Każ­dy ma swój spo­sób na roz­ła­do­wa­nie napię­cia: jed­ni piją, inni czy­ta­ją, jesz­cze inni muszą wyżyć się na siłow­ni. Tak samo mają gho­ule, inspek­to­rzy i zwy­kli zja­da­cze chle­ba. Nic ich nie róż­ni. Czy to zna­czy, że gho­ule są jak ludzie?

Bohaterowie

Naki jest ghu­lem, któ­ry jest jed­ną z cie­ka­wiej skon­stru­owa­nych psy­chicz­nie posta­ci zaraz po Ban­jou. Być może wie­zie­nie w Col­chei i towa­rzy­sze­nie sady­stycz­ne­mu Yamo­rie­mu czy Klau­nom jed­nak nie było dla nie­go obo­jęt­ne. Przy­kła­do­wo ma podob­ną manie­rę jak Yamo­ri – strze­la pal­ca­mi, a wła­ści­wie tyl­ko środ­ko­wym. Naki jest cha­rak­te­ry­stycz­ny jesz­cze przez wygląd: zawsze w bia­łym gar­ni­tu­rze i z poma­lo­wa­ny­mi ciem­nym cie­niem powie­ka­mi. Z jed­nej stro­ny wyda­je się pew­nym sie­bie gho­ulem o nie­sa­mo­wi­tej, przy­naj­mniej w zapo­wie­dziach, sile, ale gdy tyl­ko ginie Yamo­ri wycho­dzi, jak dużo w nim infan­tyl­no­ści. Bywa impul­syw­ny i szyb­ko się dener­wu­je, jed­no­cze­śnie jed­nak potra­fi być uczu­cio­wy, podat­ny na innych, a nawet naiw­ny. Nie boi się pła­kać, choć to aku­rat mógł­by sobie cza­sem daro­wać, bo wyglą­da jak poza.

Fabuła

Wal­ki, wal­ki, przede wszyst­kim wal­ki. Tokyo Gho­ul nie zwal­nia tem­pa. Wal­ki na sło­wa, wali na bro­nie, wal­ki na cha­rak­te­ry, wal­ki z samym sobą. Dok­tor Kanou uciekł. Kane­ki zaczy­na się zatra­cać, a Juuzou sza­leć. Aki­ra i Amon mie­rzą się z Nakim, Juuzou z bliź­niacz­ka­mi, Kane­ki z Shi­no­ha­rą. Czy ujście z życiem moż­na brać jako wygra­ną, pat, czy prze­gra­ną?

Co moż­na robić po takiej rzeź­ni? Odpo­cząć, poczy­tać, iść na wie­czór autor­ski, upić się, ćwi­czyć fizycz­nie. Każ­dy ma spo­sób, by roz­ła­do­wać napię­cie. Jed­nak czy pozwo­li to choć na chwi­lę zapo­mnieć o cięż­kim kli­ma­cie, tajem­ni­cach zwią­za­nych z Jed­no­oką Sową czy też utra­tą naj­bliż­szych.

Kreska

Jak­by powie­dział Tsu­kiy­ama „Très bien!”. Każ­dy kadr wal­ki to tyle krwi, że gar czar­ni­ny bym ugo­to­wa­ła. Każ­da kre­ska suną­ce­go w stro­nę prze­ciw­ni­ka bro­ni była ostra niczym nóż do file­to­wa­nia. Każ­da sce­na spo­koj­ne­go cza­su po krwa­wej jat­ce powo­do­wa­ła nie­pew­ność, bo prze­cież przed chwi­lą wszy­scy się sady­stycz­nie nad sobą znę­ca­li, więc to musi być coś nie tak, to musi wybuch­nąć, musi! Suspens w peł­nej kra­sie!

Ciekawostka

W dodat­ko­wej pobocz­nej i humo­ry­stycz­nej histo­rii na koń­cu man­gi, tym razem wzo­ro­wa­nej na zna­nych baj­kach i legen­dach, może­my natknąć się na mniej zna­ną dla Euro­pej­czy­ka powiast­kę, bo pocho­dzą­cą z kul­tu­ry japoń­skiej. Jed­na z naj­bar­dziej zna­nych japoń­skich bajek opo­wia­da o chłop­cu imie­niem Momo­ta­rō, “Brzo­skwi­nio­wym Chłop­cu”. Star­sze bez­dziet­ne mał­żeń­stwo odnaj­du­je w rze­ce brzo­skwi­nię, a po jej prze­po­ło­wie­niu oka­zu­je się, że w środ­ku znaj­do­wał się chłop­czyk. Kie­dy dorósł, udał się na Wyspę Dia­błów, aby zro­bić z nimi porzą­dek. Na dro­gę zabrał ze sobą zro­bio­ne przez bab­cię kne­dle. Masze­ru­jąc spo­tkał Psa, Mał­pę i Bażan­ta, któ­rych prze­ku­pił kne­dla­mi. Pomo­gli oni w wal­ce z demo­na­mi i ze skar­ba­mi wró­ci­li do domu. Pra­wie jak histo­ria przed­sta­wio­na w man­dze, gdzie z brzo­skwi­ni wysko­czył Amon, by zostać synem Mado i Sino­ha­ry.

Podsumowanie

Wyraź­nie podzie­lo­ny na peł­ną akcji i leni­wą część jede­na­sty tom Tokyo gho­ul spo­ro wyja­śnia, wpro­wa­dza głę­biej w życio­ry­sy boha­te­rów i poka­zu­je zależ­no­ści mię­dzy nimi. Świet­na kre­ska w kadrach walk jest dodat­ko­wym atu­tem. Aż nie mogę się docze­kać ostat­nie­go tomu!

Inne recen­zje serii Tokyo gho­ul:

Tokyo gho­ul [tom 1]
Tokyo gho­ul [tom 2]
Tokyo gho­ul [tom 3]
Tokyo gho­ul [tom 4]
Tokyo gho­ul [tom 5]
Tokyo gho­ul [tom 6]
Tokyo gho­ul [tom 7]
Tokyo gho­ul [tom 8]
Tokyo gho­ul [tom 9]
Tokyo gho­ul [tom 10]

Na szybko
  • 9/10
    Fabu­ła — 9/10
  • 8/10
    Kre­ska — 8/10
  • 8.5/10
    Boha­te­ro­wie — 8.5/10
8.5/10

Moni zda­niem:

Tom jede­na­sty polu­bią zarów­no fani krwa­wych bija­tyk, jak i spo­koj­nych okru­chów życia. Świet­na kre­ska, powo­li domy­ka­ją­ca się histo­ria, któ­ra nadal ma wie­le do zaofe­ro­wa­nia.