Czy kiedykolwiek utknęliście na lotnisku na kilka godzin? Albo w kolejce do lekarza choćby? Czy czas upływający na oczekiwaniu niesamowicie się Wam nie dłużył? A gdybyście w takim położeniu mieli spędzić 111 dni sami? Zobaczcie jak właśnie tyle dni w zamknięciu przeżył Christophe André.

Bohaterowie

Christophe André został porwany z siedziby misji humanitarnej w Ignuszetii w nocy z pierwszego na drugiego lipca. Jest zwykłym pracownikiem, nikim nadzwyczaj ważnym. Zajmuje się sprawami finansowymi i administracyjnymi medycznej organizacji pozarządowej działające ew Północnym Kaukazie. W ramach akcji humanitarnych był na swojej pierwszej misji. Ma sporą wyobraźnię, co utrudniało mu w pierwszych chwilach akceptację swojego położenia. W głowie roiło mu się od najbrutalniejszych wizji, jakie zna się z telewizji: tortury, morderstwa. Jednak wyobraźnia po kilku dniach daje coś, co nie pozwala człowiekowi zamkniętemu w jednym pokoju nie zwariować: daje sposobność do walki z obezwładniającą nudą.

Fabuła

Zakładnik jest zapisem wspomnień porwanego. Razem z bohaterem przeżywamy porwanie, które jest gorsze niż zwykłe więzienie: odliczasz miesiące, ale nie wiesz kiedy i czy w ogóle cię wypuszczą. Cały komiks dzieje się w dosłownie kilku zamkniętych wnętrzach – niewielkich, niemal całkowicie pustych pokojach należących do porywaczy. Tu żyją normalnie z rodzinami. To w nich bohater spędza ponad sto dni swojego porwania.

Każdy z rozdziałów to jeden z dni spędzonych w zamknięciu. Niektóre z nich nie zawierają absolutnie żadnego godnego uwagi wydarzenia: ot, Christophe ogląda swoje palce u nóg, światło słoneczne, nasłuchuje dźwięków, przypomina sobie wielkie bitwy napoleońskie dla zabicia czasu. Relacjonuje co zjadł, próbuje zrozumieć mowę porywaczy, codziennie liczy na przełom, który jednak nie nadchodzi. Raz jest przykuty kajdankami do podłogi, kiedy indziej zupełnie swobodnie przemieszcza się po pokoju, a nawet ogląda z porywaczami film na wideo. Tak mija 111 nudnych na wskroś dni.

Kreska

Oszczędny, prosty styl bez dużej ilości detali to cechy charakterystyczne Guy’a Delisle, kanadyjskiego rysownika. Dostajemy tu gruby komiks z dość realistycznymi ilustracjami w niebiesko-szarej tonacji. Szarej jak dni spędzone w pokoju, w zamknięciu. Świetny zabieg by zwiększyć moc przekazu.

Ciekawostka

Żona autora komiksu, Nadege Delisle, pracuje dla organizacji Lekarze bez Granic tak jak Christophe’a André. To właśnie dzięki niej porwany członek ich organizacji poznaje rysownika. Zaprzyjaźniają się, a ich wielogodzinne rozmowy zaowocowały wydaniem komiksu o uwięzieniu Christophe’a. Wcześniej wiedział o nim tylko tyle, co donosiły gazety. Sposób opowiadania historii przez Christope’a był tak barwny, że Guy postanowił je zarejestrować na taśmie. Pomiędzy wydaniem tego komiksu a spotkaniem mężczyzn minęło 15 lat, wiele misji zagranicznych i dwa inne albumy biograficzne. Dopiero kiedy na stałe wrócił do Francji, powrócił do tematu i narysował Zakładnika.

Podsumowanie

Guy Delisle w Polsce znany jest przede wszystkim ze swoich dzienników z podróży do miejsc objętych konfliktami zbrojnymi – Korei Północnej (Pjongjang), Mjanmy (Kroniki birmańskie) czy Jerozolimy (Kroniki jerozolimskie). Zakładnik nie przedstawia tu jednak obrazu społeczeństwa, a problemy człowieka pozbawionego wbrew sobie i brutalnie wyrwanego z wolności. Nie jest też komiksem z niesamowitą akcją, a obrazem walczącego z nudą i monotonią człowieka zamkniętego w czterech ścianach.


Na szybko:

Zakładnik. Historia ucieczki opowiada o porwaniu, więc powinna być wartka i pełna akcji. Ale tak naprawdę akcja jest tylko chwilą, a reszta to tylko czekanie. Właśnie opowieść o takim czekaniu jest sercem fabuły. Porywacze nie mają w sobie nic z ponurych oprawców, ich działania nie układają się w żaden możliwy do zinterpretowania przy użyciu terrorystycznej logiki ciąg działań. Już nawet marzenia dotyczące ucieczki są ciekawsze. Z tej strony jeszcze o porwaniu nie czytałam.

Moni zadaniem:

Fabuła: 7/10
Kreska: 7/10
Bohaterowie: 7/10