Od dziecka lubiłam wszelkie gusła, legendy i mity. Bardzo ciekawiły mnie, bo mimo iż były różne, to jednak w gruncie rzeczy opowiadały o tych samych rzeczach: stworzeniu świata, emocjach, zakazanych praktykach, powodach wojen i kataklizmów. Tom pierwszy Vei, komiksu szwedzkiego, jest wspaniałym przykładem jak można nordyckie wierzenia pokazać w przystępnej, nieociekającej krwią fabularnej formie obrazkowej.

Bohaterowie

Vei oznacza po szwedzku drogę. I właśnie główna bohaterka o takim imieniu ma długą drogę do pokonania. Mentalnie i fizycznie. Ta ledwo żywa dziewczyna wyciągnięta na łódź wikingów może oznaczać to, co zawsze oznaczają kobiety na pokładzie statku: kłopoty. Nie bez powodu przecież trafiła w odmęty oceanu. Jednak Vei ma coś więcej niż kobiecy urok i piękno ciała. Ta młoda dziewczyna to wytrawy wojownik z Jotunheim, krainy, w której olbrzymy-bogowie żyją wraz z rasą ludzi, w których także płynie olbrzymia krew. Są oni silni, przebiegli i wytrzymali. Najsilniejsi od najmłodszych lat trenują sztukę walki. Vei także należała do tego grona wybrańców. Jedynym jej marzeniem było stoczyć legendarną bitwę ku chwale bogów jako Ran, wybraniec bogów. Jednak Vei to także kobieta i jak każda ma odrobinę kobiecości, ochoty na miłość czy empatię. Czy te uczucia mogą jej zaszkodzić w walce?

Fabuła

Vei trafia na łódź Wikingów, która przemierza morze w poszukiwaniu legendarnej krainy Jotunheim. Wikingowie, lud wierzący w Asów, różnią się od mieszkańców Jotunheim. W ich żyłach płynie tylko ludzka krew, jednak to bardzo wojownicze plemię, a ich bogowie to najsilniejsi z bogów. Albo przynajmniej dotychczas tak było. Zmuszona do podania kursu na swoją ojczyznę Vei wie, że dla żeglarzy to może być ostatnia wyprawa ich życia. Ona wie, co czeka ich, obwołujących się zdobywcami Jotunheim, na miejscu. Problemem nie są wcale mieszkańcy wyspy, choć to wojowniczy i niezwykle silny lud, ale także olbrzymy, Jotuny, które bez przeszkód współdzielą przestrzeń z mieszkającymi tam ludźmi.

Po tragicznym lądowaniu na plaży oraz zaginięciu większości załogi Vei wraz z jednym z Wikingów, umięśnionym Dalem, którego każda blizna jest runą oznaczającą wroga, którego przyszło mu zabić, trafia na Burzową Górę, siedzibę bogów Jotunheimu. To właśnie tu, kiedy gwiazdy są w odpowiedniej pozycji, odbywa się Meistarileikir, bitwa trzynastu najlepszych wojowników z Muspelheimu należącego do Jotunów i sług Asgardu. Jednym z nich jest Vei. Czy uda jej się wygrać choć jedną, nierówną siłami walkę? I czy przypadkiem obie strony czegoś przed nią nie ukrywają?

Kreska

Karl Johnsson wykreował kolorowy, oryginalny i bardzo czytelny świat. Można by rzec, że odrobinę nawet uładniony i disney’owski. Plusem jest dobre kadrowanie, które nadaje dynamiki i jest świetne w momentach walki. Postacie, całkiem fantastyczne nawet, nie mają twarzy z kamienia co jest dla mnie sporym atutem, bo nie lubię braku mimiki u bohaterów.

Ciekawostka

Marvelowskie wyobrażenie Lokiego przyzwyczaiło nas, że jest on mężczyzną. Jednak według mitologii skandynawskiej Loki przybierał różne postaci. Różnie dobrze mógł być zwierzęciem i bywało, że przemieniał się w łososia, konia, ptaka czy pchłę. Ale także zmiana płci nie była dla niego niczym dziwnym. Ma w swoim życiorysie okres bycia kobietą i matką. Nic więc dziwnego, że w Vei Loki jest raz kobietą, a raz transwestytą. Kto wie kim będzie w kolejnym tomie.

Podsumowanie

Vei nie jest najgrzeczniejszym komiksem o Wikingach. Nie jest też najłagodniejszym, więc młodemu, zbyt młodemu czytelnikowi go odradzam. Entuzjaści krwi, pożogi i flaków mogą tu jednak być zawiedzeni, bo mimo wielu walk wnętrzności nie bryzgają na prawo i lewo. Dla mnie jest to jednak całkowicie pożądany efekt, bo nie lubię niepotrzebnych brutalnych scen, które, owszem, są zgodne z realiami tamtych wieków, jednak do mnie, żyjącą w innych czasach, nie trafiają.


Wpis powstał w ramach kampanii społecznej promującej czytelnictwo #wakacjezksiążką, zorganizowanej przez SAVE THE MAGIC MOMENTS oraz Klub Książki PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ.


Na szybko:

Nie za mocny, nie za słaby. Nie porywa, ale i nie nudzi. Ładna kreska i dobór kolorów. Ciekawy dla osób lubiących mitologię nordycką.

Moni zdaniem:

Fabuła: 8/10
Kreska: 8/10
Bohaterowie: 7/10