Łatwo przy­zwy­cza­ić się, że ani­me zwy­kle poru­sza­ją w tema­ty­ce szkol­ne życie, romans, mechy lub prze­dziw­ne fan­ta­stycz­ne stwo­ry i moce. Rza­dziej może­my spo­tkać kli­ma­ty gang­ster­skie. Wła­śnie z tego kli­ma­tu pole­cam 91 Days, bo to świet­ne ani­me o cza­sach pro­hi­bi­cji w USA.

Bohaterowie

Głów­nym boha­te­rem jest Ange­lo. Został on sie­ro­tą z powo­du mafij­nych pora­chun­ków. Na wła­sne oczy widział jak jego rodzi­ce i młod­szy brat są mor­do­wa­ni przez rodzi­nę Vanet­tich. Wszyst­ko to w dzień wła­snych uro­dzin! Był na tyle roz­gar­nię­tym dziec­kiem, że uda­ło mu się uciec, prze­żyć. Lata 20. XX wie­ku nie roz­piesz­cza­ły niko­go – Ange­lo zosta­je mło­dym kie­szon­kow­cem. Uda­je mu się dożyc dnia, w któ­rym otrzy­mał ano­ni­mo­wy list z imio­na­mi mor­der­ców. Zemsta roz­pa­la mło­de­go czło­wie­ka i odnaj­du­je on ponow­nie sens życia bez­czel­nie ode­bra­ny pod­czas jat­ki sie­dem lat wcze­śniej we wła­snym domu. Bo Ange­lo, para­fra­zu­jąc Kazi­ka Sta­szew­skie­go „dobry chło­pak był”. Ange­lo zaczy­na on powo­li zdo­by­wać zaufa­nie rodzi­ny Vanet­tich, cały czas pla­nu­jąc zemstę na ludziach któ­rzy ode­bra­li mu rodzi­nę. Uży­wa fał­szy­we­go imie­nia — Avi­lio Bru­no, przez co nikt z rodzi­ny nie podej­rze­wa, że jest synem Testy Lagu­sy. Ange­lo jest przy tym bar­dzo opa­no­wa­nym i dobrym akto­rem. Bez drgnię­cia powie­ki kła­mie w żywe oczy gło­wie mafij­nej rodzi­ny, mani­pu­lu­je wszyst­ki­mi. Zawsze nosi przy sobie nóż. Pali papie­ro­sy.

Jed­ny­mi z posta­ci pierw­szo­pla­no­wych są Cor­teo – przy­ja­ciel Ange­lo z lat mło­dzień­czych oraz Nero Vanet­ti – syn sze­fa rodzi­ny Vanet­tich, któ­ry przej­mu­je dowo­dze­nie mafią po zamor­do­wa­niu ojca. Oby­dwo­je są bar­dzo bli­sko Ange­lo, chy­ba nawet bli­żej, niż sam Ange­lo by chciał. Cor­teo opra­co­wu­je recep­tu­rę ide­al­ną do uwa­rze­nia moc­ne­go alko­ho­lu. Ange­lo, któ­re­go czę­sto wspo­ma­ga­ła rodzi­na Cor­teo, czu­je, że powi­nien odwdzię­czyć się Cor­teo i wcią­ga go do rodzi­ny. Począt­ko­wo nie wie o mor­der­czych zapę­dach Ange­lo. A Nero Vanet­ti, któ­ry był tak­że na liście do odstrza­łu, nie wie­dział tego do ostat­niej sce­ny. Cóż, Nero nie zawsze dzia­ła rozum­nie, nie zawsze prze­wi­du­je kolej­ne ruchy i daje ponieść się gnie­wo­wi. Choć jest bar­dzo rodzin­ny nie uda­je mu się wła­ści­wie niko­go z rodzi­ny oca­lić. Niko­go?

Fabuła

Zaka­zy zwy­kle nie odstra­sza­ją tych, któ­rzy chcą zaro­bić. Dla­te­go cza­sy pro­hi­bi­cji wca­le nie spo­wo­do­wa­ły zmniej­sze­nia kon­sump­cji alko­ho­lu w USA, a raczej pozwo­li­ły na roz­wój czar­ne­go ryn­ku i prze­stęp­czo­ści zwią­za­nej z han­dlem alko­ho­lem. Pomię­dzy licz­ny­mi orga­ni­za­cja­mi prze­stęp­czy­mi roz­po­czy­na się zacię­ta wal­ka o tery­to­rium, mogą wygrać tyl­ko naj­sil­niej­sze kla­ny. W fik­cyj­nym mie­ście Law­less zamor­do­wa­ny zosta­je urzęd­nik Testa Lagu­sa wraz z rodzi­ną. Jest on pośred­nio zamie­sza­ny w mafij­ne pora­chun­ki. Z mafij­nej egze­ku­cji ratu­je się jed­nak jego star­szy syn – Ange­lo. Od tej chwi­li ukry­wa się on i żyje z dnia na dzień. Prze­ło­mem sta­je się otrzy­ma­nie tajem­ni­cze­go ano­ni­mo­we­go listu od oso­by, któ­ra rze­ko­mo zna mor­der­ców rodzi­ny Ange­lo. Chęć zemsty napeł­nia ser­ce chło­pa­ka na tyle, że prze­ni­ka on do świa­ta prze­stęp­czo­ści i doko­nu­je krwa­wej zemsty na nic nie prze­czu­wa­ją­cych bra­ciach z feraj­ny.

Taki pro­sty sce­na­riusz, któ­ry poło­żył­by nie­je­den film hol­ly­wo­odz­ki, w przy­pad­ku tego ani­me spraw­dza się ide­al­nie. Motyw zemsty co rusz doty­ka wąt­ki pobocz­ne będą­ce kamycz­ka­mi wywo­łu­ją­cy­mi póź­niej­szą lawi­nę. Każ­dy z nich ma klu­czo­wą rolę w póź­niej­szych wybo­rach Ange­lo. Każ­dy zgon jest prze­my­śla­ny i zwy­kle zaska­ku­ją­cy. Nie­ste­ty taki spo­sób pro­wa­dze­nia nar­ra­cji, skąd­inąd bar­dzo dobry, nie jest dosto­so­wa­ny do dłu­go­ści całej serii. 91 Days to tyl­ko 12 odcin­ków, przez co akcja albo sza­leń­czo rwie do przo­du, albo nagle moc­no spo­wal­nia, jak­by sce­na­rzy­sta dostał zadysz­ki. Sinu­so­idal­ne tem­po nie jest moc­ną stro­ną tego fil­mu, bo część leni­wych scen zwy­czaj­nie moż­na by było skró­cić lub z nich zre­zy­gno­wać na rzecz roz­cią­gnię­cia tych z szyb­szym tem­pem akcji.

 

Otwarte zakończenie

Ani­me nie koń­czy się jed­no­znacz­nie. Bo czy strzał w ple­cy z bli­skiej odle­gło­ści nie jest koń­cem? Ale w tym przy­pad­ku nie wie­my tak napraw­dę czy jest. Nero cie­szy się, bo tra­fił czy może cie­szy się, bo spu­dło­wał? Dla jed­nych to znak, że może będzie kolej­na seria, jed­nak nie łudzi­ła­bym się, bo to zamknię­ta histo­ria o tym, że zemsta to kiep­ski pomysł na sens życia.

Kreska

Gra­fi­ka nie olśnie­wa, jed­nak to ona jest tu od począt­ku do koń­ca na tym samym pozio­mie. Przy­zwo­itym pozio­mie. To nie jest ani­me z ogro­mem deta­li, bogac­twem kolo­ry­sty­ki. Sce­ny prze­ło­mo­we nie są trak­to­wa­ne lepiej od pobocz­nych. Do tego kolo­ry­sty­ka oraz mięk­ka kre­ska ide­al­nie odda­je kli­mat lat 20. XX wie­ku Sta­nów Zjed­no­czo­nych Ame­ry­ki. Spo­ro uwa­gi poświę­co­no odpo­wied­nie­mu zapro­jek­to­wa­niu archi­tek­tu­ry i stro­jów z epo­ki, co jest szcze­gól­nie widocz­ne pod­czas scen zbio­ro­wych np. pod­czas wese­la czy roz­gry­wa­ją­cych się w boga­to ume­blo­wa­nych pomiesz­cze­niach.

Podsumowanie

91 Days mogło­by stać się mafij­ną jat­ką, gdy­by nie to, że głów­ny boha­ter nie przy­po­mi­na śle­po bie­gną­ce­go ber­ser­ka, lecz moc­no stą­pa­ją­ce­go na zie­mi ana­li­ty­ka. Kre­acje posta­ci są tu świet­ne, a dodat­ko­wo każ­dy trup jest chłod­no wkal­ku­lo­wa­ny w plan zemsty głów­ne­go boha­te­ra. Intry­ga jest napraw­dę dobrze zakro­jo­na, jed­nak dłu­gość serii nie pozwa­la jej się dosta­tecz­nie roz­wi­nąć. Szko­da, bo spo­koj­nie moż­na było z 91 Days zro­bić kil­ka cie­ka­wych sezo­nów zamiast jed­ne­go szyb­kie­go. To nie jest seria bez wad, nie­mniej war­to obej­rzeć tak ambit­ny i prze­my­śla­ny sce­na­riusz twór­ców m.in. Boku dake ga inai machi, fabu­lar­nie zamknię­ty, bez wszę­do­byl­skie­go fun­ser­wi­su.

Na szybko
  • 10/10
    Fabu­ła — 10/10
  • 8/10
    Kre­ska — 8/10
  • 10/10
    Boha­te­ro­wie — 10/10
9/10

Moni zda­niem:

Histo­ria krwa­wej zemsty osa­dzo­na w realiach Ame­ry­ki z cza­sów pro­hi­bi­cji. Ambit­ny pro­jekt, solid­ny sce­na­riusz i nie­co słab­sze wyko­na­nie. Pozy­cja obo­wiąz­ko­wa dla fanów gang­ster­skich thril­le­rów.