzeczonym przyjechała do Japonii. On miał tu śledztwo, ona – miała go poślubić i już nie wracać do zawodu. Gdyby nie śmierć agenta pewnie byliby razem, a tak dziewczyna wkręca się w prywatne śledztwo i prawie odkrywa prawdziwą tożsamość Kiry. Jest dosłownie o krok od ujawnienia znanych i wydedukowanych przez nią informacji policji. Gdyby jeszcze chciał ją ktoś wysłuchać…

Z całej serii postać Shoko Maki jest dla mnie najbardziej tragiczną ze wszystkich. Do końca walczy, wierzy w sprawiedliwość mimo własnej prywatnej tragedii. Stara się być zapobiegliwa, ale gubi ją ufność w lepkie słówka Lighta. Jest chyba najtragiczniejszą ofiara Kiry, taką, którą najbardziej się pamięta. Inni byli albo złoczyńcami, albo śledczymi – ona pojawiła się przypadkiem nie tam, gdzie powinna. Złe miejsce, zły czas, złe decyzje.

Fabuła

Light jest w swoim żywiole. Choć ścigają go nie tylko policjanci z Japonii, ale i amerykańskie FBI, on nadal jak gdyby nigdy nic udaje grzecznego, zaabsorbowanego egzaminami czy zainteresowanego rpacą ojca chłopakiem. Jednak nie próżnuje: jeden po drugim pozbywa się kolejnych przeszkadzających mu w byciu prawdziwym mesjaszem (ale takim bez poświęcania się!) narodu, a może i całego świata.

Jednak nie samym Lightem i Kirą żyje czytelnik drugiego tomu Death note’a. Pojawia się druga ciekawa osoba, nasz protagonista L. Wcześniej znaliśmy tylko jego ukryte przesłanie, teraz zaś poznajemy jak wygląda, jak mieszka oraz jakie ma tiki nerwowe. W końcu nawet genialni detektywi mogą mieć jakieś dziwactwa, prawda? Razem z sześciorgiem funkcjonariuszy tokijskiej policji będzie po kryjomu rozwiązywał co takiego tak naprawdę przekazuje im Kira i dociekał jaki kolejny krok zrobi. Walka dopiero się zaczyna!

Kreska

Death note jest drugim, po Hikaru no go, komiksem rysowanym przez Takeshiego Obatę. I widać tu już wprawioną rękę rysownika. O wiele dojrzalsza kreska niż poprzednio, staranniejsze projekty postaci, dbałość o tła i szczegóły, świetnie narysowane charakterystyczne twarze bohaterów, fenomenalna kreacja Ryuka.

Ciekawostka

Natrafiłam na innego, całkiem żywego człowieka, który podobnie jak Light prowadził własny notatnik śmierci. Działał jednak inaczej – był to spis 492 osób, które zmarły z jego rąk. Tą osobą był Julío Santana, największy płatny zabójca w historii, który do dziś żyje sobie gdzieś w lasach Brazylii na „emeryturze”. Jego życie, powody zabijania czy też ciekawe przypadki zbrodni fenomenalnie opisał Klestet Cavalcanti, brazylijski dziennikarz śledczy, w książce Nazywają mnie śmierć. Dziennikarz siedem lat zdobywał zaufanie Santany, by ten opowiedział mu nie tylko swoją historię, ale i wyjawił niektóre nazwiska czy pokazał swoją twarz.

Kim był Julío Santana? Początkowo poznajemy go, tak jak Lighta, jako zwykłego chłopaka. Z tą różnicą, że ani się nie nudził, ani nie chodził do szkoły. Ten siedemnastolatek mieszkał na głębokiej prowincji, gdzieś nad brzegiem rzeki Tocantins, w município Porto Franco, w południowo-zachodniej części stanu Maranhăo. Miał rodzeństwo, kochających rodziców, dobre oko strzelca i dziewczynę w sąsiedniej wiosce, z którą trochę potajemnie się spotykał. Ich dom nie miał prądu, a jedyną rozrywką były opowiadania o życiu w mieście stryja Cícero. To właśnie on dał chłopakowi pierwsze zlecenie, wprowadzające w świat rewolwerowców, a potem zabrał do miasta. To on mamił dzieciaka, a potem młodego człowieka, życiem na wyższym poziomie, piciem coca-coli i „panienkami z Wietnamu” jak nazywano prostytutki. Wreszcie to on nauczył go przykazań rewolwerowca i dość pokrętnie wytłumaczył, że Bóg odstąpi od kary za zabójstwo jeśli odmówi się 10 zdrowasiek i 20 ojczenaszów zaraz po zabójstwie.

Julío prowadził własny spis zamordowanych: w notatniku wyglądającym jak zeszyt z okładką z Kaczorem Donaldem, który trzymał w starym plecaku, znajdowały się imiona i nazwiska nie tylko zabitych, ale i zleceniodawców. Cenny dowód, który teraz gnije gdzieś w odmętach rzeki Tocantins. Nie zabijał dla dobra świata jak Light, nie czuł się bogiem. Nie chciał nawet znać powodów, dla których zabija, choć zleceniodawcy z chęcią mu o nich opowiadali, jakby to miało umniejszyć ich winę. Był zwyczajnym płatnym mordercą. Pomylił się tylko raz i do śmierci będzie śnić mu się twarz tego nieszczęśnika.

„Zabijam tylko wtedy, kiedy mi płacą za zabijanie.”

Książkę przekazała do recenzji księgarnia internetowa selkar.pl.

Podsumowanie

Niezadowolona z czytania drugiego tomu Death note może być tylko osoba, która spodziewała się jakiegoś wątku romantycznego, bo go tu nie znajdzie. Za to mamy pełnoprawny kryminał i sensacje, ze ciekawymi zwrotami akcji, zabójstwami, zagadkami; mamy wątek nadnaturalny w postaci boga śmierci oraz shonena, choć nieco w innej postaci, gdyż starcia raczej będą tu nie na pięści, a na taktykę. Świetny, trzymający w napięciu tom, w którym zobaczymy po raz pierwszy twarz L’a.

Pozostałe recenzje serii Death note: tom 1.

Inne zrecenzowane mangi Tsugumiego Ōby lub Takeshiego Obaty: Bakuman, All you need is kill.


Na szybko:

W poprzednim tomie poznaliśmy antagonistę, teraz czas na protaga: pojawia się L. A wraz z nim pojawia się zalążek walki pomiędzy nim a Kirą. Walki, w której zginie jeszcze niejedna osoba wpisana do notatnika śmierci, ale także w której będą się ścierać najtężsi taktycy i śledczy świata!

Moni zdaniem:

Fabuła: 9/10
Kreska: 8,5/10
Bohaterowie: 9,5/10