Przy­zwy­cza­ili­śmy się, że komik­sy są zabaw­ne. Takie prze­cież były Smer­fy, Kaczor Donald czy Kaj­ko i Kokosz, nasz pol­ski Aste­rix i Obe­lix, czy­ta­ne w dzie­ciń­stwie. Ale komiks coraz czę­ściej doty­ka spraw trud­nych takich jak choć­by roz­wód rodzi­ców. Tak jak Obie­can­ki, debiu­tanc­ki komiks Agniesz­ki Świę­tek.

Bohaterowie

Her­mio­na jest szo­pem i jak inne zwie­rzę­ta w jej wie­ku cho­dzi do szko­ły. Zwy­kle sie­dzi obok lisa, któ­ry uwiel­bia fil­my super­bo­ha­ter­skie takie jak Straż­ni­cy galak­ty­ki. Her­mio­na jest dobrą uczen­ni­cą, jed­nak nie moż­na jej nazwać dobrą kole­żan­ką, cór­ką czy sio­strą. Lubi ori­ga­mi. Bar­dzo szyb­ko potra­fi zło­żyć żura­wia z papie­ru. To bar­dzo zamknię­ta w sobie dziew­czyn­ka, albo może raczej mało zauwa­ża­na przez wszyst­kich, na któ­rych zda­niu jej zale­ży, szcze­gól­nie rodzi­ców. Ma bar­dzo boga­tą wyobraź­nię, co bar­dzo przy­da­je się pod­czas pisa­nia pra­cy domo­wej nt. „Ja i moja rodzi­na”.

Fabuła

W świe­cie antro­po­mor­ficz­nych zwie­rząt dzie­ci-zwie­rzę­ta muszą cho­dzić do szko­ły. I nawet te, któ­re mają roz­bi­te rodzi­ny, muszą pisać wypra­co­wa­nia na ich temat. Obe­can­ki sku­pia­ją się na Her­mio­nie nale­żą­cej do rodzi­ny szo­pów. Jako naj­star­sza z rodzeń­stwa jest obo­wiąz­ko­wa, pil­na w nauce, ale przez to wiecz­nie nabur­mu­szo­na. Młod­sza jest cią­gle sko­ra do zaba­wy, a mat­ka – chro­nicz­nie zmę­czo­na, zapra­co­wa­na, w depre­sji. Dopeł­nie­niem powi­nien być ojciec, ale go nie ma. Tak napraw­dę mamy też nie ma, bo choć jest cia­łem, to duchem nie­ko­niecz­nie. Her­mio­na nie ma za bar­dzo komu opo­wie­dzieć o swo­ich pro­ble­mach z rówie­śni­ka­mi, o swo­im żalu, że rodzi­na nie jest ide­al­na. Wszyst­kie obiet­ni­ce są w niej nie­do­trzy­my­wa­ne. Jak napi­sać o takiej dys­funk­cyj­nej rodzi­nie wypra­co­wa­nie?

Kreska

Czar­no-bia­łe kadry z rzad­ka dopeł­nio­ne są sło­necz­nie żół­tym kolo­rem. Czy miał on nadać bla­sku? Praw­do­po­dob­nie tak. To taka nadzie­ja na lep­sze jutro, ozło­ce­nie przy­szło­ści. Ale żół­ty jako kolor to kolor zdra­dy, przez co ide­al­nie pasu­je tu do obie­ca­nek-caca­nek skła­da­nych przez rodzi­ców boha­ter­ce komik­su. Sym­bo­licz­nie w obra­zach mistrzów malar­stwa Judasz jest ubra­ny wła­śnie w żół­te sza­ty. Tu tak­że mimo nadziei, że będzie lepiej, kolor potę­gu­je tyl­ko smu­tek i bez­na­dzie­ję, w jakiej zna­la­zła się Her­mio­na. Ten żół­ty to złud­na nadzie­ja, to nie pro­mień słoń­ca, któ­ry oświe­tli przy­szłość, ale raczej taki, któ­ry wysu­szy kwia­ty w wazo­nie na pył.

Ciekawostka

Her­mio­na uwiel­bia skła­dać z papie­ru żura­wie. To bar­dzo sym­bo­licz­ne ori­ga­mi. Żuraw (jap. tsu­ru) jest posłań­cem dobrej nowi­ny, zapew­nia sil­ną ochro­nę, powo­du­je, że życie jest czymś szcze­gól­nym. Żuraw repre­zen­tu­je rów­nież zwią­zek z ojcem, miłość mał­żeń­ską i wier­ność, ponie­waż w natu­rze ten gatu­nek jest mono­ga­micz­ny, łączy się na całe życie. Z japoń­skim żura­wiem zwią­za­na jest też wzru­sza­ją­ca histo­ria Sada­ko Sasa­ki z Hiro­shi­my. W wyni­ku cho­ro­by popro­mien­nej 11-let­nia dziew­czyn­ka zacho­ro­wa­ła na bia­łacz­kę. Japoń­ska legen­da gło­si, że żura­wie żyją 1000 lat, a kto zro­bi ich tysiąc żura­wi z papie­ru, wyzdro­wie­je. Dziew­czyn­ka zaczę­ła skła­dać żura­wie, zdą­ży­ła przed śmier­cią zło­żyć 644-tego. Przy­ja­cie­le dokoń­czy­li jej dzie­ło, by Sada­ko pocho­wa­no z tysią­cem żura­wi. W par­ku w Hiro­shi­mie toi na cześć tej histo­rii jej pomnik z żura­wiem ori­ga­mi nad gło­wą i napi­sem „To jest nasz płacz, to jest nasza modli­twa o pokój na świe­cie”. Zawsze wiszą na nim gir­lan­dy papie­ro­wych tsu­ru.

Podsumowanie

Ten komiks zupeł­nie ina­czej odbie­rze dziec­ko, zmę­czo­ne wal­ką o aten­cję czy przy­jaźń, a zupeł­nie ina­czej oso­ba doro­sła, zmę­czo­na pra­cą i życiem. Pięk­na, tak­że gra­ficz­nie, histo­ria o pięk­nych uczu­ciach, któ­re jed­nak cza­sem moż­na sobie jedy­nie wyobra­żać, a nie prze­ży­wać.

Na szybko
  • 7.5/10
    Fabu­ła — 7.5/10
  • 7/10
    Kre­ska — 7/10
  • 7/10
    Boha­te­ro­wie — 7/10
7.2/10

Moni zda­niem:

Pięk­ny, nostal­gicz­ny i jak­że moc­ny w odbio­rze komiks o zwy­kłych marze­niach dziec­ka z roz­bi­tej rodzi­ny. Bar­dzo dobry jak na debiut.