Stacja Tokio Ueno, Yu Miri

Stacja Tokio Ueno, Yu Miri

10 lipca 2026 0 przez Monika Kilijańska

Dla mnie i dla większości turystów i mieszkańców Tokio, Park Ueno kojarzy się z miejscem, do którego w sezonie kwitnienia wiśni lub w dowolnym innym czasie można dojechać linią Yamanote, aby odwiedzić liczne muzea i zoo. Jednak w samym sercu Tokio znajduje się liczna społeczność bezdomnych. To właśnie o nich jest Stacja Tokio Ueno.

Bohaterowie

Długo nie wiemy jak ma na imię, choć jest narratorem. Jednak dowiadujemy się wszystkiego o jego rodzinie pozostawionej w Yasawie, w regionie Tōhoku. Biednej rodzinie. Rodzinie, która musiała albo ciężko pracować na roli, albo przy połowach, albo ratować się imigracją zarobkową do Tokio. Kazu był za młody, by brać udział w wojnie. Skończyła się, gdy miał dwanaście lat. Był najstarszy z siedmiorga rodzeństwa. Ożenił się dość młodo, ale przy żonie i dwójce dzieci, synku Kōichim i córce Yōko, właściwie pewnie z rok był właśnie ze względu na pracę daleko od domu. Najczęściej najmował się przy budowie infrastruktury na Olimpiadę w Tokio w 1964 roku. Bardzo pracowity i samowystarczalny. Podczas rozłąki brał nadgodziny, mieszkał w najtańszych kwaterach i właściwie nie pił i nie chadzał do domów uciechy. Miał wprawdzie epizod z pewną hostessą, ale nigdy ich relacja nie wyszła poza normy moralne. Bardziej potrzebował z kimś porozmawiać i przebywać, niż odwzajemniać jakiekolwiek uczucia. Urodził się tego samego dnia co cesarz, a jego syn tego samego dnia co następca tronu. Mimo to jego matka twierdziła, że Kazu nie ma szczęścia.

Fabuła

W nieliniowy sposób śledzimy losy Kazu, który, jak wynika z opisu na stacji Ueno w Tokio, wydaje się być duchem. Jego duchowy status może symbolizować to, że bezdomni nie są zauważani przez przechodzących pracowników i ogólnie „ludzi z domami”. Historia jego życia opowiada o powojennych trudnościach i losie człowieka pracującego z dala od domu, wysyłającego pieniądze, ale tęskniącego za dorastaniem swoich dzieci. Wreszcie takiego, który nie chce swoją starością obciążać innych i woli spędzić ostatnie lata na byciu bezdomnym.

Oprócz historii życia Kazu, w książce pojawia się również historia Parku Ueno, ważnego miejsca w historii Japonii, oraz wgląd w tradycje kulturowe, takie jak buddyjskie obrzędy pogrzebowe. Dużo uwagi poświęcamy opisom przyrody, od parku, w którym Kazu spędził ostatnie lata swojego życia, po relację z wystawy malarstwa kwiatowego w jednym z muzeów Ueno. Jest tu mnóstwo monologów, od bardzo przyziemnych (o sardynkach czy suszonych mątwach w kontekście niedoborów witaminy B1 u kotów) po niemalże zbiorowe (o restauracji Meiji, samym parku Ueno).

Ciekawostka

Stacja Tokio-Ueno jest ostatnią stacją linii kolejowej Jōban i Głównej Linii Tōhoku. Była zwana bramą na północ. To tu wysiadali robotnicy, ściągani z dalekich terenów prefektur m.in. Fukushimy. Sam park zwany jest Cesarskim Darem – Parkiem Ueno. Ma to związek z dotacją na jego powstanie, przekazanej miastu Tokio przez cesarza Taishō w 1924 roku na część małżeństwa Hirohito.

Podsumowanie

Za każdym razem, gdy czytam powieść przetłumaczoną z japońskiego, uderza mnie jej elegancja i w pewnym sensie nostalgia. Najlepiej mogę ją opisać jako rodzaj ciszy, niezależnie od tego, jak wiele dzieje się w fabule. Od razu widać, że to proza kogoś, kto wychował się w kraju, w którym wielbi się krótki żywot kwitnących wiśni.

To, co uderzyło mnie emocjonalnie, to okrucieństwo działań przeciwko bezdomnym, mających na celu utrzymanie ich w ruchu, pozbywanie się ich miejsc noclegowych tłumacząc to upiększaniem parków, zmuszanie ich do odejścia, gdy cesarz odwiedza muzeum itd. Czy my, jako społeczeństwo, widzimy tych ludzi, czy są po prostu nieestetycznymi przeszkodami? Czy traktujemy jak duchy?

Z drugiej strony, widząc jak radzą sobie (albo raczej nie radzą) z bezdomnością inne kraje, równające fawele z ziemią, rozganiające dzikie pola namiotowe, izolujące ludzi w gettach, pozwolenie na swój własny domek z kartonu i niebieskich plandek, składanie ich i oddawanie tej namiastki domu, nadal wydaje mi się to bardziej humanitarne niż pozbywanie ich właściwie wszystkiego. I ten japoński porządek: każdy kartonowo-plandekowy domek jest składany i każda z części parku gdzie indziej je składuje. Miejsca są oznaczone, ludzie powiadomieni o terminie “porządkowania”. Do tego każdy domek jest oznakowany. Nie ma bałaganu nawet w przypadku przesiedlania bezdomnych!

Patrząc jako Europejka na przedstawioną historię bezdomności nie mogę nadziwić się jeszcze jednemu: sposobie przeliczania pieniędzy. Zebrane 300 puszek to nie najtańsze wino i papierosy, a ciepły udon, kąpiel w onsenie, nocleg w kawiarence mangowej, kinie dla dorosłych czy hotelu kapsułowym kiedy jest czas “polowania”.