Pierwszy tom Głębi Ricka Remendera nie pozostawia ludzkości zbyt wiele nadziei. Kończy się tlen i apatyczni rządzący wolą urządzać orgie i popijawy, niż szukać sondy – mitycznego urządzenia, które może wskazać im planetę do osiedlenia się, podobną do Ziemi. Czy drugi tom da nam czy odbierze resztkę nadziei?

Bohaterowie

Della, córka Steel, mieszka w mieście Voldin, gdzie została sprzedana zaraz po porwaniu. Pracuje w Ministerstwie Myśli, a jej głównym zajęciem jest eliminacja wszelkich oznak nadziei i ludzi, którzy ją podsycają. Poluje głównie na artystów. Jest brutalna i bezwzględna, nie cofa się nawet przed zabiciem ukochanej. Ktoś mocno namieszał jej w mózgu. Czy jednak spotkanie z siostrą odmieni jej myśli? A może nawiązanie kontaktu z matką okaże się podstępem ze strony Delli?

Fabuła

Rick Remender bardzo umiejętnie rozwija swoją opowieść oraz świat przedstawiony. Bohaterowie dojrzewają nie tylko fizycznie. Ludzkość na wieść o sondzie, o której dowiedzieliśmy się w pierwszym tomie Głębi, budzi się z apatii i podejmuje kroki. Niestety jest to głównie przeszkadzanie w dotarciu do niej. Świat się zmienił, nie ma już sztuki, jest tylko brutalność. Nie ma nadziei. Ale czy na pewno? Może choćby garstka ocalałych kompanów Marika, jej matka Steel oraz nosząca skafander sternika Tayo znajdzie choćby szczątki nadziei? Jeśli tylko uda im się wymknąć z morderczych objęć krwiopijek…

Kreska

W pierwszym tomie narzekałam nieco na nieostrą kreskę Tocciniego. Wyglądała jakby był rozmyta wodą, co w sumie dobrze współgrało z umiejscowieniem akcji w głębinach oceanów. Jednak obrazy ewoluowały i w drugim tomie wszystko wydaje się być bardziej szczegółowe i dokładne. Plenery w dalszym ciągu urzekają, a barwy sprawiają, że całość prezentuje się wręcz bajkowo, choć nie jest to zdecydowanie bajka dla dzieci.

Ciekawostka

Działalność Delli i Ministerstwa Myśli to czysta cenzura. Są tym samym, co Święta Inkwizycja, Goebbels w nazistowskiej III Rzeszy, strażacy w Fahrenheit 451 Ray’a Bradbury’ego czy klerycy z filmu Equilibrium. W filmie scenarzysta wykreował świat, w którym nie ma emocji. Żadnych. Jeśli się pojawiają, to wyszkoleni zabójcy zwani Klerykami niszczą nie tylko emocjonujące obrazy, książki czy wnętrza, ale i ludzi nimi opętanych. By samemu nie czuć emocji każdy zażywa lek zwany Prozium. Dopiero kiedy jeden z kleryków, John Preston, pomija dawkę, okazuje się, że brak emocji, który miał sprawić świat pięknym, sprawia więcej śmierci i cierpienia niż same emocje, nawet te złe. Polecam Equilibrium tym, którzy potrzebują filmu skłaniającego do głębszych przemyśleń, lubiących oryginalność, a nie tylko tanie mordobicie.

Podsumowanie

Pierwszy tom Głębi mnie ujął, ten… zaledwie trzyma mnie przy sobie, bym poznała zakończenie. Nie jest to ta spektakularność, świeżość historii, którą otrzymałam z pierwszym zeszytem. Wylewający się patos i sporo moralizatorstwa, choćby w scenach z krwiopijkami, trochę mnie zanudzał. Mam tylko nadzieję, że nie rozwinie się to w patologiczny sposób w ostatnim tomie.

Pozostałe recenzje serii Głębia: Głębia [tom 1]


Na szybko:

Drugi tom Głębi niejako daje nam przeczekać i poczekać. Miejmy nadzieję, że na coś naprawdę dobrego, bo czytelnik po pierwszym ma spory apetyt na dobrą lekturę. Kreska urzeka, futurystyczna i postapokaliptyczna wizja życia w głębinach, kiedy kończą się w miastach zasoby tlenu, też wciąga. Kolejne dwa tomy rozsądzą, czy seria jest dobra, czy naprawdę dobra.

Moni zdaniem:

Fabuła: 6/10
Kreska: 7/10
Bohaterowie: 6/10