Podró­że w cza­sie to motyw dość powszech­ny w kul­tu­rze. Od fil­mów, po książ­ki, koń­cząc na man­dze boha­te­ro­wie mniej lub w bar­dziej uda­ny spo­sób zmie­nia­ją prze­szłość lub sta­ra­ją się zro­zu­mieć przy­szłość. Jed­nak chy­ba nigdy w Japoń­skich książ­kach z obraz­ka­mi nie potrak­to­wa­no tak wie­lo­wąt­ko­wo tego tema­tu jak w Steins;Gate, któ­ry w koń­cu docze­kał się nie­daw­no dru­gie­go sezo­nu. Zapra­szam na recen­zję pierw­sze­go nim się­gnie­cie po kolej­ny.

Bohaterowie

Rin­ta­rou Oka­be to napraw­dę eks­cen­trycz­ny samo­zwań­czy nauko­wiec. Cecha­mi szcze­gól­ny­mi jest wiecz­nie przy­wdzia­ny bia­ły kitel oraz roz­mierz­wio­na czu­pry­na i demo­nicz­ny śmiech. Uwiel­bia pić napój Dr Pep­per.

 

Poza dziw­ny­mi teo­ria­mi, masą nie­dzia­ła­ją­cych pro­to­ty­pów maszyn, któ­re wyna­lazł, musi posia­dać nie­zwy­kła cha­ry­zmę, bo nor­mal­nie nikt za takim dzi­wa­kiem nie poszedł­by nawet dwa kro­ki. Jed­nak Rin­ta­rou, cza­sem nazy­wa­ją­cy sam sie­bie Kyōma Hōōin lub przez przy­ja­ciół­kę Oka­rin, potra­fił zjed­ny­wać sobie ludzi i robić z nimi napraw­dę sza­lo­ne wyna­laz­ki. Jako głów­ny „dyrek­tor” labo­ra­to­rium znaj­du­ją­ce­go się w jego miesz­ka­niu usil­nie pró­bu­je wyna­leźć wehi­kuł cza­su. W skład gru­py badaw­czej wcho­dzi haker Ita­ru Hashi­da vel. Daru i przy­ja­ciół­ka Oka­be z dzie­ciń­stwa May­uri „May­ushii” Shii­na, któ­ra w sumie nie rozu­mie nic z tego co kon­stru­ują chłop­cy, jed­nak kibi­cu­je im zago­rza­le. Daru z chę­cią poznał­by jakąś dziew­czy­nę, ale ani jego styl życia zwią­za­ny z sie­dze­niem przy kom­pu­te­rze ani też apa­ry­cja nie sprzy­ja­ją jego marze­niom. Pozo­sta­ją mu więc wir­tu­al­ne zna­jo­mo­ści. May­ushii to bar­dzo moc­no buja­ją­ca w obło­kach mło­da dziew­czy­na. Lubi cosplay, pra­cu­je doryw­czo w kawiar­ni i zbie­ra wszyst­ko co słod­kie np. kul­ki Upa. Przed­sta­wia się w cie­ka­wy, acz cza­sem dzie­ci­ny i wku­rza­ją­cy spo­sób.

 

Każ­dy z nich jest człon­kiem zespo­łu badaw­cze­go i każ­de­mu Oka­rin nada­je odpo­wied­ni numer, by było bar­dziej pro­fe­sjo­nal­nie. Po jakimś cza­sie do zespo­łu dołą­cza Ame­ry­kan­ka, Kuri­su Maki­se. To cór­ka wiel­kie­go naukow­ca, a zara­zem bar­dzo bły­sko­tli­wy nauko­wiec. Sar­ka­stycz­na, wyga­da­na, pew­na sie­bie dziew­czy­na o rudych dłu­gich wło­sach. Tak­że nosi kitel. Z Oka­be spo­ty­ka­ją się w dzień jej wykła­du o mózgu, któ­ry jest zara­zem dniem jej śmier­ci i dniem, od któ­re­go cała heca z prze­no­sze­niem w cza­sie się zaczy­na.

Fabuła

Śmierć Kuri­su tak bar­dzo wstrzą­snę­ła Oka­be, że wysłał on maila do Daru. I dziw­nym zbie­giem oko­licz­no­ści nagle Oka­be prze­no­si się w cza­sie poprze­dza­ją­cym to zda­rze­nie. Oka­zu­je się, że jeden z pro­to­ty­po­wych gadże­tów przy­szło­ści jed­nak dzia­ła i potra­fi wysy­łać maile w prze­szłość. Jest to na tyle eks­cy­tu­ją­ca i nie­bez­piecz­na infor­ma­cja, że całą spra­wą zaczy­na­ją się inte­re­so­wać orga­ni­za­cje takiej jak SERN, nasy­ła­jąc smut­nych panów w gar­ni­tu­rach i z bro­nią w ręku. Tak­że nie­któ­rzy zna­jo­mi sta­ra­ją się zmie­nić coś ze swo­jej prze­szło­ści: a to płeć, a to śmierć bli­skich, a to wła­sną. Nie chcę za dużo spo­ile­ro­wać, ale pod koniec serii napraw­dę było miżal wal­czą­ce­go o lep­szą przy­szłość dla każ­de­go Oka­be, zmę­czo­ne­go, zre­zy­gno­wa­ne­go. Ach, nie myśla­łam po kil­ku pierw­szych odcin­kach, że ten wariat, któ­re­go śmiech i pozer­stwo mnie iry­to­wa­ło, potra­fi tak dopro­wa­dzić do głę­bo­kich emo­cji tkwią­cych na co dzień gdzieś tam głę­bo­ko we mnie.

Prawda naukowa w anime

Johna Titor

Sam roz­wój fabu­ły jest upo­rząd­ko­wa­ny, logicz­ny i pod wzglę­dem tech­nicz­nym czy nauko­wym wyglą­da napraw­dę prze­ko­nu­ją­co. Cała idea podró­ży w cza­sie jest jasno przed­sta­wio­na, choć musi­my tro­chę na to pocze­kać, bo sami boha­te­ro­wie muszą ją zro­zu­mieć. Ale nie jest ona do koń­ca zgod­na z nauką. Jed­nak, choć przed­sta­wio­ne wyda­rze­nia wyglą­da­ją na cał­ko­wi­cie fan­ta­stycz­ne, nie wszyst­kie nimi są. Przy­kła­do­wo samo poja­wie­nie się na forum Joh­na Tito­ra to nie blef. Rze­czy­wi­ście w 1998 roku publi­ko­wał w sie­ci infor­ma­cje o tym, że przy­był z przy­szło­ści oraz prze­strze­gał np. przed woj­na­mi czy spad­kiem współ­czyn­ni­ka uro­dzeń.

IBN5100

Poszu­ki­wa­ny przez labo­ran­tów sprzęt IBN5100 ist­niał w rze­czy­wi­sto­ści, choć nale­ży tu sko­ry­go­wać lek­ko nazwę. IBM5100 to jeden z pierw­szych pro­to­pla­stów dzi­siej­szych lap­to­pów. Na ówcze­sne cza­sy, czy­li 1975 rok, był on cudem minia­tu­ry­za­cji: kom­pu­ter z kla­wia­tu­rą QWERTY, małym moni­to­rem (choć moż­na go było też pod­łą­czyć do zwy­kłe­go tele­wi­zo­ra) oraz obsłu­gi­wał catrid­ge przy­po­mi­na­ją­ce kase­ty magne­to­fo­no­we (kto pamię­ta póź­niej­sze Como­do­re ten wie o co cho­dzi).

SERN

Naj­bar­dziej jed­nak na uwa­gę zasłu­gu­je tu wystę­pu­ją­ca genew­ska orga­ni­za­cja SERN. Rze­czy­wi­ście w Gene­wie mie­ści się insty­tu­cja nauko­wa o podob­nym cha­rak­te­rze: CERN. I na doda­tek posia­da ona LHC, czy­li wiel­ki zder­zacz hadro­nów. I jest on zdol­ny, przy­naj­mniej teo­re­tycz­nie, do wytwo­rze­nia małej czar­nej dziu­ry, a przy tym – podró­ży w cza­sie. Choć wie­dza obec­na pozwa­la tele­por­to­wać zale­d­wie ato­my, to kto wie co będzie za kil­ka­na­ście lat moż­li­we.

Mikrofala wyłączająca telewizory

Wpływ mikro­fa­li na tele­wi­zo­ry jest udo­ku­men­to­wa­ny nauko­wo, choć nie w takiej for­mie jak widzie­li­śmy to w ani­me (tele­wi­zo­ry na innym pię­trze prze­sta­ły dzia­łać). Ogól­nie rzecz bio­rąc fala elek­tro­ma­gne­tycz­na z mikro­fa­li tra­fia­jąc na kine­skop tele­wi­zo­ra, któ­ry jest przy oka­zji akce­le­ra­to­rem czą­stek, powo­du­je, że ekran prze­sta­je świe­cić, bo odgi­na­na wiąz­kę dzia­ła elek­tro­no­we­go w moni­to­rze, któ­re­go zada­niem jest tra­fia­nie w pik­se­le na moni­to­rze i wyświe­tla­nie ich.

Podróżowanie w czasie

Samo podró­żo­wa­nie w cza­sie teo­re­tycz­nie jest moż­li­we, choć naukow­cy spie­ra­ją się, czy przy­pad­kiem nie tyl­ko do przo­du. War­to zazna­czyć, że deli­kat­ną podróż w cza­sie moż­na osią­gnąć np. pod­czas podró­ży kosmicz­nej czy też bar­dzo duże­mu roz­pę­dze­niu się, osią­ga­jąc pręd­kość więk­szą od świa­tła (co jest jed­nak nie­moż­li­we). Są to tyl­ko napraw­dę krót­kie okre­sy, bo np. prze­by­wa­jąc w kosmo­sie dwa lata jeste­śmy młod­si od swo­je­go bliź­nia­ka pozo­sta­wio­ne­go na Zie­mi o 1/50 sekun­dy. Do tego docho­dzi masa para­dok­sów jak para­doks dziad­ka czy też zasa­da zacho­wa­nia ener­gii we wszech­świe­cie, któ­rą podró­żo­wa­nie w cza­so­prze­strze­ni łamie.

Różne linie czasowe

Jed­nak w Steins;Gate nie mamy z samym podró­żo­wa­niem na jed­nej linii cza­so­wej jak to jest choć­by w Dziew­czy­nie ska­czą­cej przez czas czy Boku dake ga Inai Machi, a raczej zmia­nie obec­nej na inną. Było­by to logicz­ne bio­rąc pod uwa­gę np. doświad­cze­nie Schrödin­ge­ra z kotem w pudeł­ku i tru­ci­zną akty­wo­wa­ną przez źró­dło pro­mie­nio­twór­cze. Jest dokład­nie 50% szans na to, że będzie jeden ze sta­nów (akty­wa­cja tru­ci­zny, brak akty­wa­cji tru­ci­zny), ale dopie­ro otwie­ra­jąc pudeł­ko dowie­my się, w jakim sta­nie jest kot. Pod­czas któ­re­go w toku same­go bada­nia kot jest i mar­twy i żywy zara­zem.

Ale to już teo­rie i mecha­ni­ka kwan­to­wa…

Kreska

Kre­ska nie jest tu moc­no reali­stycz­na, jed­nak to sta­no­wi o jej cha­rak­te­ry­stycz­no­ści. Szcze­gól­nie mimi­ka twa­rzy gra tu dużą rolę i jest pro­wa­dzo­na po mistrzow­sku. Cie­ka­wie też roz­wią­za­ne są moty­wy same­go momen­tu zmia­ny cza­so­prze­strze­ni.

Podsumowanie

Steins;Gate to kawał cie­ka­we­go ani­me. Coś nie tyl­ko dla fanów scien­ce-fic­tion i zwa­rio­wa­nych naukow­ców, podró­ży w cza­so­prze­strze­ni, ale tak­że pięk­nych i mądrych kobiet, nagłych zwro­tów akcji, a nawet kry­mi­nal­nych zaga­dek. Fan­ta­stycz­nie przed­sta­wio­ne posta­ci, dość wol­no roz­wi­ja­ją­ca się akcja, ale war­to kil­ka pierw­szych odcin­ków prze­bo­leć, by zoba­czyć całość do koń­ca. A kolej­na seria, Steins;Gate 0 ma jesz­cze lep­sze recen­zje!