Na kocią łapę [tom 1-2]

Na kocią łapę [tom 1-2]

11 czerwca 2026 0 przez Monika Kilijańska

W moim życiu zawsze były jakieś zwierzęta. Psy, koty, chomiki, ślimaki, rybiki cukrowe (tak, je też hodowałam, ze znikomym efektem), świnki morskie. Ba, nawet wszy, a co! Do tego wszystkie komary zawsze do mnie lecą. Nic dziwnego, że sięgnęłam po mangę ze zwierzęciem. I nic dziwnego, że pokochałam Na kocią łapę.

Bohaterowie

Subaru Mikazuki rzadko wychodzi z domu, spędzając cały czas na czytaniu i pisaniu powieści kryminalnych. Jego rodzice zmarli w wypadku samochodowym. Od tego czasu boi się on utraty, więc postanawia odsunąć się od wszystkich, by jej nie doznać. Jest też bardzo ostrożny w nawiązywaniu kontaktów.

Fabuła

Manga opowiada historię superintrowertycznego pisarza, który nagle spotyka bezpańskiego kota. Kota, który równie niespodziewanie staje się inspiracją do jego powieści. Ostatecznie adoptuje kociaka, mając nadzieję, że będzie go on nadal inspirował do pisania. Okazuje się, że życie ze zwierzakiem to nie tylko inspiracja do pisania, ale całkowita zmiana! Tym bardziej, że czasem trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu (tj. mieszkania) i kupić karmę albo zaprosić kotolubnego redaktora do siebie (codziennie!!!). Bo jak pisarz, który ledwo potrafi zadbać o siebie, może zatroszczyć się o inną żywą istotę? I co myśli kociak, któremu pisarz nadał imię Haru, o tym dziwnym człowieku, który go karmi? Zdecydowanym plusem mangi jest wprowadzenie dwóch narracji, co potęguje komizm sytuacji!

Kreska

Asu Futatsuya rysuje dość prosto, ale przecież kotu wystarczy tyle, by być słodkim. Lubi używać rastrów, nawet na futrze Haru, dlatego czasem wydaje się on czarny, a czasem złożony z miliona krzyżujących się kreseczek. Sekcje humorystyczne są bardzo dobrze oddane. Na plus kadry z perspektywy kota, gdyż wydają się, jakby rysownik rzeczywiście odwzorowywał świat widziany z czterech puchatych łap.

Ciekawostka

Aktualnie oglądam anime Azumanga Daiou i występuje w niej odcinek o wycieczce na wyspę świętych kotów, wyspę Iromote. Wyspa Iriomote jest największą wyspą z wysp Yaeyama i drugą co do wielkości w prefekturze Okinawa po samej wyspie Okinawa. To także jedno z najdzikszych miejsc w Japonii, gdzie większą część wyspy pokrywa gęsty, górzysty las. I miejsce występowania ciekawego kota, po polsku zwanego zwyczajnie kotkiem wyspowym. To rzadki gatunek kota bengalskiego. Odkrycie zawdzięczamy japońskiemu pisarzowi i przyrodnikowi Yukio Togawa. W lokalnych dialektach języka Yaeyama jest znany jako yamamayaa (山 マ ヤ, „dziki kot” lub „kot leśny”), yamapikaryaa (ヤ マ ピ カ ラ ー ー, „ten, co świeci w lesie”) i meepisukaryaa (メ イ ピ ス カ ラ ー ー, „to, co ma błyszczące oczy”). Na wyspie żyje ich w rezerwacie około 50-100 osobników, lecz populacja ciągle się kurczy. Koty z Iromote są uznawane za skarb narodowy.

Podsumowanie

Fabuła jest powolna i beztroska, ale właśnie to sprawiło, że się w niej zakochałam. To jak czytanie Starszy pan i kot czy Księgi przyjaciół Natsume. Nie ma co oczekiwać szybkiej, dramatycznej historii, niczym jazdy kolejką górską. Ale właśnie czasami dramat nie jest potrzebny. Czasami czytanie czegoś powolnego jest bardziej poruszające.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wydawnictwo-waneko-300x300.jpg

Na szybko:

Chyba każdemu samotnikowi przydałby się taki kot jak Haru. Bardzo miła i podtrzymująca na duchu historia dla czytelnika w każdym wieku.

Moni zdaniem:

Fabuła: 8/10
Kreska: 8/10
Bohaterowie: 8 /10