Ileż to razy oglądałam jakiś teleturniej czy program rozrywkowy, w którym „nagle” coś się niespotykanego wydarzyło. Pierwsza myśl: to było wyreżyserowane, to aktorzy, nie mogło tak naprawdę być. A co jeśli nie? Co jeśli rzeczywiście komuś przybito dłoń do deski jak w telewizji śniadaniowej? Uwierzylibyście? Czy do końca byście uważali show za świetnie wymyślony, niczym w Deadman Wonderland.

Bohaterowie

Igarashi Ganta, co po japońsku może być odczytane jako kłoda czy też pniak, to zwykły licealista. Ma koleżankę i przyjaciela, z którym lubi się nieco po męsku poszarpać. Planuje wakacyjną zabawę, bo zbliża się koniec szkoły. Jakże zdziwi się, kiedy nic z jego planów nie dochodzi do skutku, a sam zostaje oskarżony o brutalne morderstwo i ekspresowo osadzony w kompleksie dla więźniów Deadman Wonderland.

Nie jest to bohater, którego lubię w mangach. Słaby, tchórzliwy i naiwny, zazwyczaj ratowany przez inne osoby. Mam tylko nadzieję, że jego przemiana będzie spektakularna, bo już w pierwszym tomie się mocno zmienia.

Fabuła

Karuzele, stoiska, występy i ludzie poprzebierani w słodkie maskotki. Kto z nas nie lubi wesołych miasteczek czy lunaparków? A gdyby tak w takim miejscu rozrywki dostarczali więźniowie, w ten sposób odpracowujący za swoje czyny? Świetny pomysł na resocjalizację! Jeśli dodamy do tego, że zyski takiego miejsca będą przeznaczone na odbudowę miasta po trzęsieniu ziemi to wydaje się być wręcz utopijnie świetnym pomysłem. Jest tu jednak małe „ale”…

To, co widzowie show, w którym udział biorą więźniowie, widzą jako świetną rozrywkę, dla więźniów jest walką o życie i śmierć, a czasami tylko o godność. W pierwszym tomie możemy oglądać wyścig z przeszkodami czy nietypową walkę o piłkę na boisku ze znikająca podłogą (podobny motyw mogliśmy podziwiać np. w anime Death parade). Niby wszystko jest ok, ale poza oczyma widzów dzieją się dantejskie sceny: pod boiskiem są powbijane palem, na które nadziewają się wpadający tam uczestnicy, woda dookoła bieżni jest podłączona do prądu itd.

Potencjalnie jeśli nie zginiesz od pułapek, to mogą zabić cię inni więźniowie, czyhające na punkty za wygraną. Punkty te stanowią wymianę np. w stołówce na jedzenie czy jako dodatkowe dni życia. Nie masz punktów – wydają wyrok śmierci na tobie. Prosty system, który jednak prowadzi także do gnębienia więźniów przez więźniów. W tym wszystkim znajdujemy Gantę, który chce wrócić i wykazać swoją niewinność, tajemniczą Shiro-współwięźniarkę, przebiegłych więźniów i strażników czy czerwonego człowieka, od którego wszystko się zaczęło. Zaintrygowani?

Kreska

Kreska w mandze jest dobra, charakterystyczna dla tego gatunku, bardzo dynamiczna. Kadry są przejrzyste, pełne detali, ale nie przesycone nimi. Jest czytelnie, wręcz poprawnie. Nie ma niestety efektu wow, a postacie, poza Shiro, nie są w żaden sposób szczególne. Ot, każdy mógłby być jednym z takich więźniów.

Ciekawostka

Uczestnicy przedstawień dla tłumów w Deadman Wonderland są niczym gladiatorzy i to jeszcze w reality show. Dlaczego gladiatorzy właśnie? Gladiatorami byli najczęściej niewolnicy. To czyli oni walkę na arenie ku uciesze rozentuzjazmowanej widowni. Zwyczaj walk gladiatorów rozkwitła w Rzymie, ale zapoczątkowali go Etruskowie i Samnici. Wywodził się on z rytualnych ofiar z ludzi, składanych podczas uroczystości pogrzebowych. W 105 roku p.n.e. walki gladiatorów organizowano już z urzędu. Gladiatorzy zazwyczaj wywodzili się z jeńców wojennych, ale do szkół dla gladiatorów trafiali również przestępcy oraz ludzie wolni, zmuszeni do tego nędzą lub zadłużeniem. W odróżnieniu od Deadman Wonderland walki gladiatorów rzadko kończyły się śmiercią któregoś z uczestników, a powodem był duże koszty wyszkolenia dobrego gladiatora. W przypadku walk kobiet toczyły się one zwykle do pierwszej krwi.

Podsumowanie

Podoba mi się ta absurdalność połączenia zakładu karnego z parkiem rozrywki. Choć ani bycie w takim miejscu, ani czytanie tej mangi faktycznie mnie nie rozerwało, to choćby z ciekawości można po nią sięgnąć. O ile nie denerwuje za bardzo naiwny do granic możliwości bohater.


Na szybko:

Manga autorstwa Kazumy Kondou i Jinseia Kataoka to nieco bardziej krwawy i brutalniejszy shounen. Rozgrywa się w niej makabryczna gra o przetrwanie rodem z Battle Royale czy Igrzysk śmierci. Ciekawie wróży to na przyszłość.

Moni zdaniem:

Fabuła: 7/10
Kreska: 7/10
Bohaterowie: 7/10