Jestem świeżo po lekturze pierwszego tomu Śmierci Komandora pt. Pojawia się idea autorstwa Haruki Murakamiego, jednego z najbardziej znanych współczesnych pisarzy japońskich. Jego najnowsza dwutomowa powieść jest, jak na Murakami przystało, kolejną kontrowersyjną lekturą. Nie dlatego, że surrealizm niczym z marzeń sennych miesza się tu z rzeczywistością, a dorosły bohater zachowuje się jak nic niewiedzący o życiu młodzieniec. Raczej dlatego, że seks jest tu przedstawiony jak najnormalniejsza czynność na świecie: bez romantyzmu, otoczki emocjonalnej czy uczuciowej. Ot, jak krojenie cebuli, choć przy niej to chociaż można popłakać.

Bohater

Nie znamy jego imienia, może dlatego, że jest narratorem, a może to standard u Murakamiego. Dość mocno odzwierciedla autora. To małomówny malarz portretów, który jest ceniony w środowisku malarskim, choć jego obrazy zwykle wcale nie są znane. Portreciści tak mają, że rzadko można zobaczyć gdzieś poza biurem ich dzieła, a w biurze zwykle nie kontempluje się sztuki. Jednak ma on smykałkę do wyrażania charakteru innych przy pomocy farb.

Nawet jak człowiek ma oczy szeroko otwarte, nie dostrzega wielu rzeczy (…)

Poznajemy go w dość burzliwym momencie życia, kiedy rozstał się z żoną i zamieszkał samotnie na kompletnym odludziu, w domu słynnego japońskiego malarza, Tomohiko Amady. Czy to sytuacja życiowa, czy nadmiar tempery: ma on dziwne przywidzenia i przesłyszenia. Widzi Mężczyznę Bez Twarzy, któremu nijak nie może zrobić portretu. Słyszy dzwonki buddyjskie, choć niemożliwością jest, by ktoś nimi potrząsał. Wreszcie widzi karzełka wyjętego prosto z nieznanego obrazu Amady.

Serce nie kieruje się tradycją, rozsądkiem czy prawem, jego ruch jest bardzo płyny. Swobodnie rozwija skrzydła i dowolnie się przemieszcza. Ta samo jak wędrowne ptaki nie znają pojęcia granic państwowych.

Bohater-narrator unika jak ognia konfliktów, problemów, ale jest na tyle ciekawy, że potrafi wyjść ze swojej strefy komfortu, by dowiedzieć się czegoś. Uwielbia muzykę klasyczną, jazz i gotowanie. Można go nazwać nieczułym albo o bardzo mocno wyważonych emocjach. Pozew rozwodowy nie zrobił na nim wrażenia, nie spowodował kłótni, depresji, a zwykłą chęć odseparowania się od problemu.

Wprawianie uczniów w podziw jest jednym z podstawowych zadań nauczyciela.

Fabuła

Idee krążą po świeci w setkach czy tysiącach lat. Dzień czy dwa wcale nie liczą jako upływu czasu.

Bohater nieoczekiwanie, a może jednak jakoś podejrzewał, że tak będzie, dowiaduje się od żony, że ta postanawia wziąć z nim rozwód. Godzi się z tym faktem, opuszcza wspólne mieszkanie i wyrusza w podróż po całej Japonii. Ostatecznie, kiedy kończą mu się fundusze, osiada w odosobnionym domku w górach, należącym do cierpiącego na demencję starczą ojca jego najlepszego przyjaciela. I przyjaciel i ojciec to także malarze, z tym, że ojciec to znany artysta tradycyjnej sztuki japońskiego malarstwa Amada, a syn uczył się kiedyś malarstwa, jednak wolał zaniechać tego fachu i dziś służy tylko radą naszemu bohaterowi. W obcym domu bohater przypadkiem odnajduje na strychu nieznany dotąd i bardzo podobny do sceny z opery Giovanniego w stylu starojapońskim, zatytułowany Śmierć Komandora. I właśnie dopiero wtedy zaczynają dziać się dziwne rzeczy…

Ludzie próbują szukać dróg zrozumienia innymi metodami, ale to tak jak czerpanie wody przetakiem. Niepodobna tego robić.

Nasz bezimienny bohater spędza czas na całkowicie normalnych czynnościach, więc i fabuła nie będzie zbyt szybka. Spotyka on oryginalne postacie, jak choćby bogatego i nieco ekscentrycznego Menshikiego, słucha pozostawionych przez Amadę płyt, gotuje, uczy dorosłych i dzieci malarstwa, nawiązuje romans z jedną ze swoich dorosłych uczennic. Często historia przerywana jest dygresjami czy retrospekcjami, choć niektóre wydają się być całkowicie bez związku z fabułą.

Pozowanie do obrazu oznacza stopniowe rozbieranie się do naga – w wielu przypadkach w rzeczywistości, w innych w przenośni. Malarz próbuje dotrzeć jak najgłębiej do prawdziwej natury modela. Czyli musi zedrzeć powłokę wyglądu zewnętrznego, w którą model się owinął.

Poza historią bohatera czy Menshikiego czy tytułowego Komandora, mnie osobiście bardzo wciągnął wątek samego Amady. Ten japoński malarz studiował w Wiedniu w przededniu anszlusu Austrii przez III Rzeszę. Okazuje się, że nic o tym okresie jego życia nie wiadomo, może poza tym, że interesowało go malarstwo Zachodnie i w tym kierunku się kształcił. Po 1938 roku wrócił do Japonii i na kilka lat słuch o nim zaginął. Wrócił z rozmachem i z zupełnie odmiennym stylem: stał się malarzem starojapońskich obrazów nawiązujących do czasów sprzed okresu Meiji. Nie wiadomo jednak skąd taka zmiana.

W życiu często się zdarza, że trudno uchwycić granice między rzeczywistością a nierzeczywistością. Wygląda na to, że ciągle się przesuwają. Jak granica państwa przesuwa się codziennie zależnie od nastroju. Trzeba zwracać baczną uwagę na te ruchy. Jeśli się tego nie robi, można przestać się orientować, po której człowiek jest stronie.

Autor

Haruki Murakami pochodzi z Kioto, lecz dorastał w Kobe. Jego dziadek był buddyjskim duchownym. Studiował na tokijskim uniwersytecie teatrologię i prowadził klub jazzowy. W wieku 30 lat wydał swoją pierwszą powieść Słuchaj pieśni wiatru (1979). Za powieść Koniec świata i hard-boiled wonderland (1985) otrzymał bardzo prestiżową nagrodę Jun’ichirō Tanizaki’ego, a kolejne, Tańcz, tańcz, tańcz (1988) i Na południe od granicy, na zachód od słońca (1992), sprawiły, że stał się sławny w USA i na Zachodzie.

W latach 1986–1988 mieszkał we Włoszech, gdzie napisał jedną z nielicznych powieści realistycznych w swoim dorobku, Norwegian Wood (1987). Odrobinę zdziwiony i nieprzyzwyczajony do sławy wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, dziec pracował na Uniwersytecie Princeton i na Uniwersytecie Williama Howarda Tafta w Santa Ana. Wrócił do Japonii po trzęsieniu ziemi w Kobe i ataku gazowym sekty Najwyższa Prawda w tokijskim metrze. W 2006 roku został uhonorowany Nagrodą Franza Kafki. Jak sam mówi, poczuł chęć pisania na meczu baseballowym w 1978 r., sam nazywa to „objawieniem”.

Nawet ludzie żyjący w wielkim dostatku mszą nad czymś rozmyślać.

Ciekawostka

Najnowsza powieść Murakamiego Kishidanchō goroshi (czyli właśnie Śmierć Komandora) została wydana w Japonii 24 lutego 2017 i liczy sobie dokładnie 1000 stron. Musieliśmy czekać aż 5 lat na pełnoprawną powieść, w tym czasie delektując się jedynie esejami. Murakami to jednak nie Mróz! Jej ukazanie się budzi jednak pewne kontrowersje, gdyż np. przez hongkońskich cenzorów została uznana za obsceniczną. Nadano jej rangę drugiej kategorii (materiał nieprzyzwoity) i oznacza to, że na rynku chińskim nie może być sprzedawana, jeśli na okładce nie pojawi się odpowiednia ku temu adnotacja. Doprowadziło to do ekspresowego zniknięcia pozycji na targach książki w Hongkongu, gdyż tajwański wydawca Murakamiego, China Times Publishing, bał się represji i wydalenia z imprezy.

Nie zawsze wiedza o faktach wzbogaca ludzi. Nie zawsze obiektywizm przewyższa subiektywizm. Nie zawsze fakty unieważniają iluzje.

Podsumowanie

Prawda to myślowy obraz, a myślowy obraz to wszak prawda. Najlepiej po prostu przyjąć ten obraz w całości.

Tom pierwszy bardzo rozbudził mój apetyt, pozostawiając wiele niedokończonych, a czasem tylko rozpoczętych wątków. Choć fabuła wręcz się wlecze, to nie miałam momentu nudy. Wciągały mnie nawet opisy przyrządzanych dań czy kolejnych faz malowania portretu. To jest coś niezwykłego napisać książkę o zwykłych rzeczach, odrobinie surrealizmu i nie zanudzić czytelnika. Tu udało się i to bardzo.

(…) bez względu na to, czy to ma sens, czy nie ma, w większości przypadków waży jest rezultat.

Tą i inne książki z gatunku literatura piękna znajdziecie tu: selkar.pl.


Na szybko:

Co w drugim tomie zrobi Idea? Jaką formę przybierze i czego właściwie chce? Czy bohater odnajdzie swój styl, a Menshiki nawiąże kontakt z córką? Czy jakieś nadnaturalne zjawiska będą mieszały w życiu bohatera? Z takimi pytaniami zostawia nas autor tej niespiesznej fabułą powieści japońskiego pisarza, Haruki Murakamiego.

Moni zdaniem:

Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 8/10