Szkol­ną ław­kę mam już daw­no za sobą, ale pamię­tam nie­jed­ne­go asa, któ­ry mógł­by być boha­te­rem man­gi podob­nej do Bestii z ław­ki obok. W koń­cu szko­ła to nie tyl­ko nauka, a przede wszyst­kim życie towa­rzy­skie!

Bohaterowie

Haru Yoshi­da to pierw­szo­kla­si­sta-wid­mo. Podob­no ist­nie­je, przy­naj­mniej w doku­men­tach szkol­nych, więc jest cho­ciaż powód, by prze­ka­zać mu lek­cje, sko­ro sam na zaję­cia nie cha­dza. To nie dba­ją­cy o to co myślą sobie o nim inni nasto­la­tek o dłu­gich, zmierz­wio­nych wło­sach. Jego pomy­sły są jak­by z inne­go świa­ta: potra­fi wysko­czyć z okna na dru­gim pię­trze budyn­ku, pobić kogoś na prze­rwie, jak już się zja­wi w szko­le, bo źle spoj­rzał, przy­gar­nąć kur­cza­ka. Jed­nak nawet on, czło­wiek bez uczuć, któ­re­go wzro­ku spode łba i nie­prze­wi­dy­wal­ne­go zacho­wa­nia boi się więk­szość uczniów, tra­fia na kogoś, kto nie tyl­ko będzie w sta­nie sta­wić mu czo­ła, ale jesz­cze… w kim się zako­cha!

Fabuła

Tona­ri no kaibut­su-kun, czy­li Bestia z ław­ki obok to typo­wa kome­dia osa­dzo­na w szkol­nych realiach. Kla­so­wy kujon, bo pry­mu­ska to za mało by okre­ślić cha­rak­ter Mizu­ta­ni, przy­no­si lek­cje szkol­ne­mu waga­ro­wi­czo­wi-rekor­dzi­ście. Do tej pory w jej gło­wie była tyl­ko nauka, lecz dziw­nym tra­fem ten nie­re­for­mo­wal­ny leser, o któ­re­go sile, wybu­cho­wo­ści i poryw­czo­ści krą­żą wręcz legen­dy, dozna­je olśnie­nia i Haru odczy­tu­je gest Mizu­ta­ni jako objaw przy­jaź­ni.

Ba, z miej­sca się w niej zako­chu­je. O dzi­wo w cał­kiem męsko-dam­ski, a nie tyl­ko pla­to­nicz­ny spo­sób. Dotąd jedy­ne rela­cje z ludź­mi sta­no­wi­ła prze­cież dla nie­go zna­jo­mość z wyrost­ka­mi, któ­re wycią­ga­ły od nie­go kasę czy dość luź­na miłość bra­ter­ska. Czy Mizu­ta­ni wystar­czy uro­ku i kon­se­kwen­cji, by utrzy­mać Haru w szkol­nej ław­ce? I czy szko­ła jest goto­wa na jego przy­ję­cie?

Kreska

Jak na typo­wą man­gę o szkol­nym życiu kre­ska w Bestii z ław­ki obok jest dobra. Mamy tu masę rastrów, bia­łe tła, sku­pie­nie na posta­ciach nie na szcze­gó­łach, małe kadry. Mimo wszyst­ko dobrze się je oglą­da, bo posta­cie są napraw­dę dobrze dopra­co­wa­ne, bez zbęd­nych uprosz­czeń ani nad­mier­nych ozdob­ni­ków.

Ciekawostka

Nago­ja to nie tyl­ko imię kogu­ta, któ­re­go poko­chał Haru, kto wie czy nie bar­dziej niż samą Mizu­ta­ni. To tak­że mia­sto w połu­dnio­wej czę­ści wyspy Hon­siu, któ­re­go aglo­me­ra­cję zamiesz­ku­je oko­ło 9 mln ludzi, co czy­ni ją trze­cią co do wiel­ko­ści w Japo­nii, po Tokio i Osa­ce. Nago­ja zosta­ła nie­mal cał­ko­wi­cie znisz­czo­na pod­czas II woj­ny świa­to­wej, jed­nak szyb­ko ją odbu­do­wa­no i dziś jest jed­nym z nowo­cze­śniej­szych miast w Japo­nii. To wła­śnie w Nagoi gra­so­wa­ła Godzil­la we wszyst­kich trzech czę­ściach kino­wej pro­duk­cji i z tego mia­sta pocho­dzi twór­ca m.in. Dra­gon Ball’a czy Dr. Slum­pa, Aki­ra Toriy­ama.

Podsumowanie

Przy­jem­na i cał­kiem weso­ła man­ga o szkol­nym życiu i pery­pe­tiach wiecz­nie nie­obec­ne­go na lek­cjach cudow­ne­go dziec­ka, Haru oraz ide­al­ne­go kujo­na, Mizu­ta­ni. Czy tak róż­ne posta­wy życio­we, jakie oni przed­sta­wia­ją, mogą być pod­sta­wą do zbu­do­wa­nia zdro­wej rela­cji? I to nie tyl­ko tej czy­sto przy­ja­ciel­skiej?

Na szybko
  • 7.5/10
    Fabu­ła — 7.5/10
  • 7.5/10
    Kre­ska — 7.5/10
  • 8.5/10
    Boha­te­ro­wie — 8.5/10
7.8/10

Moni zda­niem:

Haru – wiecz­ny waga­ro­wicz, Mizu­ta­ni – kla­so­wa kujon­ka i Nago­ja – szkol­ny drób. Dokład­niej kogut. Dziw­ne? Jeśli tak uwa­ża­cie, to musi­cie poznać dziw­niej­sze zesta­wie­nia, bo takich w tej man­dze nie bra­ku­je. Pole­cam ten cie­ka­wy czy­tel­ni­czy powrót do szkol­nej ław­ki.