Alicja w Krainie Czarów to jedna z dziwniejszych książek, jakie można przeczytać już jako dziecko. O ile dziwna jest też proza Lovecrafta, o tyle nie jest pisana tak prostym językiem jak historia dziewczynki, która goniła króliczka. Dlaczego jednak w Polsce postać Alicji, Białego Królika czy Szalonego Kapelusznika, bohaterów książki, nie jest tak popularna jak w Japonii? Czy to tylko wina uroczej aparycji bohaterki?

O co chodzi z tą Alicją?

Książkę, której fabułę z łatwością można by było wyjąć z dziecięcego snu, pod oryginalnie brzmiącym tytułem Alice’s Adventures in Wonderland wydał w 1865 roku Charles Lutwidge Dodgson, publikujący pod pseudonimem Lewis Carroll. Do dziś ciężko sklasyfikować ją jednoznacznie, bo nagromadzenie metafor, odniesienia do rzeczywistych wrogów i przyjaciół pisarza, parodia szkolnych wierszyków, których uczyły się brytyjskie dzieci w szkołach w XIX wieku, a także zagadki sprawiają, że nie możemy być pewni, czy jest to lektura dla dzieci, czy jednak dla dorosłych.

Początkowo sam Dodgson wcale nie miał zamiaru spisywać tej historio. Była to jedynie forma umilania czasu trzem dziewczynkom podczas dość monotonnego i nużącego raczej każde dziecko pływania łódką po Tamizie. Było to pięć mil powolnego wiosłowania, nic więc dziwnego, że historia musiała zaciekawiać. Szczery entuzjazm dziewczynek zachęcił Dodgsona do spisania historii i podarowania w prezencie gwiazdkowym. Matka dziewczynek, pani Liddell, zachwyciła się książką i pokazała ją znajomemu bajkopisarzowi Henry’emu Kingsleyowi, który szczerze kibicował wydaniu książki. Kiedy do grona entuzjastów dołączył też znany autor książek dla dzieci George MacDonald, Dodgsonowi nie pozostało nic innego jak przeredagować historię, dodać postać Kota z Cheshire i Szalonego Kapelusznika i wydać dzieło.

O czym jest oryginalna opowieść?

Fabuła tej krótkiej książki przypomina trochę szalone sny rejestrowane przez Pana Kleksa: Alicja zasypia znużona lekcją w ogrodzie i śni o Białym Króliku, który jest niejako jej drogowskazem w magicznym świecie. Gonitwa za antropomorficznym zwierzakiem, który ciągle znika jej z oczu, wprowadza ją powoli w nierealny świat, w którym jedzenie pozwala na dowolną zmianę wielkości ciała, a nie tylko tycie czy chudnięcie, kwiaty ze sobą rozmawiają, flamingi udają kije do krykieta, a karty do gry udający żołnierzy malują farbą róże na inny kolor, niż natura je obdarzyła. Dziewczynka, w odróżnieniu od czytelnika, nie wydaje się być niczym zadziwiona i brnie w sen coraz głębiej i głębiej, aż staje się on lekko psychodeliczny. Wszystko kończy się jednak przebudzeniem Alicji i otrząśnięciem z fantazji. Po sukcesie Alicji w Krainie Czarów powstała także druga część, Alicja po drugiej stronie lustra, opowiadająca dalszą historię dziewczynki.

Ale już 35 tysięcy słów pierwszej historii o Alicji wystarczyło, by zaciekawić czytelnika i stworzyć ikoniczne postaci jak blond włosą kilkuletnią dziewczynkę ubrana na ówczesną modłę w sukienkę do kolan i z przepaską na włosach, która nawet w Wielkiej Brytanii doczekała się własnej nazwy Alice band. Pierwsze wydania książki, w których pojawia się kolorowy rysunek Alicji, sukienka jest koloru żółtego. Dopiero kolejne już konsekwentnie ubierają Alicję w niebieską sukienkę i biały fartuszek. To charakterne dziecko z dobrego rodu: mieszka w wielkiej posiadłości, ma nianię i guwernantkę. Jest uroczo łagodna, uprzejma dla wszystkich, ufna jak nomen omen dziecko, a przy tym sprytna i krytyczna wobec autorytetów. Jeśli do tego obrazu dodamy puchatego białego królika to nie można jej nie kochać. Jednak Polacy nie pokochali jej aż tak, jak kochają Japończycy.

Dlaczego Alicję vel Ai-chan tak kochają Japończycy?

Pierwsza publikacja książki Carrolla w Japonii, i przypadkiem także w Polsce, nastąpiła w 1910 roku. Nasze wydanie zostało przetłumaczone jako Przygody Alinki w Krainie Cudów (późniejsze m.in. Ala w krainie czarów czy nawet Perypetie Alicji na Czarytorium). Japońskie to Ai-chan no Yume Monogatari (późniejsze przekłady można znaleźć także jako np. Chōhen Otogibanashi Kodomo no Yume, Fushigi no Kuni, Arisu no Fushigi-koku Meguri, Mari-chan no Yume no Kuni Ryokō, Fushigi-koku Meguri, Fushigi-koku no Arisu, Shinchū Fushigi no Kuni no Arisu, Fushigi na Kuni no Arisu, Arisu Monogatari czy najczęściej używanego do dziś Fushigi no Kuni no Arisu).

Jak widać po tytułach samo jego przetłumaczenie jest sporym wyzwaniem. Japończycy doczekali się na chwilę obecną 400 tłumaczeń tej książki, polski czytelnik 11. Już ta skala pokazuje jak bardzo poczytna jest historia małej Alicji w tych obu krajach. Jeśli liczyć kolejne wznowienia przetłumaczonych książek to najwięcej doczekała się ich Alicja w krainie Czarów właśnie po japońsku: aż 1271 razy!

Oczywistą odpowiedzią na miłość Japończyków do bohaterki książek Carrolla jest to, że dwie książki Alice są pełne uroczych postaci, które nadają się do stania się częścią estetyki kawaii. Śliczne blond włosy w sukienkach podobnych do Lolity, królików, kotów, ptaków dodo, fantazyjnych deserów, przyjęć herbacianych … W Krainie Czarów jest dużo słodkości, a Japonia zawsze to wykorzystywała.

Jednak są inne podobieństwa japońskiej kultury i świata przedstawionego przez Carrolla, jak mity i legendy, które mogą być powodem tak dużego rezonansu, jaki do dziś wywołuje Alicja. Świat legendarnych, mrocznych, nadprzyrodzonych stworzeń, pełno demonów Yokai czy Oni jest niesamowicie podobny do Krainy Czarów Alicji. Kot z Cheshire, który może się zmaterializować i zdematerializować, może być bezpośrednio porównany do Nekomaty czy Bakeneko, dwóch typów kocich demonów Yokai. Trzeba jeszcze dodać do tego pozytywne recenzje disneyowskiej ekranizacji Alicji, która miała miejsce w Japonii w 1953 roku i zapoczątkowała szaleństwo na kulturę ama-loli. Wcześniejsze produkcje Disneya były mocno krytykowane za ukazywanie księżniczkowych kobiecych postaci, stąd pojawienie się silnej, butnej i pewnej siebie heroiny było tym, czego Japończycy oczekiwali. No i chyba niejeden mieszkaniec Japonii z chęcią po pracy albo i w pracy schowałby się w taką króliczą norę i oddał wyobraźni. Któż by nie chciał?

Gdzie znajdziemy japońską Alicję?

Nonsensowna miejscami natura powieści Carrolla aż prosi się do wykorzystania fragmentów do parodii, cytowania czy inspiracji w innych pracach. Stąd naprawdę sporo jest odniesień do Alicji i innych bohaterów historii w filmach hollywoodzkich czy mangach i japońskim anime. W jakich japońskich mangach znajdziemy motyw Alicji? Ot choćby w:

  • Pandora Hearts, w którym Alicja jest krwawym czarnym królikiem,
  • Fushigi no Kuni no Miyuki-chan CLAMPA, w którym Miyuki wpada do króliczej nory zaraz za jadącym na deskorolce Białym Królikiem,
  • Wonderland, gdzie Alicja jest liliputem,
  • Otogibanashi Battle Royal, w którym wpadnięcie bohaterki do króliczej nory (znowu!) rozpoczyna walkę na śmierć i życie z postaciami świata baśni z koszmarów,
  • Are You Alice?, w którym męskoosobowa Alicja trafia do dziwnej krainy rządzonej przez Królową, a właściwie Króla Kier i ma za zadanie zabić Białego Królika.

Motyw Alicji pojawia się także w anime Kakei no Alice (ang. nazwa anime Alice in Murderland), Ore Alice: Danjo Gyakuten czy serialu Experiments Lain, w którym synonimem króliczej nory jest cyberprzestrzeń. O Alicji powstały gry typu visual novel jak Heart no Kuni no Alice, na kanwie której powstała manga Alicja w Krainie Serc, dość frywolnie ukazując Królika jako całkiem przyjemnego wizualnie młodzieńca.

Japońska Alicja poza manga i anime

Poza światem anime postać Alicji także jest mocno widoczna w Japonii. Sieć restauracji tematycznych, znanych jako Alice’s Fantasy Restaurant, oferuje słodkie dania idealne do herbaty, wprawdzie nie w towarzystwie Szalonego Kapelusznika, ale za to hostess przebranych za Alicję lub Białe Króliki. Wystrój lokalu nawiązuje do charakterystycznych miejsc opisanych w książce Carrolla. Jest słodko, słodko i jeszcze bardziej słodko. W Tokio znajdziemy już kilka takich punktów i cieszą się one popularnością. Osoby zainteresowane kosmetykami mogą przebierać wśród pachnących kwiatami z Alicji w Krainie Czarów kremami do rąk z wizerunkiem dziewczynki po linię kolorowych kosmetyków jak Alice in Glow z brokatowym niebieskim lakierem do paznokci na czele.

Wreszcie miłośniczki Alicji możemy odnaleźć w kulturze sweet lolit, czyli ama-loli. Ta uroczo wyglądająca moda inspirowana jest stylami rococo, wiktoriańskim, jak i edwardiańskim. Styl skupia się głównie na dziecięcym wyglądzie, stąd charakteryzują go jasne, pastelowe kolory, wzory i ozdoby w kształcie kwiatów, słodyczy, bądź owoców, kokardy i koronki, podkolanówki oraz dziecięce fryzury. Spopularyzowanie mody na Lolitki bez seksualizacji ich postaci nastąpiło w 2002 roku, kiedy na rynku pojawiła się nowelka Kamikaze Girls opowiadająca o dziewczynce-lolitce i jej związku. Książka była hitem, szybko dorobiła się filmu i mangi. Kilka lat później sam rząd japoński wpłynął na popularyzacje tego stylu mody, ogłaszając mianem Kaawaa Taishi (Ambasadorka Słodkości) m.in. należącą do kultury lolitek modelkę Misamo Aoki czy organizując Harajuku Fashion Walk, pokazy mody w tokijskiej dzielnicy Harajuku, będącej miejscem spotkań cosplayerów i artystów mody. Podobne organizowano też w innych krajach.

A może to przypadek?

Choć nie ma zbyt wielu materiałów na temat relacji między Japonią a klasyczną brytyjską Alicją w Krainie Czarów, pewne jest, że wczesna dostępność książki w języku japońskim uczyniła z niej idealny punkt odniesienia do zrozumienia zachodniej kultury. Był to moment szoku jaki wywołała odmienność zachodu wkraczająca brutalnie wraz z amerykańskim wojskiem. Fantastyczny i lekko psychodeliczny świat można było łatwiej porównać z japońskimi wierzeniami i przez to zrozumieć. Okupacja Amerykanów nie sprzyjała polubieniu Disney’a i jego księżniczek, jednak bazująca na znanej książce postać była już do zaakceptowania. A nawet pokochania – choć może to trochę psychodeliczna miłość, ale miłość.