Czasem aż na usta się ciśnie, by komuś nie krzyknąć „a by cię piekło pochłonęło, znikaj!”. Co jednak, jeśli nasze prośby tym razem by się spełniły? Tak stało się dziesięć lat temu w Filadelfii ukazanej w komiksie Oblivion song. Czy szukałbyś zaginionych tak jak Nathan, czy zostawiłbyś ich jako wspomnienia przeszłości gdzieś daleko w pamięci?

Bohaterowie

Nathan Cole to podróżnik pomiędzy wymiarami. Jest to bardzo wymagająca i niebezpieczna profesja, a dodatkowo na całym świecie jest tylko jeden etat. Znajduje zaginionych i stara się ich wydostać z innego wymiaru, do którego przypadkiem wpadli. Głównie jednak ma zamiar znaleźć swojego brata i cieszy go każdy kolejny odnaleziony, a jeszcze bardziej każdy odnaleziony, który potrafił wrócić do obecnego świata bez strachu. Mimo, że wydaje się jakoby był superbohaterem, to gdzieś w głębi ciągle czają się niejasne wyrzuty sumienia.

Fabuła

Oblivion Song (Pieśń otchłani) to teoretycznie oklepany temat, ale podany w bardzo ciekawy sposób. Oto dziesięć lat temu 300 tys. mieszkańców Filadelfii nagle zniknęło. Pochłonęła ich otchłań, cokolwiek to oznacza. Rząd początkowo łożył na ich odnalezienie, lecz z biegiem lat łatwiej było postawić pomnik ofiarom tego zajścia, niż szukać dalej. Jeden jedna osoba nadal szuka. Dzień w dzień zapuszcza się na groźne dla ludzi terytorium z innego wymiaru, by ratować tych, którzy zostali po drugiej stronie. Ratować przed potworami nieznanymi w tym wymiarze i przywracać na właściwą czasoprzestrzeń. Trochę jak pomieszanie zmartwychwstań z Odrodzenia z podróżami w czasie w Paper girls. Jednak nie wszyscy zaginieni odnajdują się w starej rzeczywistości, a niektórzy nawet nie chcą do niej wracać.

Kreska

Lorenzo De Felici nadał Pieśni otchłani charakterystyczną kreskę. Postacie są dosyć proste w porównaniu z fantastycznie wykreowanym światem choćby innego wymiaru. Wiele się tu dzieje, sporo plansz nie posiada dialogów i możemy cieszyć oczy niebywałymi fantastycznymi widokami. Wybrana przez kolorystę Annalisę Leoni stonowana paleta barw dopełnia tylko post-apokaliptycznego klimatu tomiku.

Ciekawostka

Skybound Entertainment i Universal Pictures ogłosili w 2019 roku, że po sukcesie The Walking Dead pora na kolejną ekranizację dzieła Kirkmana, na Pieśń otchłani właśnie. Za scenariusz ma odpowiadać Sean O’Keefe. Grupa Skybound ma już w swoich szeregach nie tylko samego twórcę komiksu, Roberta Kirkmana, ale także Davida Alperta, Bryana i Seana Fursta, porducentem ze strony Universal będzie Jon Mone , a dyrektorem ds. rozwoju Lexi Barta. Zobaczymy co wyjdzie z taki ciekawej kooperacji.

Podsumowanie

Pieśń otchłani zdała egzamin na porządny i obiecujący pierwszy tom. Nie tyle ekscytujemy się co kadr, co nasycamy oczy ciekawymi historiami i naprawdę mamy ochotę czytać o dalszych losach poszukującego zaginionych w innym wymiarze Cole’a.


Na szybko:

Oblivion Song to przepiękny, choć przewidywalny komiks niesamowitego Roberta Kirkmana. Znajdziemy tu klimaty sci-fi i niewytłumaczalne zjawiska, ale przede wszystkim próbę zwrócenia na łono rodziny jednego z dziwnie zagubionych w innym wymiarze członków rodziny. Próbę, która jest też odpowiedzią na wyrzuty sumienia.

Moni zdaniem:

Fabuła: 7/10
Kreska: 8/10
Bohaterowie: 7/10