Wil­cze dzie­ci to świet­na adap­ta­cja man­go­wa wspa­nia­łe­go dłu­go­me­tra­żo­we­go fil­mu ani­me o tym samym tytu­le. Sce­na­riusz Mamo­ry Haso­dy jest w man­dze Yu odwzo­ro­wa­ny nader dokład­nie, więc sama nie wiem co pole­cić bar­dziej: prze­czy­ta­nie czy oglą­da­nie Wil­czych dzie­ci. Bo jed­no i dru­gie spra­wi­ło mi i moim wła­snym dzie­ciom nie­sa­mo­wi­tą fraj­dę.

Bohaterowie

Na pierw­szy plan wysu­wa­ją się trzy oso­by: Yuki, któ­ra jest przy oka­zji nar­ra­to­rem man­gi, jej brat Ame oraz ich mama, Hana. Hana to bar­dzo cier­pli­wa, spo­koj­na, cicha i pozy­tyw­nie nasta­wio­na do życia mło­da kobie­ta. Po utra­cie męża samot­nie wycho­wu­je cór­kę i syna, któ­rzy odzie­dzi­czy­li po ojcu dość spe­cy­ficz­ny dar: są potom­ka­mi japoń­skich wil­ków, a ich ojciec był ostat­nim przed­sta­wi­cie­lem tego gatun­ku. Mogą one przyj­mo­wać postać zarów­no czło­wie­ka jak i wil­ka. Jed­nak jak to z dzieć­mi – ich zdol­ność do kon­tro­lo­wa­nia takie­go daru jest moc­no ogra­ni­czo­na co czę­sto jest powo­dem kło­po­tów.

 

Yuki to bar­dzo ener­gicz­na i cie­kaw­ska dziew­czyn­ka. Cią­gle je i dość rado­śnie pod­cho­dzi do świa­ta. Lubi spra­wiać psi­ku­sy i jako mat­ka powiem jed­no: nie jest takie­go malu­cha łatwo upil­no­wać, szcze­gól­nie jeśli ma młod­sze rodzeń­stwo jak Ame. Bo Ame to typo­we High Need Baby: pła­cze cały­mi dnia­mi, nie chce jeść, musi być noszo­ny na rękach, we wszyst­kim potrze­bu­je asy­sty mat­ki, przy któ­rej tyl­ko czu­je się bez­piecz­ny. Do tego bar­dzo nie lubi zmian, a obcy go onie­śmie­la­ją.

Fabuła

Hana pod­czas jed­ne­go z wykła­dów na uczel­ni pozna­je męż­czy­znę, któ­ry ją nie­sa­mo­wi­cie intry­gu­je. Od roz­mo­wy do roz­mo­wy i zaczy­na kwit­nąć pomię­dzy nimi uczu­cie, któ­re jest na tyle doj­rza­łe, że zaczy­na­ją two­rzyć rodzi­nę. Naj­pierw rodzi się im cór­ka, któ­rą nazy­wa­ją Yuki, a rok póź­niej syn Ame. Jed­nak życie rodzi­ny nie jest do koń­ca tak nor­mal­ne jak innych miesz­kań­ców mia­sta: zarów­no ojciec jak i dzie­ci skry­wa­ją przed świa­tem sekret – w są oni potom­ka­mi wil­ków. Powo­du­je to nie­ste­ty spo­ro pro­ble­mów takich jak rezy­gna­cja z opie­ki zdro­wot­nej czy choć­by osa­mot­nie­nie, szcze­gól­nie po śmier­ci męża Hany. Od tego momen­tu kobie­ta nie tyl­ko musi zre­zy­gno­wać z nauki i pra­cy, ale tak­że zmie­rzyć się z inno­ścią jej dzie­ci, któ­re potra­fią obszcze­kać psa w par­ku, wyć w środ­ku nocy do księ­ży­ca czy polo­wać na małe zwie­rząt­ka. Kim tak napraw­dę są Ame i Yuki: wil­ka­mi czy ludź­mi? I czy uda się im całą rodzi­ną miesz­kać w wiel­kim mie­ście?

Kreska

Deli­kat­na kobie­ca kre­ska autor­stwa Yu, z sza­ry­mi i czar­ny­mi wypeł­nie­nia­mi ide­al­nie odda­je kli­mat tej moc­no emo­cjo­nal­nej opo­wie­ści. Choć posta­ci zosta­ły zapro­jek­to­wa­ne przez Yoshiy­uki Sada­mo­to, to Yu nada­ła im swój cha­rak­ter. Wszel­kie emo­cje są tu ide­al­nie odda­ne i spo­ro jest kadrów przed­sta­wia­ją­cych twarz. Wpraw­dzie pej­za­że czy tła nie są moc­ną stro­ną man­gi, jed­nak ni ranią oczu i są na cał­kiem dobrym pozio­mie. Dodat­ko­wo man­gę otwie­ra­ją kolo­ro­we stro­ny z akwa­re­lo­wym, deli­kat­nym kolo­ro­wa­niem.

Ciekawostka

W Ooka­mi Kodo­mo no Ame to Yuki, czy­li bar­dziej po pol­sku w Wil­czych dzie­ciach (tłu­ma­cze­nie bar­dzo kre­atyw­ne i odno­si się raczej do angiel­sko­ję­zycz­nej nazwy man­gi i ani­me Wolf chil­dren), tak jak w całej Japo­nii imio­na mają swo­je zna­cze­nie. Hana ozna­cza dosłow­nie kwiat. Rodzi­ce Hany nada­li cór­ce takie imię, gdyż w dniu jej naro­dzin cały ogród tonął w kwia­tach. Uśmie­cha­ły się do słoń­ca, a jej ojciec chciał, żeby jego dziec­ko tak­że było taką weso­ła oso­bą. Dzie­ci Hany to Yuki, czy­li śnieg i Ame, czy­li deszcz. Wła­śnie w dni o takiej pogo­dzie uro­dzi­ły się jej cór­ka i syn.

Podsumowanie

Nawet zna­jąc fabu­łę z oglą­da­ne­go fil­mu nie nudzi­łam się man­gą. Jest tu kil­ka smacz­ków, któ­re doda­ją cie­ka­wo­ści. Poza tym moja cór­ka zafa­scy­no­wa­na jest wil­ka­mi i man­gę dosłow­nie połknę­ła w kil­ka dni. A dodam, że dopie­ro nie­daw­no nauczy­ła się czy­tać, więc to spo­ry wyczyn. Pierw­szy tom jest dopie­ro zapo­wie­dzią trzy­to­mo­wej serii, a już spo­ro się tu dzie­je i aż chce się czy­tać. Ser­decz­nie pole­cam, bo to bar­dzo nostal­gicz­na i poru­sza­ją­ca opo­wieść.

Na szybko
  • 9.7/10
    Fabu­ła — 9.7/10
  • 9.5/10
    Kre­ska — 9.5/10
  • 9.5/10
    Boha­te­ro­wie — 9.5/10
9.6/10

Moni zda­niem:

Prze­pięk­na man­ga o mat­czy­nej miło­ści, posza­no­wa­niu inno­ści i trud­no­ściach w odna­le­zie­niu się w świe­cie kogoś, kto musi ukry­wać wła­sną toż­sa­mość. Świet­na histo­ria, prze­pięk­na kre­ska. Man­ga tak­że dla dzie­ci.