W życiu żołnierza przychodzi taki moment, kiedy musi wybrać: miłość do kobiety czy miłość do ojczyzny. Dobry żołnierz wie, że ta druga powinna wygrać, a dobra żona – patriotka: że tak powinno być, choć serce się kraje.

Bohaterowie

Władysław Łukasiuk to świetny ojciec. Córkę i syna uczy bardzo ciekawych rzeczy: wrażliwości na przyrodę, jakie ryby biorą jesienią, jakie grzyby warto zbierać oraz dlaczego w bezksiężycową noc łatwiej jest przeżyć potańcom w lesie. A, no tak, bo Władysław to „Młot”, dowódca AK z Mężenina. Gdyby nie jego trzeźwość umysły prawdopodobnie znaleziony przez oddział prototyp rakiety niemieckiej byłby zniszczony. A tak rozbrojony na jego komendę niewybuch można było przebadać i dzięki temu dowiedzieć się jak działa. Taka wiedza w czasie wojny była na wagę złota!

Takich dowódców jak on trzeba było podczas wojny, ale do czego mogą przydać się w czasie pokoju? Okazuje się, że „Młot” ma po co walczyć dalej: będzie walczył o prawdę. Jest mądrzejszy od pięcioletnie doświadczenie na polu walki, wie więc, że w pojedynkę, ba, nawet małym oddziałem nic nie wskóra. Z jego inicjatywy siły nadbużańskich partyzantów łączą się w większy oddział i razem walczą dalej. „Młot” jest przygotowany na taką ewentualność: nadal ma przechowane zapasy broni. Jest też zdeterminowany i przysięga, że nie spocznie, puki choć jeden sowiecki bandzior będzie biegał po ziemi białostockiej. W żadne zapewnienia o amnestię nie wierzy. Ta przysięga jest nawet ważniejsza niż małżeńska.

Fabuła

Dla walczącego z Niemcami „Młota” ogłoszenie pokoju niewiele zmieniło. Zmienił się tylko wróg. Bo wyzwoliciele tępili walczące wcześniej z faszystami oddziały, uważając je za element reakcyjny. Wsie płonęły, ludzie cywilni byli bici, byle tyko dowiedzieć się gdzie ukrywają się byli żołnierze. To nie były czasy na sielskie życie na wsi – to były czasy walki w lesie! „Młot” razem ze swoimi dawnymi kamratami z frontu wraca do walki. Łączy siły wraz z oddziałami „Szumnego” i „Gerwazego”, by w większej grupie więcej osiągnąć. Odbija pojmanych prze czekistów chłopców z jego rodzinnego Mężenina. Jego oddział, bo po śmierci „Szumnego” to „Młot” objął dowodzenie nad grupą ponad 100 partyzantów, atakuje m.in. koszary KBW w Siemiatyczach oraz czy obsadę mostu na Bugu we Fronołowie. Walczył do końca, ale nie doczekał się wolnych czasów. Nie doczekał się też na ponowne spotkane z rodziną.

Kreska

Trzeci tom Wilczych tropów nie jest już tak przeładowany walkami. Mamy tu szerszy rys historyczny: rozmowy o komunistycznej amnestii, represjonowanie ludności cywilnej, różne postawy żołnierzy LWP. Sceny te są oddane w naprawdę emocjonalnym stylu, pełne wyrazistej mimiki twarzy postaci, realistycznymi, szczegółowymi pejzażami. Dzięki takim zabiegom o wiele łatwiej jest sobie uzmysłowić, że „Młot” przede wszystkim walczył właśnie o ludzi.

Ciekawostka

„Młot” nie zginął w walce. Został zabity przez własnego podkomendnego Czesława Dybowskiego „Rejtana”. Do dziś nie wiadomo jakie były okoliczności jego śmierci. Nie jest też znane miejsce pochówku, bo choć pierwotnie grób znajdował się w lesie Czartajówka, to już dwa tygodnie po pochówku UB zabrało stamtąd ciało.

Podsumowanie

Żołnierze, którzy kiedyś walczyli o wyzwolenie Polski spod ręki niemieckiej, teraz znowu stają w szeregach, by ukrócić zapędy sowieckie do rządzenia w kraju. Nie będzie to łatwa wojna, bo nie wszyscy uznają jej zasadność. Wiele wiosek spłonie, wiele rodzin zostanie bez ojca, wielu w końcu będzie przez lata uznawanych za żołnierzy wyklętych.

Pozostałe recenzje serii Wilcze tropy:
Zygmunt
Orlik