Dziewięć miesięcy czułego chaosu

Dziewięć miesięcy czułego chaosu

4 listopada 2020 0 przez Monika Kilijańska

Ciąża to dziwny stan co potwierdza bez dwóch zdań komiksowa podróż macierzyńska Lucy Knisley. To świetna książka dla każdego przyszłego rodzica, ale i też wszystkich, twierdzących, że „to tylko ciąża”.

Bohaterowie

Lucy Knisley to autorka wielu komiksów. W każdym z nich przepracowała graficznie jakiś okres swojego życia. Cechuje ją humor i autoironia. Jednak ciąża to dla niej coś tak nowego, że stara się czytać wszystko co wpadnie jej w ręce. Kończy się to zdenerwowaniem, bo przecież internet i książki są pełne strasznych informacji. Knisley na szczęście może liczyć na swojego partnera, mamę, przyjaźnie nastawionych czytelników i redaktorkę… która sama też jest w tym samym co Lucy czasie w ciąży.

Fabuła

To nie kolejna urocza książka o ciąży. To o wiele więcej. Komiks zawiera nie tylko mity i fakty dotyczące ciąży, ciekawą historię dotyczącą tego, jak daleko zaszła medycyna położnicza, ciekawostki o zmaganiach medycznych, a przede wszystkim obszerną sekcję dotyczącą niepłodności i poronień. Pokazuje jak mało mówimy o trudach donoszenia ciąży i jak wiele takich historii jest w rodzinach, a o których się nie mówi, traktując poronienie jak temat tabu. Sama autorka zauważa, że żyjemy w świecie, w którym ludzie czują się winni, zawstydzeni i najczęściej tragicznie samotni po poronieniu. A przecież bezdzietni i dzietni powinni siei wspierać.

Wydarzenia, jakie opisuje autorka, są podane najczęściej chronologicznie, choć czasem zdarzają się drobne retrospekcje. Zaczynamy od czasów, kiedy młodziutka Lucy dowiaduje się co nieco o prezerwatywach i ślinochronach, o jej pierwszych niepowodzeniach z doborem antykoncepcji. Potem przechodzimy do pierwszej ciąży i poronienia, które bardzo mocno wpłynęło na Lucy. Tu skupiamy się nie tylko na jej uczuciach, ale też mitach związanych z utratą. Potem już towarzyszymy Lucy i jej partnerowi w ciąży. Tak, bo pokazuje ona także jak podchodził do niej ojciec jej dziecka, jakie miewał wątpliwości, co go przerażało, co musiał znosić.

Jeden z rozdziałów jest także rysowany według jego wspomnień, gdyż sama Lucy była w tym czasie nieprzytomna. Jest to bardzo smutna część, jednak chylę czoła za odwagę uporania się w graficzny sposób z wszystkimi tymi problemami, jakie przeszła Lucy i John. Wreszcie pokazuje sam poród, porównując go przy okazji do historycznych danych i informacji, a także opiekę nad noworodkiem w domu. Opiekę kojarzącą się jej z niewiedzą, brakiem doświadczenia, strachem i potwornym zmęczeniem.

Ale Lucy zahacza jeszcze o jeden temat, o którym czasem rzadko się mówi: co będzie sądziło dziecko po przeczytaniu takich informacji jak w tym komiksie. Czy czasem sami nie tworzymy podobnych zbiorów wspomnień na portalach społecznościowych? Warto przemyśleć, czy wszystko, co się tam znajduje, jest godne upamiętnienia.

Jako polski czytelnik możemy zauważyć jeszcze coś: amerykańska służba zdrowia wcale nie jest lepsza od tej naszej. Tu także lekarze skupiają się tylko na dziecku, pomijając nierzadko matkę i traktując ją jako swoisty inkubator. Wszelkie sugestie Lucy były zbywane, bo „przecież w ciąży tak kobieta się czuje”. Do tego nie mogła ona na spokojnie wrócić do sił w szpitalu, bo ubezpieczyciel (w Ameryce służba zdrowia jest prywatna) nie zapłaci za dodatkowe dni.

Kreska

Lucy rysuje dość uproszczone, choć realistyczne komiksy. Nie będziemy więc tu spoglądali na pełne szczegółów tła. Tu bohaterami są ludzie i to na nich skupiła się autorka. Narysowana prostą, ale przyjemną kreską z tradycyjnym sposobem kadrowania jest historią bardzo ludzką i bliską właściwie każdemu.

Ciekawostka

Angielskie słowo gossip (plotka) pochodzi od słowa godsipp (czyli God’s Siblings, dosłowni Boże rodzeństwo), którym określano akuszerki. Za zamkniętymi drzwiami izby porodowej akuszerki (godsibbs) często obmawiały wspólnych znajomych. Stąd plotki – gossip.

Podsumowanie

Powiem jedno: autorka kłamie. Kłamie w żywe oczy, bo komiks jest nie ilustrowanym dzienniczkiem ciąży, a zapisem wszystkiego, co związanego z prokreacją spotkało Lucy Knisley. Od fascynacji bobasami, przez antykoncepcję, depresję po poronieniu, aż po chaos związany z ciążą i wszystkim, co mogła wywrócić do góry nogami. Najbardziej podobały mi się ciążowe przesądy, które mogłam zweryfikować. W końcu jako trzykrotna matka, której ciągle ktoś coś zabobonnego wmawiał, miałam spore doświadczenie. Jeśli dodać jeszcze wzmianki historyczne to otrzymujemy naprawdę świetny komiks, która każda przyszła matka z powodzeniem powinna przeczytać!


Na szybko:

Jeśli nie masz jeszcze dzieci i wszystkie opowiadania o ciąży Cię brzydzą lub mogą wystraszyć, nie czytaj tego komiksu. Choć sama autorka wiele razy wspomina, że nie jest lekarzem, a komiks to jej własne przeżycia związane z czasem ciąż, to warto być przygotowanym na mocny, choć zakończony happy endem komiks. Jeśli nie masz nic przeciwko prawdziwemu obrazowi ciąży, czasem nie tylko na wesoło, to komiks dla Ciebie.

Moni zdaniem:

Fabuła: 7/10
Kreska: 7/10
Bohaterowie: 7/10